Nadeszła zima i spora część kierowców zaczyna widzieć na deskach rozdzielczych swoich aut ikonki i komunikaty, których dotąd nie widziała. Zaczyna się nerwowe rozmyślanie o awariach, kosztach i naprawie auta. Spokojnie - to może być przedwczesny alarm. Wystarczy kilkanaście minut jazdy w gęstym śniegu lub po błocie pośniegowym, by nowoczesny samochód zaczął zasypywać kierowcę komunikatami o błędach.
System monitorowania pasa ruchu nieaktywny, tempomat niedostępny, czujniki parkowania piszczą bez powodu. Dla wielu kierowców z naszego regionu, przyzwyczajonych do niezawodności swoich maszyn, taki widok na desce rozdzielczej bywa stresujący. Czy to oznacza poważną awarię i konieczność wizyty w serwisie? W większości przypadków – absolutnie nie. To po prostu technologia, która przegrywa starcie z podlaską zimą.
Pierwszy „alarm”, z którym mierzymy się podczas mroźnych poranków, dotyczy zazwyczaj ciśnienia w oponach (system TPMS). Gdy temperatura gwałtownie spada, maleje objętość powietrza w kołach. Jeśli ciśnienie było na granicy normy, komputer natychmiast wyświetli ostrzeżenie. To nie błąd systemu, a czysta fizyka. Ignorowanie tego komunikatu to prosta droga do szybszego zużycia opon i gorszej przyczepności na śliskiej nawierzchni. Rozwiązanie jest proste: krótka wizyta na kompresorze i dopompowanie kół, gdy są jeszcze zimne.
Większość inteligentnych systemów w nowych autach opiera się na kamerach (często ukrytych za przednią szybą) oraz radarach montowanych w grillu lub zderzaku. Wystarczy warstwa błota pośniegowego lub lodu, by auto „oślepło”. System utrzymania pasa ruchu wyłączy się, bo kamera nie widzi linii pod śniegiem. Adaptacyjny tempomat podda się, gdy radar zostanie zalepiony bryłą lodu.
Podobnie jest z czujnikami parkowania – warstwa szronu lub solanki sprawia, że widzą one przeszkodę tam, gdzie jej nie ma. Warto pamiętać, że w takich warunkach systemy hamowania awaryjnego mogą nie zadziałać lub zareagować z opóźnieniem. W zimie elektronika staje się jedynie kruchym dodatkiem, a cała odpowiedzialność spoczywa na czujności kierowcy.
Zanim umówisz się na kosztowną diagnostykę, zacznij od... wizyty na myjni. W 90% przypadków po dokładnym opłukaniu czujników i kamer wszystkie „żółte” błędy znikną same. Są jednak kontrolki, których bagatelizować nie wolno, bez względu na mróz. Jeśli na desce zaświeci się na czerwono ikona ABS/ESP, kontrolka poduszek powietrznych lub silnika (check engine) – to znak, że problem jest poważny i niezależny od warstwy śniegu na zderzaku. Te systemy muszą być sprawne zawsze. Jeśli jednak auto „tylko” narzeka na brudne radary – wystarczy szmatka, ciepła woda i odrobina cierpliwości do kaprysów nowoczesnej technologii.
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze opinie