Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wieczorami w okolicy jednego z osiedli z domami jednorodzinnymi jest tyle dymu, że ograniczona i to bardzo jest widoczność. Smród niesamowity. Wyniki pomiarów nie są miarodajne, gdyż stacje zostały zlokalizowane z najczystszych miejscach, wśród bloków, z dala od kopcących domów. Oficjalnie stężenie pyłów i innych substancji jest wysokie, tylko wówczas, gdy wiatr wieje od strony osiedla z domami. Poza tym podwyższony poziom utrzymuje się stosunkowo niedługo. Inaczej jest w okolicach domów. Od 16tej do 9.00 rano okna nie da się otworzyć, nie mówiąc o spacerze. I to teraz, kiedy jest naprawdę ciepło. Władze i WIOŚ odmawiają przeprowadzenia badania powietrza w okolicach domów. Ludzie są nieświadomi. W tym dymie bawią się dzieci, a starsi ludzie spacerują z kijkami. Ile osób musi zachorować i ile umrzeć, żeby zaczęto o tym mówić?! Palą cały czas. Nieważne czy siarczysty mróz, czy żar leje się z nieba. Dymy idą z kominów, dymy idą z grilli, dymią w ogrodach zlokalizowane wędzarnie, ogniska, w których spalają ogrodowe śmieci, dymią piły i kosiarki spalinowe. Nie jest prawdę, że biedni palą. Znam jedno osiedle dokładnie. Ci ludzie nic nie mają wspólnego z biedą. Wiele biednych mieszka w blokach i muszą płacić za ogrzewanie miejskie. Nikt nie pyta czy stać. W Białymstoku 20-30 procent ludzi mieszka w domach. Czyli 20-30 procent wytwarza ten cały syf. Co by było gdyby każdy chciał zaoszczędzić i np. przy blokach pobudowano by kotłownie węglowe. Jestem pewien, że powtórzyłaby się sytuacja z Londynu z lat 50-tych. Życie wyginęłoby. Czasami myślę, że powinni wszyscy palić węglem, tak przez 1 sezon. Doszłoby wówczas do takiego zanieczyszczenia i takiej tragedii, że na pewno uchwalono by zakaz palenia nim. O ile byłoby jeszcze komu uchwalać. Chciwość trucicieli nie zna granic. Jak zachorują, to zrozumieją, co w życiu jest najważniejsze. Niesprawiedliwe jest tylko to, że zachorować przez nich może każdy, nawet ten, co nie truje. Niesprawiedliwe jest to, że nie można normalnie wietrzyć mieszkania, ugotować obiadu, czy zrobić prania. Nie mówię już o jakiejkolwiek aktywności na świeżym powietrzu. Jestem za zakazem palenia paliwami stałymi, albo za otoczeniem tego towarzystwa wysokim murem. Nich sami ponoszą konsekwencje swojego postępowania.
Wieczorami w okolicy jednego z osiedli z domami jednorodzinnymi jest tyle dymu, że ograniczona i to bardzo jest widoczność. Smród niesamowity. Wyniki pomiarów nie są miarodajne, gdyż stacje zostały zlokalizowane z najczystszych miejscach, wśród bloków, z dala od kopcących domów. Oficjalnie stężenie pyłów i innych substancji jest wysokie, tylko wówczas, gdy wiatr wieje od strony osiedla z domami. Poza tym podwyższony poziom utrzymuje się stosunkowo niedługo. Inaczej jest w okolicach domów. Od 16tej do 9.00 rano okna nie da się otworzyć, nie mówiąc o spacerze. I to teraz, kiedy jest naprawdę ciepło. Władze i WIOŚ odmawiają przeprowadzenia badania powietrza w okolicach domów. Ludzie są nieświadomi. W tym dymie bawią się dzieci, a starsi ludzie spacerują z kijkami. Ile osób musi zachorować i ile umrzeć, żeby zaczęto o tym mówić?! Palą cały czas. Nieważne czy siarczysty mróz, czy żar leje się z nieba. Dymy idą z kominów, dymy idą z grilli, dymią w ogrodach zlokalizowane wędzarnie, ogniska, w których spalają ogrodowe śmieci, dymią piły i kosiarki spalinowe. Nie jest prawdę, że biedni palą. Znam jedno osiedle dokładnie. Ci ludzie nic nie mają wspólnego z biedą. Wiele biednych mieszka w blokach i muszą płacić za ogrzewanie miejskie. Nikt nie pyta czy stać. W Białymstoku 20-30 procent ludzi mieszka w domach. Czyli 20-30 procent wytwarza ten cały syf. Co by było gdyby każdy chciał zaoszczędzić i np. przy blokach pobudowano by kotłownie węglowe. Jestem pewien, że powtórzyłaby się sytuacja z Londynu z lat 50-tych. Życie wyginęłoby. Czasami myślę, że powinni wszyscy palić węglem, tak przez 1 sezon. Doszłoby wówczas do takiego zanieczyszczenia i takiej tragedii, że na pewno uchwalono by zakaz palenia nim. O ile byłoby jeszcze komu uchwalać. Chciwość trucicieli nie zna granic. Jak zachorują, to zrozumieją, co w życiu jest najważniejsze. Niesprawiedliwe jest tylko to, że zachorować przez nich może każdy, nawet ten, co nie truje. Niesprawiedliwe jest to, że nie można normalnie wietrzyć mieszkania, ugotować obiadu, czy zrobić prania. Nie mówię już o jakiejkolwiek aktywności na świeżym powietrzu. Jestem za zakazem palenia paliwami stałymi, albo za otoczeniem tego towarzystwa wysokim murem. Nich sami ponoszą konsekwencje swojego postępowania.