Jeszcze niedawno na łamach naszego portalu, analizując dramatyczną sytuację na podlaskich stacjach w artykule „Cena diesla przebiła granicę 9 złotych! Drogo, coraz drożej!”, postulowaliśmy radykalne kroki. Obniżka VAT-u i akcyzy wydawała się jedynym ratunkiem dla portfeli białostockich kierowców, którzy z niedowierzaniem przecierają oczy, patrząc na pylony. Niestety, prosto z Brukseli nadeszła odpowiedź, która studzi wszelkie nadzieje na większą ulgę przy dystrybutorze. Mimo to parlament uchwalił, a prezydent podpisał ustawy obniżające stawki akcyzy i VAT.
O pomyśle obniżki VAT na paliwo i ulżenia w ten sposób dla zwyczajnego Kowalskiego pisaliśmy TUTAJ. Komisja Europejska postawiła sprawę jasno: obniżenie stawki VAT na benzynę i olej napędowy jest sprzeczne z unijnym prawem. Choć urzędnicy w Brukseli deklarują, że „w pełni rozumieją i współczują” obywatelom w trudnych czasach, to twarde zapisy Dyrektywy VAT nie pozostawiają złudzeń. Paliwa kopalne zostały wyłączone z listy towarów, na które państwa członkowskie mogą stosować preferencyjne stawki. Oznacza to, że w Polsce VAT na paliwo musi wynosić 23%, a zejście do poziomu 8% byłoby złamaniem wspólnotowych przepisów. Rzeczniczka KE ds. podatkowych, Louise Bogey, wyjaśniła, że niedawna reforma przepisów dała rządom sporą elastyczność, ale tylko w wybranych sektorach. Kraje UE mogą stosować obniżone stawki (nawet do 5%) na energię elektryczną, gaz ziemny czy ogrzewanie miejskie, co ma pomóc w walce z ubóstwem energetycznym. Niestety, paliwa silnikowe nie znalazły się na tej „szczęśliwej liście”.
Choć prezydent Karol Nawrocki podpisał ekspresowo uchwalony przez parlament (Sejm i Senat) pakiet ustaw „Ceny Paliwa Niżej”, rządowa radość jest mącona przez sygnały płynące z Brukseli. Komisja Europejska już teraz wyraża sprzeciw wobec radykalnego cięcia stawki VAT na paliwa, co może postawić całą operację pod znakiem zapytania.
Tempo, w jakim procedowano nowe przepisy, przypominało wyścig zbrojeń. Rządowi zależało, aby niższe kwoty na pylonach pojawiły się jeszcze przed końcem marca. Sejm uchwalił pakiet w piątek, Senat przyjął go bez żadnych poprawek, a prezydent Nawrocki złożył podpis niemal natychmiast. Głównym filarem zmian jest obniżka VAT-u z 23 do 8 proc. oraz ścięcie akcyzy (będzie możliwe na podstawie rozporządzenia).
Jednak to właśnie ta pierwsza zmiana budzi największy opór w Europie. Komisja Europejska stoi na stanowisku, że tak niska stawka na paliwa silnikowe narusza unijne dyrektywy. Mimo to, Warszawa gra va banque, argumentując, że sytuacja nadzwyczajna wymaga nadzwyczajnych środków. Dla kierowców liczy się jednak fakt, że mechanizm ceny maksymalnej (oparty o średnią hurtową i stałą marżę 30 gr) ma stać się faktem już w poniedziałek, 30 marca.
Według zapowiedzi premiera Donalda Tuska, połączenie niższych podatków i limitów cenowych ma przynieść spektakularny efekt: litr benzyny czy diesla może stanieć o około 1,20 zł. Analitycy e-petrol.pl przewidują, że od poniedziałku za popularną „95-tkę” zapłacimy w granicach 5,99–6,19 zł, a za olej napędowy ok. 7,40 zł.
Warto jednak zachować zimną krew i spojrzeć na te liczby z perspektywy historycznej. Choć obniżka jest realna i odczuwalna, ceny te wciąż pozostają znacznie wyższe niż te, które znaliśmy przed wybuchem niszczycielskiego konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wtedy litr benzyny oscylował wokół 5 zł, co dziś wydaje się abstrakcją. Obecna „promocja” to zatem raczej gaszenie pożaru niż powrót do stabilności. Co więcej, obniżka jest zaplanowana jedynie do 30 czerwca – jeśli do tego czasu konflikt w regionie ropy nie wygaśnie, a Komisja Europejska przeforsuje swoje kary, wakacyjne powroty mogą być dla nas wyjątkowo bolesne.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze