Mieszkaniec gminy Michałowo zapewne nie spodziewał się, że zwykła podróż Citroenem zakończy się przymusowym postojem, spotkaniem z mundurowymi i utratą prawa jazdy. I nie będzie to spotkanie z drogówką. Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej z Bobrownik, patrolujący okolicę, udowodnili, że mają oko nie tylko na nielegalny towar, ale i na to, kto zasiada za kółkiem.
Do zdarzenia doszło na drodze wojewódzkiej nr 686 w Michałowie. Celnicy, którzy na co dzień kojarzeni są głównie z odprawami granicznymi i walką z przemytem, zatrzymali do rutynowej kontroli osobowego Citroena. Za kierownicą siedział 41-letni mężczyzna, lokalny mieszkaniec.
Początkowo wszystko wyglądało na standardową procedurę. Funkcjonariusze KAS często działają w rejonach przygranicznych, dbając o bezpieczeństwo i legalność transportów. Jednak podczas weryfikacji danych kierowcy szybko wyszło na jaw, że mężczyzna ma sporo na sumieniu w kwestii przepisów o ruchu drogowym.
Sprawdzenie w systemach informatycznych nie pozostawiło złudzeń – 41-latek w ogóle nie powinien znajdować się na miejscu kierowcy. Okazało się, że mężczyzna nie posiada uprawnień do prowadzenia pojazdów. W tej sytuacji dalsza jazda Citroenem była wykluczona.
Choć celnicy z Bobrownik specjalizują się w wykrywaniu ukrytych papierosów czy alkoholu, to "brakujący papier" w postaci prawa jazdy okazał się wystarczającym powodem, by przerwać podróż mieszkańca Michałowa. Warto przypomnieć, że od pewnego czasu kary za jazdę bez uprawnień są w Polsce wyjątkowo dotkliwe, a sprawa niemal zawsze trafia na drogę sądową.
Zamiast podróżować do celu, 41-latek musiał czekać na przyjazd kolejnych służb. Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej, zgodnie z kompetencjami, zabezpieczyli miejsce zdarzenia do czasu przekazania sprawy odpowiednim organom.
Zakończenie kontroli nastąpiło po przyjeździe patrolu policji z Białegostoku. To właśnie mundurowym przekazano zarówno pechowego kierowcę, jak i jego pojazd. Teraz 41-latek musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami finansowymi – grzywna za takie wykroczenie zaczyna się od 1500 zł, a górna granica jest znacznie wyższa.
To zdarzenie to jasny sygnał dla wszystkich "odważnych" kierowców: kontrole na drogach wojewódzkich mogą przeprowadzać różne służby, a brak uprawnień to prosta droga do poważnych kłopotów.
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze