Piłkarskie emocje w polskiej ekstraklasie nabierają tempa, a otwarcie 24. kolejki zapowiada się wręcz elektryzująco. Już w najbliższy piątek oczy całej piłkarskiej Polski będą zwrócone na Gdańsk, gdzie 14. w stawce Lechia podejmie liderującą Jagiellonię. Choć w tabeli oba zespoły dzieli przepaść, to na murawie Polsat Plus Areny nikt nie zamierza odstawiać nogi.
Jagiellonia Białystok przyjeżdża nad morze jako lider, ale z bagażem trzech remisów z rzędu. Żółto-czerwoni czują na plecach oddech Lecha Poznań oraz Zagłębia Lubin i są zdeterminowani, aby wygrać. Podopieczni Adriana Siemieńca wciąż przewodzą ligowej stawce, ale ich przewaga stopniała do zera. Ostatnie starcie z Legią Warszawa było prawdziwym rollercoasterem – białostoczanie prowadzili już 2:0, by ostatecznie drżeć o jeden punkt w końcówce spotkania. To był trzeci z rzędu podział punktów "Jagi", co w stolicy Podlasia przyjęto z lekkim niedosytem.
Białostoczanie mają jednak w ręku potężny atut – są królami drugich połówek. Ich bilans bramkowy po przerwie (23:12) to absolutnie najlepszy wynik w lidze. Jagiellonia sieje postrach, gdy rywale zaczynają opadać z sił. Czy w Gdańsku również zobaczymy ten zabójczy finisz? Wiele zależy od zdrowia kluczowych graczy. Pod znakiem zapytania stoją występy Nahuela, Jóźwiaka oraz Vitala, a lista zawodników zagrożonych pauzą za kartki jest długa i obejmuje m.in. Drachala, Flacha czy Stojinovicia.
Sytuacja Lechii Gdańsk jest niecodzienna. Patrząc w tabelę, widzimy ich na 14. miejscu z 28 punktami. Gdyby jednak nie kara odjęcia pięciu punktów, gdańszczanie okupowaliby solidną, siódmą lokatę tuż obok Wisły Płock. Podopieczni Szymona Grabowskiego w 2026 roku grają w kratkę – potrafili ograć Lecha Poznań 3:1, by później zaliczyć bolesne wpadki z Motorem Lublin czy Zagłębiem Lubin.
Największą zagadką pozostaje ich dyspozycja na własnym terenie. Lechia, która średnio strzela dwa gole na mecz, w dwóch domowych spotkaniach w 2026 roku trafiła do siatki tylko raz. To anomalia, którą "Biało-Zieloni" chcą przerwać właśnie w starciu z liderem. Po dramatycznych derbach z Arką Gdynia, gdzie gdańszczanie wyciągnęli wynik z 0:2 na 2:2, morale w szatni jest wysokie. Gdańsk wierzy, że to właśnie walka do końca będzie kluczem do zatrzymania Jagiellonii.
Lechia, podbudowana remisem w szalonym derby Trójmiasta, desperacko potrzebuje punktów, by uciec od strefy spadkowej. Remis w derby Trójmiasta też trzeba uznać za szczęśliwe dla Lechii. Nie dość, że Arka miała więcej okazji to jeszcze w końcówce meczu została skrzywdzona, bo sędzia Paweł Raczkowski nie podyktował dość oczywistego karnego. Arbiter nie zdecydował się obejrzeć sytuacji na monitorze wierząc kolegom z VAR. Kolegium Sędziów PZPN kilka dni po meczu poinformowało, że decyzję sędziów w tej sprawie uznaje za poważny błąd.
To będzie pojedynek, który może rozstrzygnąć o losach meczu. Po jednej stronie barykady stanie Tomas Bobcek – lider klasyfikacji strzelców z 14 trafieniami na koncie. Słowak to napastnik kompletny: mobilny, potrafiący zejść do boku, ale przede wszystkim genialny w powietrzu. Statystyki nie kłamią – wygrał aż 83 pojedynki główkowe w tym sezonie i oddał 38 celnych strzałów. To on jest motorem napędowym ofensywy Lechii i zawodnikiem, na którego stoperzy Jagiellonii muszą uważać przez pełne 90 minut.
Jagiellonia odpowiada jednak równie potężnym działem. Afimico Pululu jest w 2026 roku w życiowej formie. W sześciu tegorocznych występach wypracował aż sześć bramek (3 gole i 3 asysty). Pululu to siła fizyczna i doskonałe utrzymanie piłki, co w połączeniu z kreatywnością lidera klasyfikacji kanadyjskiej w Gdańsku (Bobcek ma 18 punktów) zwiastuje festiwal ofensywnej gry.
W środku pola zobaczymy starcie dwóch mózgów operacyjnych. Kapitan Lechii, Rifet Kapić, w każdym tegorocznym meczu melduje się w protokole – albo golem, albo asystą, albo... żółtą kartką. To serce drużyny z Gdańska. Wspierać go będą szybki jak błyskawica Camilo Mena oraz Iwan Żelizko. Warto też odnotować, że Lechia zimą nie próżnowała, sprowadzając Indrita Mavraja, Igora Bambeckiego oraz Karola Wendta, co ma dać trenerowi Grabowskiemu większe pole manewru w walce o utrzymanie.
Jagiellonia musi szukać szans na triumf w nacisku defensywę Lechii. Choć ofensywa rywali błyszczy, historia pokazuje, że Lechia nie zachowała czystego konta od 15 ligowych spotkań. To szansa dla Jagi, która otwierała wynik w trzech z ostatnich czterech wyjazdów.
Statystyki bezpośrednich starć przemawiają za gośćmi z Białegostoku. Jagiellonia przegrała tylko jedno z ostatnich dziewięciu spotkań z Lechią. Co ciekawe, ta jedyna porażka miała miejsce niemal dokładnie rok temu – w marcu 2025 roku w Gdańsku. Czy historia się powtórzy, czy lider z Podlasia tym razem wywiezie komplet punktów?
Jedno jest pewne: w meczach tych drużyn rzadko wieje nudą. Przy obecnej formie obu zespołów i głodzie punktów, możemy spodziewać się otwartego widowiska, w którym każda pomyłka będzie kosztować bardzo drogo.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze