Nie brakowało niespodzianek i emocji w spotkaniach 23. kolejki spotkań. Grad goli, sporo kolorowych kartoników i zacięta rywalizacja to znak rozpoznawczy podlaskiej IV ligi. Już w środę część ekip rozgrywa zaległe mecze więc wcześniej prezentujemy raport z wydarzeń w IV lidze, a już jutro popołudniu na nasz kanał YouTube wpadnie ligowy magazyn. A na razie - coś do poczytania.
Pierwsza połowa zapowiadała sensacyjną wygraną broniących się przed spadkiem graczy MOSP-u, którzy prowadzili 1:0 po bramce a'la "stadiony świata" autorstwa Pawła Baranowskiego, który z rzutu wolnego z około 25 metrów strzelił tak precyzyjnie, że wyciągnięty jak struna Damian Maksymowicz nie miał najmniejszych szans na obronę. I z jednobramkową zaliczką ekipa trenera Piotra Szydłowskiego zeszła do szatni.
Po przerwie przetrzebiony kartkami gospodarze byli już tłem. Najpierw po rzucie rożnym i fatalnym błędzie młodego Mateusza Sokolewicza (golkiper był bohaterem meczu z Supraślanką) 33-letni Kamil Jackiewicz strzelił pierwszego gola. Niedługo potem w sytuacji napastnik Ruchu w sytuacji sam na sam technicznym lobem podwyższył na 2:0 (były to odpowiednio 23 i 24 bramka tego zawodnika). Później do akcji przystąpił Aleksander Kuźma, który najpierw zakręcił białostocką defensywą i golkiperem i strzałem z pola karnego podwyższył na 3:1, a potem dołożył czwartego gola po sprytnie rozegranym rzucie wolnym. Wynik ustalił wprowadzony po przerwie Kamil Sakowicz.
Ekipę z Białegostoku czeka teraz trudne zadanie: w środę o godzinie 17.00 grają na wyjeździe z nieobliczalnym Promieniem Mońki, a w weekend czeka ich wyprawa na trudny teren do Szczuczyna na mecz z rozpędzoną Wissą. A Ruch w środę wyprawia się do Krynek grać z broniącym się przed spadkiem beniaminkiem - LZS (17.00), a potem spróbują rewanżu za jesienną przegraną podejmując Hetman Skłodowscy Tykocin (sobota, godz. 16.00).
MOSP Białystok - Ruch Wysokie Mazowieckie 1:5 (1:0). Bramki: Paweł Baranowski 30 – Kamil Zalewski 54, 72, Aleksander Kuźma 76, 80, Kamil Sakowicz 89. Sędziował: Daniel Niemyjski
MOSP: Mateusz Sokolewicz - Paweł Baranowski (76 Tomasz Karwowski), Adam Bielski (62 Michał Lewoniewski), Jakub Gąsowski, Gabriel Kaliszewicz, Franciszek Komosiński, Adam Nikitiuk, Konrad Pawluczuk, Kornel Sobczak, Krystian Stańczuk, Mateusz Targoński.
Ruch: Damian Maksymowicz - Kamil Gryko, Łukasz Grzybowski, Mikalai Kharytonau, Aleksander Kuźma, Oskar Mazgoła (60 Kamil Jackiewicz), Jakub Mikołajczyk, Michał Mościcki, Przemysław Puchalski (84 Jakub Demiańczuk), Adrian Romanowski (46 Kamil Sakowicz), Kamil Zalewski.
- W pierwszej połowie byliśmy troszkę niedokładni i dlatego długo nie potrafiliśmy strzelić gola. W przerwie były 4 zmiany, które nadały nam impet i złego słowa nie powiem o grze swojej drużyny po takiej wygranej - mówił Ireneusz Piwko w pomeczowym wywiadzie udzielonym portalowi podlaskapilka.pl.
Przez 40 minut defensywa Michałowa dowodzona przez grającego trenera KS Przemysława Panka powstrzymywała ataki faworyzowanych gości. Twierdza strzeżona przez Kubę Korytkowskiego padła w 40 minucie po trafieniu 25-letniego Kolumbijczyka Sebastiana Gomeza. Na 2:0 podwyższył wprowadzony w przerwie na boisku Kacper Poreda (miał jeszcze jedno trafienie w tym meczu), a hat-trick zaliczył Camilo Penaranda. Dwudziestodwuletni kolumbijski snajper ma już na koncie 23 trafienia i dołączył już do czołówki najskuteczniejszych graczy IV ligi.
W środę rozpędzona Wissa, która wyrasta na prawdziwych rycerzy wiosny wybiera się do Czarnej Białostockiej walczyć z Czarnymi, którzy wreszcie powitają wiosnę na własnej murawie (godz. 17.00), a w sobotę (14.00) podejmie u siebie desperacko szukający punktów MOSP Białystok. Z kolei Michałowo w środę zagra na trudnym dla przyjezdnych boisku w Śniadowie z miejscowym KS (17.00), a sobotę o godzinie 15.00 zawalczy w Augustowie ze Spartą.
KS Michałowo - Wissa Szczuczyn 0:8 (0:1). Bramki: Sebastian Gomez 40, Kacper Poreda 48, 67, Camilo Penaranda 55, 60, 83, Dariusz Korytkowski 77, 90. Żółte kartki: Jakub Podbielski, Joachim Witoszko (KS Michałowo). Sędziował: Szymon Szymajda.
KS Michałowo: Jakub Kondrusiewicz - Kamil Trofimczuk (80 Mateusz Bohdziel), Łukasz Wojciechowski, Karol Chrzanowski (55 Franciszek Klimowicz), Joachim Witoszko, Kacper Szadłowski, Wiktor Szepietowski (67 Uladzislau Plisko), Przemysław Panek (76 Albert Staszyński), Jakub Podbielski (57 Kacper Ciołko), Michał Kosikowski, Damian Grabowski
Wissa: Denys Kravchuk - Oleksandr Dziuba, Sebastian Gomez(46 Paweł Adamiec), Daniel Grala, Jesus Gomez (65 Krystian Pawczyński), Camilo Penaranda, Yehor Skorino (46 Dariusz Korytkowski), Łukasz Świderski, Rafał Trzonkowski (46 Kacper Poreda), Vadym Voronchenko (46 Damian Zaczkowski), Wiktor Walczak
Miała być efektowna rehabilitacja po lekkiej zadyszce lidera i tak właśnie się stało. Dwucyfrowa rehabilitacja liderującej Olimpii, która przed własną publicznością rozgromiła ostatnią w stawce augustowską Spartę fundując jej dwucyfrówkę dowodzi, że możliwości strzeleckie zespołu z Zambrowa są spore. Gospodarze strzeleckie popisy podzielili sprawiedliwie na dwie połowy. W pierwszej królem polowania był Przemysław Jastrzębski. Trzydziestotrzyletni snajper aż 4 razy wpisał się na listę strzelców pokonując Vladyslawa Krymskyia i zwiększając swoje osiągnięcia w tym sezonie do 40 bramek. Wyczyn tym bardziej godny uznania, że Przemek dokonał go ledwie w 45 minut!
Po przerwie strzelanina trwała dalej: do bramki Sparty trafiali Junior Radziński, Kofi Mensah, Tomasz Piekut i Mateusz Malec. Dało to w sumie 10 bramek i efektowne przełamanie po dwóch słabszych występach w IV lidze.
Olimpię czeka teraz wyjazd na mecz w niedzielę w Krynkach, gdzie miejscowy LZS - beniaminek broniący się przed spadkiem - będzie próbował powstrzymać lidera (19 kwietnia, godz. 14.00). A Sparta Augustów? Czeka ją w środę wyjazd do spragnionej punktów Supraślanki Supraśl (15 kwietnia, godz. 17.00), a w sobotę (18 kwietnia, 13.00) mecz z broniącym się przed spadkiem KS Michałowo.
Olimpia Zambrów - Sparta Augustów 10:0 (5:0). Bramki: Przemysław Jastrzębski 18-karny, 19, 40, 45, Junior Radziński 27, 83, Kofi Mensah 52, 63, Tomasz Piekut 80, Mateusz Malec 82. Żółta kartka: Daniel Kruza (Sparta Augustów). Sędziował: Krzysztof Jabłonowski
Olimpia: Paweł Rutkowski - Michał Czarnecki, Marcel Gąsior (46 Eugenio Cristoforo Bracelli), Przemysław Jastrzębski (46 Mateusz Malec), Adam Łazarski (60 Wojciech Mastalerz), Krystian Mantur, Kofi Mensah, Tomasz Piekut, Junior Radziński, Michał Steć (46 Kamil Alexander Mosionek), Armin Wasiluk (60 Adam Puławski).
Sparta: Vladyslav Krymskyi - Jacinto Emilio Nevarez (5 Bartosz Waluś), Darec Funke, Adam Zamojski, Szymon Tuttas (70 Patryk Sobolewski), Paweł Sobolewski (62 Kajetan Hołownia), Jacob Suprun, Sebastian Sienkiewicz, Ernest Poźniak, Daniel Kruza, Stanislav Kochan.
Początek tego meczu nie zapowiadał wcale, że gospodarze (wiosną na swoim boisku jeszcze nie triumfowali) nie zaznają smaku wygranej. Już w 17 minucie Dawid Chilmon pokonał Filipa Sawickiego i ekipa trenowana przez trenera Tomasza Bernatowicza prowadziła 1:0. Zespoły zeszły do szatni na przerwę właśnie z takim rezultatem i kibice na stadionie w Tykocinie spodziewali się po przerwie kolejnych goli Hetmana. Tymczasem... w 67 minucie 23-letni Cezary Łuczak powtórzył wyczyn z meczu z MOSP-em Białystok sprzed tygodnia wpisując się na listę strzelców i było 1:1. Czarni poszli za ciosem i w 87 minucie gola na wagę wygranej strzelił młodszy kolega Czarka - 18-latek Michał Siwicki. I jak się okazało ten gol dał ekipie z Czarnej Białostockiej triumf i awans na 8. miejsce w tabeli. Ekipa gospodarzy mogła czuć w nogach środową pucharową grę w MOSP-em Białystok (zakończyła się triumfem Hetmana 5:2).
W najbliższej kolejce gracze z Tykocina jadą do Wysokiego Mazowieckiego grać z rozochoconym Ruchem (sobota, godz. 16.00), a Czarni notujący serię trzech ligowych wygranych z rzędu czeka najpierw w środę pierwszy mecz w Czarnej Białostockiej, gdzie podejmą bardzo groźną tej wiosny Wissę Szczuczyn (17.00), a w sobotę (18 kwietnia, 16.00) nieobliczalny Pionier Brańsk.
Hetman Skłodowcy Tykocin - Czarni Czarna Białostocka 1:2 (1:0). Bramki: Dawid Chilmon 17 - Cezary Łuczak 62, Michał Siwicki 87. Żółte kartki: Adam Ilczuk (Hetman), Michał Siwicki (Czarni). Sędziował: Mariusz Chrzanowski
Hetman: Kosma Kurz - Dawid Chilmon, Karol Chilmon, Karol Czajkowski, Michał Dymek, Kamil Huczko, Adam Ilczuk (60 Wojciech Moczulski), Przemysław Maliszewski, Karol Obidziński, Mateusz Sawicki (75 Rafał Maliszewski), Maciej Szot (75 Patryk Sawicki).
Czarni: Filip Suchocki - Mateusz Szuchnicki, Bartosz Gliński, Jakub Wynimko (57 Grzegorz Makal), Jakub Gołdowski (79 Sebastian Stepańczenko), Cezary Łuczak (90 Michał Frankowski), Dawid Drozdowski, Michał Sawicki, Mateusz Trosko (57 Miłosz Hołowacz), Rafał Kałłaur, Mateusz Jaremkiewicz (83 Jan Chomko).
Trafić za formą Pioniera Brańsk mogą chyba tylko ludzie czytający przyszłość w szklanej kuli. Wprawdzie ekipa Przemysława Masłowskiego gra wiosną w kratkę, ale efektowna wygrana w Krypnie zapowiadała przełamanie. Sam trener (wreszcie wrócił na ławkę po pauzie spowodowanej czerwoną kartką) wyrażał nadzieję, że nastąpiło przełamanie i teraz brańszczanie (choć domowe mecze grają na wyjeździe w Czartajewie) będą już regularnie punktowali. Tymczasem po 50 minutach górą byli supraślanie, którzy wiosną też dobre występy przeplatają słabymi. W sobotę w Czartajewie najpierw Dominik Kozłowski pokonał Macieja Stańczyk (dla dziewiętnastolatka było to dopiero drugie trafienie w tym sezonie). Kiedy w 51 minucie na 2:0 podwyższył obrońca Jakub Jarmołowicz powiało sensacją. Pionier był jednak w starciu z Supraślanką faworytem. Miejscowi atakowali z pasją, ale w tym meczu mieli pecha: w pierwszych dwudziestu minutach stracili dwóch zawodników (Mateusz Jambrzycki i Paweł Zabrocki). Mimo ambitnych starań nie udało się im odwrócić losów spotkania i zakończyło się ono nieoczekiwanie dwubramkową przegraną Pioniera.
Ekipa z Brańska kolejny mecz w sobotę w Czarnej Białostockiej z Czarnymi (początek o godzinie 16.00), a Supraślankę czekają pracowitsze dni: w środę podejmie u siebie ostatnią w stawce Spartę Augustów (godz. 17.00), a w sobotę Orła Kolno (16.00).
Pionier Brańsk - Supraślanka Supraśl 0:2 (0:1). Bramki: Dominik Kozłowski 20, Jakub Jarmołowicz 51. Żółte kartki: Hubert Stypułkowski (Supraślanka), Mateusz Jambrzycki, Julian Kondraciuk (Pionier). Sędziował: Marcin Cieciorko
Pionier: Maciej Stańczuk - Mateusz Jambrzycki (5 Grzegorz Górski, 61 Julian Kondraciuk), Eryk Kajewski (54 Karol Styś), Andrzej Kosiński, Piotr Kosiński, Karol Kosiński, Tymoteusz Kulik, Wojciech Łuczaj (46 Kacper Skowroński), Paweł Zabrocki (19 Damian Miłosiewicz), Mikołaj Zajkowski, Kamil Żur.
Supraślanka: Mikita Tsishkin, Dominik Kozłowski, Gabor Żukowski, Krystian Maciejuk (87 Franciszek Zdanowicz), Jakub Łaszczewski (63 Dmytro Bergin), Mariusz Łapiński, Jakub Jarmołowicz (81 Bartosz Dejneka), Michal Gibulski, Konrad Rakus, Hubert Stypułkowski (77 Kacper Kistowski), Szymon Kuczyński.
Wilczki szybko wybiły z głowy beniaminkowi nadzieje na korzystny wynik. Grajewianie narzucili mordercze tempo od pierwszej minuty – już w 2 minucie Bartosz Bukowski pięknym strzałem z dystansu otworzył wynik spotkania. Dominacja gospodarzy nie podlegała dyskusji, a udokumentował ją przed przerwą Szymon Turczewski, podwyższając na 2:0. Druga połowa to prawdziwy popis Filipa Kułaka, który w ciągu zaledwie dwóch minut dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Były to 5 i 6 bramka w lidze dziewiętnastolatka. Przy stanie 4:0 sędzia podyktował - zdaniem gospodarzy - kontrowersyjny rzut karny dla gości, który na bramkę zamienił Łukasz Brałkowski, choć 19-letni Kacper Radziszewski był bliski skutecznej interwencji. Odpowiedź Warmii była natychmiastowa – piątego gola dołożył Priestley Boateng, a dzieła zniszczenia w samej końcówce dopełnił Bartosz Sawicki, dwukrotnie trafiając do siatki. Goście kończyli mecz w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Brałkowskiego. To piąte z rzędu wiosenne zwycięstwo Warmii, która w pełni zdominowała rywali.
Warmia kolejny mecz zagra w niedzielę z sąsiadem zza miedzy: monieckim Promieniem. Spotkanie w Mońkach zacznie się o 17.00. Beniaminek z powiatu sokólskiego w środę podejmie Ruch Wysokie Mazowieckie (17.00), a sobotę o 14.00 lidera - Olimpię Zambrów.
Warmia Grajewo - LZS Krynki 7:1 (2:0). Bramki: Bartosz Bukowski 2, Szymon Turczewski 40, Filip Kułak 47, 49, Priestley Boateng 72, Bartosz Sawicki 86, 89 – Łukasz Brałkowski 68. Czerwona kartka: Łukasz Brałkowski (LZS Krynki, 83). Żółte kartki: Kamil Leszczyński, Łukasz Brałkowski, Kamil Machłajewski (LZS Krynki), Jan Ostrowski (Warmia). Sędziował: Jakub Kaseja.
Warmia: Kacper Radziszewski - Priestley Boateng (76 Jakub Karpiński), Bartosz Bukowski, Edison Fernandes Da Silva Junior, Wiktor Gęgotek (61 Jan Ostrowski), Mateusz Grabarz (61 Bartłomiej Żbikowski), Rafał Kalinowski, Dawid Kalinowski, Filip Kułak (80 Marcin Mikucki), Mikołaj Siemieniuk (66 Bartosz Sawicki), Szymon Turczewski.
LZS Krynki: Przemysław Karłowicz - Karol Deryng, Kamil Machłajewski (70 Kamil Kasacki), Łukasz Brałkowski, Marcin Pawnuk, Dawid Bolesta (59 Hubert Sawicki), Maciej Stachelek, Adrian Karankiewicz, Maciej Jurczenia (81 Dominiuk Niemyjski), Juliusz Artemiuk, Kamil Leszczyński (60 Mikita Zatouka).
Piłkarze Tura Bielsk Podlaski dopisali do swojego konta niezwykle cenne trzy punkty, pokonując w sobotni wieczór KS Śniadowo 2:0. Bohaterem spotkania został powracający do składu po dwóch meczach pauzy Patryk Niemczynowicz. To właśnie on w 32 minucie otworzył wynik meczu pięknym uderzeniem w górny róg bramki z linii pola karnego. Dwudziestosiedmiolatek odegrał również kluczową rolę przy drugim trafieniu w 81 minucie, kiedy to popisał się precyzyjną asystą przy golu Marcina Bazylewskiego. Najlepszy strzelec Tura (ma na koncie już 22 gole w tym sezonie), mimo drobnego urazu, wszedł na boisko z ławki i sprytnym lobem ustalił wynik spotkania. Wynik mógł być wyższy, jednak świetną partię w barwach gości rozegrał białoruski bramkarz Iwan Cimaszkou, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed wyższą porażką. Po drugiej stronie boiska Nos był niemal bezrobotny, kontrolując przebieg gry głównie nogami. Zwycięstwo pozwoliło Turowi wskoczyć na ligowe podium potwierdzając, że bielszczanie zamierzają do końca bić się o najwyższe cele.
Tur kolejny swój mecz zagra na wyjeździe ze zdeterminowaną do punktowania Krypnianką Krypno (sobota, godz. 13.00), a ekipa KS Śniadowo najpierw w środę podejmie Michałowo (17.00), a w niedzielę będzie gościć Turośniankę Turośń Kościelna.
Tur Bielsk Podlaski - KS Śniadowo 2:0 (1:0). Bramki: Patryk Niemczynowicz 32, Marcin Bazylewski 81. Żółte kartki: Daniil Padzialinski (Tur), Maciek Wykowski, Patryk Sokołowski (KS Śniadowo). Sędziował: Bartłomiej Ignaczuk
Tur: Michał Nos - Krystian Kulikowski, Mateusz Maliszewski, Patryk Niemczynowicz, Dawid Nowakowski (46 Marcin Bazylewski), Daniil Padzialinski, Paweł Popik, Patryk Stypułkowski (79 Bartosz Gulewicz), Maksymilian Tchórzewski, Jakub Witkowski (75 Olaf Klimczuk), Olaf Wysocki (87 Paweł Łochnicki).
KS Śniadowo: Ivan Tsimashkou - Igor Cychol, Krystian Kadłubowski, Jakub Piasecki, Maciek Wykowski (55 Patryk Choiński), Tomasz Brzozowski, Patryk Sokołowski, Maksymilian Ostrowski, Daniel Kopeć, Filip Cudakiewicz, Krzysztof Kopańczyk (60 Szymon Jaworowski).
Kibice w Kolnie przeżyli w niedzielę prawdziwy piłkarski rollercoaster. Orzeł Kolno, głodny przełamania po serii porażek, zremisował z Krypnianką Krypno 3:3 w starciu, które trzymało w napięciu do ostatnich sekund. Mecz zaczął się idealnie dla gospodarzy – już w 5 minucie Patryk Banach wykorzystał błąd rywali i otworzył wynik. Goście odpowiedzieli jednak błyskawicznie a wyrównującego gola strzelił Kamil Lisiewicz. Tuż przed przerwą Mateusz Haponik dał prowadzenie gościom, którzy zeszli do szatni z prowadzeniem.
Druga połowa to popis waleczności Orła i fenomenalna postawa Banacha, który dwukrotnie wywalczył rzuty karne. Obie „jedenastki” na gole zamienił kapitan Karol Domurat, wyprowadzając zespół na 3:2. Gdy wydawało się, że grający w przewadze liczebnej gospodarze zainkasują komplet punktów, nadeszła doliczona minuta gry. Fatalny w skutkach płaski strzał gości w ostatniej akcji meczu odebrał Orłowi zwycięstwo. Mimo ogromnego niedosytu, waleczność i powrót kluczowych graczy dają nadzieję na skuteczną walkę o utrzymanie w lidze.
Ekipa z Kolna wyjeżdża w sobotę do Supraśla na mecz z Supraślanką (16.00), a Krypnianka w sobotę podejmie u siebie Tura Bielsk Podlaski (13.00).
Orzeł Kolno - Krypnianka Krypno 3:3 (1:2). Bramki: Patryk Banach 5, Karol Domurat 57-karny, 84-karny - Kamil Lisiewicz 9, 90+8, Mateusz Haponik 42. Czerwona kartka: Kacper Karwowski (Orzeł, 90+2). Żółte kartki: Marcin Krysztopik, Michał Osypiuk (Krypnianka), Patryk Banach, Karol Kuczyński (Orzeł). Sędziował: Robert Dąbrowski.
Orzeł: Norbert Kowalski - Damian Mingielewicz, Tomasz Filipkowski, Patryk Kijek, Michał Tarnowski, Krystian Dzięgielwski (81 Oliwier Zadroga), Karol Kuczyński, Patryk Banach (90+3 Krystian Sulewski), Karol Domurat, Marcin Trzciński, Filip Pilch.
Krypnianka: Mateusz Pasiecznik - Kamil Lisiewicz, Marcin Krysztopik, Mateusz Haponik (65 Daniel Siemieniuk), Damian Wasilewski (65 Mateusz Butkiewicz), Rafał Babul (55 Filip Kaźmierczyk), Piotr Snarski, Marek Garbowski, Łukasz Jabłoński (88 Łukasz Jabłoński), Michał Osypiuk, Paweł Citkowski (75 Kacper Karwowski).
Jak nie idzie to nie idzie - tak mogą sobie powiedzieć zawodnicy Turośnianki Turośń Kościelna. Ekipa trenera Piotra Gorczycy tej wiosny jeszcze nie wygrała. Najpierw seria trzech remisów, potem trzy wysokie porażki (w tym pucharowa) wystawia na szwank zaufanie kibiców ekipy z Turośni Kościelnej. Niedzielna przegrana w Wasilkowie z Promień Mońki nastrojów w ekipie nie poprawiła, chociaż... była minimalna i - jak twierdzi część obserwatorów - remis byłby sprawiedliwszy.
Jedyna bramka padła po pół godziny gry, a strzelił go... zawodnik Turośnianki Damian Danilewicz. Goście bardzo mądrze bronili wyniku, choć przyznać trzeba, że też mieli kilka dobrych okazji do podwyższenia prowadzenia. Gwoli sprawiedliwości: nominalni gospodarze czyli Turośnianka też miała swoje szanse do pokonania Jakub Rembelińskiego. Miejscowym nie pomogło nawet to, że ostatnie dziesięć minut grali z przewagą liczebną, bo czerwony kartonik obejrzał Jesse Gyekye Andoh. Mimo to ostatecznie Turośnianka nie tylko nie przełamała serii spotkań bez wygranej, ale jeszcze w ogóle nie polepszyła punktowego dorobku.
Turośniankę czeka teraz wyjazdowy mecz w Śniadowie (niedziela, godz. 16.00), a to wyjątkowo niewdzięczny teren do punktowania dla gości. Promień w środę będzie nadrabiał u siebie zaległości (17.00) podejmując MOSP Białystok, a w niedzielę o godzinie 17.00 w derbowej walce powalczą z zespołem grajewskiej Warmii.
Turośnianka Turośń Kościelna - Promień Mońki 0:1 (0:1). Bramka: Damian Danilewicz 32-samobój. Czerwona kartka: Jesse Gyekye Andoh (Promień, 80 - za 2 żółte). Żółte kartki: Łukasz Nieścior, Piotr Gorczyca, Damian Danilewicz, Karol Dołkin, Szymon Gołębiewski, Tymoteusz Kostro (Turośnianka), , Patryk Ołów (Promień). Sędziował: Mateusz Kownacki
Turośnianka: Karol Dołkin - Maciej Kubeł, Damian Danilewicz, Szymon Hołowacz - Szymon Gołębiewski (46 Igor Niemancewicz), Błażej Żero, Jakub Bołtuć, Tymoteusz Kostro - Kacper Łupiński (25 Dawid Hinz), Kacper Sadowski (46 Marek Nowakowski), Michał Zawadzki (60 Cezary Kuciński).
Promień: Jakub Rembeliński - Gyekye Andoh Jesse, Damian Purta, Szymon Magnuszewski, Patryk Ołów, Jakub Chojnowski, Patryk Pawełko (72 Krzysztof Burzyński), Dawid Wiszowaty, Dawid Stachelek, Stanisław Siemieńczuk, Patryk Poliński.
Radosław Dąbrowski, Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze