Od 1 stycznia pasażerowie w województwie podlaskim mierzą się z brutalną rzeczywistością. Prezes Zbigniew Wojno, który od 31 stycznia traci posadę szefa spółki PKS Nova wprowadził w życie nowy rozkład. Zniknęła z niego znaczna część połączeń (100 z 475 połączeń zostało 298. Najboleśniej cięcia dotknęły kursy weekendowe, co szczególnie bolesne, bo dla wielu mieszkańców regionu sobotni wyjazd do miasta czy niedzielny powrót do domu stał się logistycznym wyzwaniem.
Oficjalne stanowisko spółki jest jasne: „liczby muszą się zgadzać”. PKS Nova, działając jako spółka prawa handlowego, przeprowadziła szczegółową analizę rentowności, z której wynika, że utrzymywanie linii wyłącznie z wpływów z biletów jest niemożliwe. Spółka przerzuca odpowiedzialność na samorządy, argumentując, że brak dopłat z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych zmusza ich do czasowego wstrzymania nierentownych relacji.
W tym starciu arkusza kalkulacyjnego z rzeczywistością przegrywają jednak pasażerowie. Weekendowe połączenia z Białegostoku do mniejszych miejscowości oraz trasy regionalne w weekend są często jedynym oknem na świat dla młodzieży i osób starszych. Gdy autobus przestaje wykluczenie komunikacyjne przestaje być teoretycznym terminem, a staje się realną barierą w dostępie do kultury, rodziny czy lekarza. Nie wszystkie miejscowości - jak Łapy - mają kolej jako alternatywę. Nie wszędzie - jak w Wysokim Mazowieckim - publiczną spółkę zastąpił prywatny przewoźnik. Dramatem było jednak to, że często odwoływane autobusy (za czasów Wojny redukowane je od sierpnia 2025, a ostatnia setka była wisienką na torcie) dotykały młodzieży dojeżdżającej do szkół.
Obecna sytuacja stawia przed regionem fundamentalne pytanie: czy transport publiczny to usługa rynkowa, czy kluczowy element infrastruktury społecznej? Jeśli jedynym kryterium pozostanie zysk, autobusy znikną tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Samorządy, często same borykające się z brakami w budżecie, stają przed trudnym wyborem: dopłacić do pustych w teorii kursów lub pozwolić na odcięcie mieszkańców od świata. Bez wypracowania długofalowej strategii, z rozkładu jazdy PKS Nova będą znikać kolejne rubryki, pozostawiając po sobie jedynie puste wiaty przystankowe i rozczarowanych pasażerów.
Samorządowców bulwersuje nie tylko arogancja prezesa Zbigniewa Wojny, który na początku swojego urzędowania popalił wiele mostów przez odwoływanie rejsów z dnia na dzień na poprzedzonego listem poleconym lub mailem. Zdaniem wójtów i burmistrzów nie jest, że szczytem transparentności deklarowanym przez prezesa jest ogłoszenie odwoływanych linii poprzez stronę internetową. Daleko też od dialogu i deklarowanej współpracy jest także stawianie pod ścianą samorządów na zasadzie: Bierzecie 3 złote z rządowego funduszu i musicie dopłacić resztę.
Problemem jest to, że według samorządowców wycena wozokilometru PKS to 13 zł czyli samorządy musiałyby dopłacać po ponad 70 procent wartości. Przedmiotem sporu jest też fakt, wyliczenia te PKS (tam gdzie je przedstawił, bo niektórzy wójtowie i burmistrzowie twierdzą, że nawet takich wyliczeń nie dostali) zaprezentował jak prawdę objawioną.
- Nie wiemy z czego to wynika, nie wiemy skąd takie koszty, nie wiemy ile z tego to realne koszty, a ile to takie koszty, które prezes wprowadził np. przez zatrudnienie pełnomocników i ekspertów, którzy tani ni są. Od wielu lat jestem w samorządzie i stwierdzam, że zabrakło dialogu. Przyszli ludzie bez większego doświadczenia we współpracy z samorządami i takie są tego efekty! - mówił Jarosław Siekierko, burmistrz Wysokiego Mazowieckiego.
Reklama
W efekcie dochodzi do absurdalnych sytuacji jak sprzedaż bazy w Wysokim Mazowieckim. Nieruchomość została sprzedana - wbrew temu co mówił prezes - bez żadnych dodatkowych warunków. I mimo, że PKS mógł z niej korzystać jeszcze 2 lata to wydał ją w ręce nabywcy przed końcem 2025 roku. A teraz... wynajmuje plac na postój autobusów od miasta. Czy to nie jest absurdalne?
- Nie mam prawa wydawać pieniędzy na transport poza gminą oraz dokładać do przewozu osób, które nie są jej mieszkańcami. Jeżeli zatem połączenie do Białegostoku prowadzi przez teren wielu gmin to powinny się ze sobą porozumieć formalnie, a najlepiej włączyć powiat do tego. Rozwiązaniem optymalnym byłoby, aby województwo wystąpiło o dotacje do likwidowanych linii, wyliczyło koszty szczegółowo i pokazało nam to. Nikt nie odmówiłby dołożenia brakujących pieniędzy. Prezesowi Wojnie nikt nie wierzy i zasłużył sobie na to przez wiele miesięcy swojego działania - mówił inny burmistrz.
Reklama
Wbrew temu co mówi ustępujący prezes to krytyczne oceny wobec niego nie wynikają z tego, że podejmował niepopularne decyzje, był wymagający i ciął koszty. To tylko cześć prawdy. Jego zachowanie można porównać z działaniami lekarza, który wycina toporem chory narząd w czasie operacji zamiast zadbać o znieczulenie i interwencję skalpelem sprowadzić do minimum. Nic dziwnego, że tak potraktowany pacjent (samorządy, pasażerowi, pracownicy) wściekli się i wystawili Wojnie fatalną laurkę, która zaowocowała dymisją. I niech nikogo nie zmyli fakt, że prezes sam się podał do dymisji. Z nieoficjalnych - ale sprawdzonych - źródeł wiem, że dymisja Wojny miała się wydarzyć kilka miesięcy temu. Czekano z nią jednak, bo prezes zaczął negocjacje z samorządami w inny sposób i część z nich udało się mu przekonać.
Prokorym mija się z prawdą
Innym tematem są słowa marszałka Łukasza Prokoryma, który walcząc z PiS-owską opozycją w Sejmiku zaatakował przeciwników.
- 134 gminy i powiaty w województwie podlaskim do funduszu wsparcia przewozów autobusowych wystąpiło tylko 55. Nie jestem już w stanie po kolejnych miesiącach tego poruszania tematu przez moich oponentów politycznych z Sejmiku udawać, że czegoś nie widzę albo czegoś nie słyszę. Słyszymy, że nasza opozycja sejmikowa, klub radnych PiS próbuje niszczyć naszą podlaską spółkę. I poprzez to, że skłania związanych z ich opcją polityczną włodarzy gmin i powiatów do nieskładania, do nieskładania wniosków do funduszu wsparcia przewozów autobusowych. Te informacje mamy od od między innymi od tych włodarzy, którzy do tego byli namawiani, a takich czynności nie dokonali - stwierdził Prokorym.
Reklama
Spytałem dwójki burmistrzów (Łapy, Wysokie Mazowieckie) z miast, które nie wystąpiły o dotacje do Rządowego Fundusz Przewozów Autobusowych i stanowczo zaprzeczyli dodając, że samorząd województwo i PKS Nova nie dostarczyły im potrzebnych danych. Wytknęli, że województwo - choć było operatorem likwidowanych połączeń - również nie wystąpiło o dotację, choć mogło to zrobić.
- To jakiś kabaret chyba był? On tak na poważnie? - dziwił się burmistrz Siekierko.
Pytałem też dwójki włodarzy dwóch innych gmin, którzy wystąpili i dostali środki o to czy były jakieś rozmowy z opozycją sejmikową w tej sprawie. Jeden popukał się w głowę, a drugi również nie dowierzał, że Prokorym powiedział coś takiego publicznie.
- Jak mamy okazję dostać choć kilka złotych na samorząd to korzystamy z okazji. Żaden wójt czy burmistrz nie będzie dla politycznej wojenki robił coś przeciw mieszkańcom. Byłby chyba obłąkany, gdyby tak postępował - powiedział jeden z pytanych wójtów.
Wygląda na to, że albo marszałek Prokorym jest łatwowierny i uwierzył przypadkowemu rozmówcy albo mija się z prawdą nie bez udziału świadomości. W obu przypadkach jest to dyskwalifikujące dla osoby sprawującej tak ważną funkcję.
Tyle, że politycy sobie pogadali, samorządowcy rozkładają ręce, PKS bankrutuje, a mieszkańcy nie mają czym dojechać. Bo nawet jeżeli strata za rok 2025 wynosi 2,8 miliona jak twierdzi prezes Wojno, to tylko dlatego, że doliczył do przychodów pieniądze za sprzedaż nieruchomości w Wysokim Mazowieckim i Zambrowie. Liczba nieruchomości, które można i da się sprzedać kurczy się tak jak i szanse na zarobienie pieniędzy. Jak poinformowało mnie kilku samorządowców w miejsce części likwidowanych linii PKS pojawiły się przejazdy organizowane przez prywatnych przewoźników.
- Na miejscu marszałka i prezesa PKS to zamiast zwijać linie zastanowiłbym się jak to robią prywaciarze, że się im to opłaca - podsumował jeden z samorządowców.
Nic dodać, nic ująć. Optymistyczne jest tylko to, że prokurent Adam Byglewski, który zastępuje Wojnę w roli zarządcy PKS, zapowiedział, że będzie jeszcze raz analizował zasadność likwidacji połączeń i tam - gdzie koszty społeczne są zbyt dolegliwe - szukał rozwiązań innych niż te, które już zastosowano.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze opinie