Aż 0:3 przegrała Jagiellonia w Gdańsku z broniącą się przed spadkiem Lechią. Duma Podlasia przegrała zasłużenie chociaż za wysoko. Inna rzecz, że białostoczanie bardzo długo nie mieli pomysłu jak skutecznie zaatakować rywali i dopiero w samej końcówce meczu mieli dobre okazje do strzelenia gola. Niestety nie wykorzystali ich, a Lechia była tego dnia bardzo skuteczna. Jagiellończycy kiepsko poczynali sobie na fatalnej murawie w Gdańsku, ale na tej samej płycie grali też rywale, którzy jakoś sobie z nią radzili. Jaga była w piątek bezradna i pozbawiona tego błysku, którym imponowali w ostatnich meczach.
- Jeżeli mógłbym wybierać z kim chciałbym grać to wolałbym rywalizować z rywalem, który gra otwarty futbol taki jak nasz. Ostatnie nasze doświadczenia wskazują, że trzeba się adaptować się do stylu gry rywali, którzy potrafią zachować się inaczej. A przeciwnik potrafi zagrać inaczej niż tego oczekiwaliśmy. Dziś jeden drugiego będzie próbował oszukać i będą to takie piłkarskie szachy - mówił przed meczem Adrian Siemieniec w Canal+.
I w piłkarskich szachach to John Curver, trener Lechii, oszukał białostockiego szkoleniowca. Lechia zaskoczyła Jagę ofensywną i agresywną grą. A białostoczanie na ciężkiej i nierównej murawie nie potrafili sobie z tym radzić ewidentnie ulegając rywalom.
Początek meczu należał do gospodarzy. W 4 minucie Rifet Kapić podał na skrzydło do Camilo Mena, który wykorzystał zagapienie Bartka Wdowika. Wpadł w pole karne i wystawił do Tomasa Bobćka, ale lider klasyfikacji strzeleckiej nie trafił w bramkę. Chwilę potem Lechia jeszcze raz strzelała z dystansu sprzed pola karnego, ale Abramowicz odbił piłkę. Wcześniej nasz golkiper podał piłkę prosto pod nogi Meny, który próbował wykorzystać prezent.
W 8 minucie groźnie było w polu karnym Lechii: po dośrodkowaniu Wdowika kilku zawodników z Białegostoku czaiło się do strzału, ale nie zdołali dojść do piłki.
Po 10 minutach, kiedy gdańszczanie mieli inicjatywę do głosu doszła Duma Podlasia. Żółto-czerwoni zaczęli coraz wyżej atakować pressingiem rywali nie pozwalając im na rozgrywanie piłki i zaczęli coraz częściej gościć pod bramką Alex Paulsena.
Lechia jednak nie murowała własnej bramki i też potrafiła groźnie zaatakować. Białostoccy obrońcy pieczołowicie pilnowali Bobćka. W efekcie jego koledzy mieli okazje do strzału: z około 20 metrów szczęścia próbował Aleksander Ćirković, ale piłka leciała w sam środek bramki, gdzie czekał Abramowicz. Kilka minut później po kolejnej szybkiej kontrze Lechii próbował strzelać Bobćek, ale piłka po uderzeniu Słowaka została przyblokowana i białostocki golkiper złapał ją bez trudu.
W 33 minucie pierwszy raz mocno zagapiła się białostocka defensywa: Bobcek wyprzedził obrońców Dumy Podlasia i oszukał Abramowicza i wpakował piłkę do bramki Jagiellonii, ale okazało się, że był na wyraźnym spalonym i asystent od razu podniósł chorągiewkę. Białostoczanie dali się zepchnąć do obrony, a gospodarze zaczęli znowu hasać pod bramką Abramowicza. Wprawdzie w 35 minucie niewidoczny dotąd Jesus Imaz niepilnowany w polu karnym dostał wysokie podanie, ale nie potrafił jej precyzyjnie uderzyć i piłka przeleciała wysoko nad poprzeczką. Zaraz potem strzelał Wojtko, ale Abramowicz bez trudu obronił.
W 41 minucie przewaga Lechii przyniosła gola: Iwan Żelizko sklepał piłkę z Rifetem Kapićem. Kapitan otrzymał podanie od Iwana i najpierw zgubił Wojtuszka, potem wpadł w pole karne, minął zwodem Konstantopoulosa i miał na tyle swobody, że mógł podprowadzić piłkę i precyzyjnie strzelić dokładnie do bramki Jagi. Abramowicz był bezradny, kiedy niezbyt mocno ale bardzo precyzyjnie kopnięta piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki.
- Ciężko się gra na tej murawie, ale boisko jest takie same dla obu drużyn. Musimy przestać biegać z piłką i więcej strzelać z dystansu. Pora się obudzić! - mówił schodząc do szatni nie kryjący irytacji Taras Romanczuk.
Białostoczanie wyszli na drugą połowę z bojowym nastawieniem. Wreszcie zaczęli agresywnie atakować rywali na ich połowie i uniemożliwić rozgrywanie piłki. W 50 minucie wreszcie składną akcję rozegrali Jagiellończycy: Pozo dośrodkował, piłkę piętką w polu karnym do tyłu zgrał na pamięć Pululu, ale czający się za nim Kajetan Szmyt nie zdołał przejąć tej piłki i wybili jej obrońcy. Szkoda, bo to była naprawdę ładna akcja Dumy Podlasia. Niestety potem tempo gry siadło i oglądaliśmy mało porywające widowisko. Jagiellonia biła głową w mur, mnożyły się niecelne podania i głupie straty z obu stron, a próbujący grać po ziemi białostoczanie raz po raz tracili piłkę.
W 69 minucie Lechia mogła prowadzić 2:0. Kacper Sezonienko po podaniu Meny miał szansę na strzał sprzed linii pola karnego, ale Pelmard w ostatniej chwili go zablokował.
Jaga zrewanżowała się w 76 minucie. Najpierw Bartek Mazurek podał w pole karne do Jesusa Imaza, ten podał do Leivy, który strzelił półprzewrotką. Paulsen najpierw obronił, a potem pacnął piłkę sprzed nogu składającego się do dobitki Bazdara (zamienił chwilę wcześniej Pululu).
Jagiellonia stworzyła najlepszą okazję w tym meczu. Paulsen uratował Lechię, bo najpierw obronił strzał Leivy, a potem szybko się zebrał i uprzedził Bazdara, po czym piłka przeszła między nogami napastnika gości.
W 81 minucie było 0:2. Pozo (Siemieniec przestawił z pomocy na bok obrony) próbował złapać na spalonego Ćirković, który dostał podanie ze środka od Maksyma Diaczuka. Pomocnik Lechii wyprzedził ścigającego go Hiszpana, wpadł w pole karne i w sytuacji sam na sam podcinką pokonał wychodzącego z bramki Abramowicza.
W 89 minucie świetną okazję miała Jagiellonia: Imaz wystawił piłkę dla Leivy, który próbował strzelać. Spóźniona interwencja Tomasza Wójtowicz trafiła w nogi Nahuela. Po analizie VAR (sprawdzano czy Jagiellonii nie należał się karny) ostatecznie sędzia Lasyk nakazał wykonać rzut rożny. Chwilę potem zakotłowało się w polu karny gospodarzy. Najpierw strzelał Bazdar i piłkę niemal z linii bramkowej wybił Tomasz Neugebauer, a dobitka została zablokowana.
Niestety ostatnie słowo należało do miejscowych: w czwartej doliczonej minucie gry. Fatalnie zaczął grę białostocki golkiper, a piłkę od razu przejęli goście. Piłkę dostał Bobćek i pognął w kierunku bramki gości. Lider klasyfikacji strzelców nie zdecydował się sam strzelać ale podał do lepiej ustawionego Cirkovića, który przed sobą pustą bramkę i dobił żółto-czerwonych.
Lechia Gdańsk - Jagiellonia Białystok 3:0 (1:0). Bramki: Rifat Kapić 40, Aleksander Cirković 82, 90+4.
Żółte kartki: Apostolos Konstantopoulos, Youssuf Sylla (Jagiellonia), Matus Vojtko (Lechia).
Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 12 695.
Lechia: Alex Paulsen - Matus Vojtko, Matej Rodin, Maksym Diaczuk, Tomasz Wójtowicz (90+3 Bartłomiej Kłudka) - Aleksander Ćirković, Iwan Zelizko, Kacper Sezonienko (89 Bohdan Wjunnyk, Rifet Kapić, Camilo Mena (74 Tomasz Neugebauer) - Tomas Bobcek, .
Jagiellonia: Sławomir Abramowicz - Bartłomiej Wdowik (61 Guilherme Montoia), Andy Pelmard, Norbert Wojtuszek (61 Nahuel Leiva) - Kajetan Szmyt, Taras Romanczuk, Bartosz Mazurek (88 Youssuf Sylla), Alex Pozo - Jesus Imaz, Afimico Pululu (72 Samed Bazdar).
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze