Reklama

Opluł ołtarz i rzucił krzyżem. 33-latek zatrzymany

Szokujące sceny rozegrały się w jednej z białostockich parafii. Młody mężczyzna, kryjąc twarz pod kapturem, wielokrotnie nachodził świątynię, by dawać upust swojej agresji wobec symboli religijnych. Finał jego ataku nastąpił, gdy monitoring zarejestrował, jak pluje na ołtarz i rzuca krzyżem w tabernakulum. Dzięki czujności dzielnicowego, 33-letni sprawca jest już w rękach policji, a sprawa wywołuje w mieście dyskusję o granicach znieważania symboli wiary, przypominając głośny proces Grzegorza Brauna oraz inne wydarzenia, w których w Polsce obrażano uczucia religijne katolików np. podczas Parad Równości czy Czarnych Marszów. Obecnie toczy się proces Grzegorza Brauna, lidera Konfederacji Korony Polski, który gaśnicą zgasił chanukowe świece w Sejmie.

Sceny jak z horroru przed ołtarzem. Kamery nagrały wszystko

Do policjantów z białostockiej „dwójki” zgłosił się proboszcz, który nie mógł już dłużej ignorować eskalującej agresji. Zawiadomienie dotyczyło serii incydentów, które swój punkt kulminacyjny miały w minionym tygodniu. Na nagraniach z kościelnego monitoringu widać mężczyznę, który w biały dzień wchodzi do pustego kościoła i kieruje się prosto przed ołtarz. To, co wydarzyło się później, wstrząsnęło lokalną wspólnotą wiernych.

Z zapisu wideo wynika, że 33-latek nie przyszedł do świątyni na modlitwę. Zakapturzony mężczyzna stanął przed obrazem „Ostatniej Wieczerzy” i zaczął w jego kierunku wykrzykiwać niezrozumiałe, pełne agresji hasła, wymachując przy tym rękami. W pewnym momencie jego furiat skupiła się na samym ołtarzu – mężczyzna bez wahania opluł leżący na nim biały obrus.

Reklama

Najbardziej drastyczny moment nastąpił chwilę później. Napastnik chwycił leżący na ołtarzu krzyż i z dużą siłą rzucił nim w stronę tabernakulum. Po dokonaniu aktu wandalizmu, wychodząc ze świątyni, rozsypał jeszcze ulotki leżące przy wejściu, chcąc zostawić po sobie jak największy nieład. Jak się jednak okazało, nie był to jednorazowy wybryk, a finał wielomiesięcznego nękania parafii.

Nienawiść na papierze. Listy do Boga i uporczywe nękanie

Proboszcz w rozmowie z funkcjonariuszami przyznał, że podobne sytuacje miały miejsce już od września ubiegłego roku. Ten sam mężczyzna regularnie pojawiał się w kościele, powielając ten sam schemat: wchodził w kapturze, gestykulował w stronę obrazów i pluł na ołtarz. Co więcej, sprawca zostawiał w różnych częściach kościoła odręcznie pisane listy.

Reklama

Treść tych pism była przerażająca – zawierały one manifesty nienawiści skierowane bezpośrednio do Boga oraz instytucji Kościoła. Księża początkowo mieli nadzieję, że sytuacja sama się uspokoi, a mężczyzna zaprzestanie swoich działań. Jednak gdy od werbalnej nienawiści i listów przeszedł do fizycznego rzucania przedmiotami kultu, bezpieczeństwo miejsca i uczucia religijne parafian zostały naruszone w sposób, który wymagał interwencji mundurowych.

Dzielnicowy rozpoznał agresora. 33-latek w areszcie

Sprawą zajęli się kryminalni z białostockiej „dwójki”. Kluczowy okazał się jednak zmysł obserwacji miejscowego dzielnicowego. Funkcjonariusz, przeglądając nagrania z monitoringu, mimo naciągniętego na głowę kaptura, bez trudu rozpoznał 33-letniego mieszkańca Białegostoku, który był mu znany z wcześniejszych interwencji w rejonie.

Reklama

Zatrzymanie było błyskawiczne. Policjanci zapukali do drzwi mężczyzny w jego miejscu zamieszkania. 33-latek trafił prosto do policyjnego aresztu. Usłyszał już dwa zarzuty dotyczące obrazy uczuć religijnych poprzez publiczne znieważenie przedmiotów czci religijnej i miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych. Zgodnie z polskim Kodeksem karnym, za ten czyn grozi mu kara do 2 lat pozbawienia wolności.

Gdzie kończy się wolność, a zaczyna paragraf? Echa sprawy Brauna

Incydent w białostockim kościele wpisuje się w szerszy kontekst dyskusji o ochronie symboli religijnych w Polsce. Podobne emocje wzbudzał niedawny proces posła Grzegorza Brauna, który w budynku Sejmu za pomocą gaśnicy zgasił menorę chanukową. Choć kontekst polityczny obu spraw jest inny, fundament prawny pozostaje ten sam – art. 196 Kodeksu karnego, który mówi o ochronie uczuć religijnych.

Reklama

W obu przypadkach mamy do czynienia z fizycznym atakiem na symbole, które dla danej wspólnoty mają znaczenie sakralne. Białostocki przypadek pokazuje, że agresja wobec sacrum nie zna barw politycznych i często wynika z osobistych frustracji lub nienawiści, która eskaluje od słów do czynów. Czy wyrok 2 lat więzienia ostudzi zapał naśladowców? Śledczy z Białegostoku nie mają wątpliwości: zero tolerancji dla wandalizmu w miejscach kultu, niezależnie od wyznawanej wiary.

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/03/2026 18:25
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości