Wizyta na Stacji Kontroli Pojazdów (SKP) powoli przestaje być dla wielu kierowców jedynie formalnością. Rok 2026 przyniesie kolejne reformy w tym zakresie. Unijne i krajowe przepisy mają jeden cel: wyeliminowanie z dróg pojazdów niesprawnych i trujących środowisko. Rzecz w tym, że proponowane rozwiązania przypominają działania wzorowane na Strefach Czystego Transportu. Zmiany, które zaczęły wchodzić w życie już w 2025 roku, uderzą po portfelu nie tylko właścicieli starszych aut, ale wszystkich zmotoryzowanych. Dodatkowe właściciele starszych aut odczują problemy, bo nowe przepisy mają doprowadzić do ich wyeliminowania z ruchy właśnie przez brak bada
Największą rewolucją, która ma ostatecznie ukrócić proceder fikcyjnych przeglądów, jest obowiązkowa dokumentacja fotograficzna. Od 2026 roku diagnosta wykonuje zdjęcia każdego badanego pojazdu: z przodu, z tyłu, z obu przekątnych oraz – co kluczowe – zdjęcie licznika. Fotografie trafiają do centralnej bazy danych, co uniemożliwia podbicie dowodu bez fizycznej obecności auta na stacji
Od września 2025 roku badania podrożały. Po ponad dwóch dekadach zamrożonych stawek, cena podstawowego badania auta osobowego wzrosła z 98 zł do 149 zł. Wyższe opłaty mają pozwolić stacjom na zakup nowoczesnej aparatury, niezbędnej do spełnienia nowych norm. No i zrekompensować koszty, które w ostatnich latach znacząco wzrosły. Pisaliśmy o tym TUTAJ.
Kolejny etap zmian uderza w pojazdy, które nie przejdą „ekologicznych” wyśrubowanych oczekiwań narzucanych przez unijnych urzędników. Dzięki nowoczesnym urządzeniom do pomiaru liczby cząstek stałych, diagności bez problemu wykrywają teraz niesprawne lub celowo usunięte filtry DPF i FAP w dieslach. Auto z wyciętym filtrem po prostu nie wyjedzie ze stacji z pozytywnym wynikiem.
To jednak nie wszystko. System OBFCM pozwala teraz diagnostom zajrzeć do rzeczywistych danych o zużyciu paliwa i przebiegu zapisanych w pamięci samochodu. Ma to zapobiegać manipulacjom przy licznikach oraz urealnić deklaracje producentów dotyczące spalania. Unijne plany zakładają również utworzenie wspólnej bazy danych badań technicznych, co ułatwi weryfikację historii aut sprowadzanych z zagranicy.
Choć w Unii Europejskiej trwają negocjacje nad modelem „4-2-1” (pierwszy przegląd po 4 latach, kolejne co 2 lata dla aut do 10. roku eksploatacji), w Polsce na razie utrzymany został dotychczasowy rytm: 3 lata, 2 lata, a następnie coroczne wizyty. Eksperci zaznaczają jednak, że dla aut starszych niż 10 lat coroczna kontrola pozostanie bezwzględnym standardem ze względu na bezpieczeństwo.
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze