Z uwagi na masę nieprawdziwych informacji przesyłanych głównie w mediach społecznościowych i podawanych na forach internetowych, postanowiliśmy kilka z nich odkłamać. Po co? Aby każda osoba posiadała rzetelne informacje i nie ulegała panice, ale nade wszystko po to, aby prawdziwe informacje dostawały się do opinii publicznej. Dlatego od razu z tego miejsca apelujemy o udostępnianie tego artykułu jak największej liczbie osób. Na początek TESTY!
Pierwsza i podstawowa PRAWDZIWA informacja jest taka, że testy są robione w Białymstoku. I testy były robione zanim ruszyło laboratorium w stolicy Podlasia. Tyle tylko, że próbki były badane w Warszawie oraz w Olsztynie. Nie jest prawdą, że w województwie podlaskim nikt nie robił testów i to dlatego przez kilka dni byliśmy jedyną białą plamą na mapie Polski, jeśli chodzi o osoby zakażone. Testy były robione i wszystkie badania dawały wynik ujemny, czyli w żadnej z pobranych próbek nie potwierdzono obecności koronawirusa.
NIE JEST PRAWDĄ natomiast to, że skoro nie robiono testów, to koronawirusa nie można było wykryć. Bo jak pisaliśmy wyżej, wszystkie pobrane do badań próbki dały zwyczajnie wynik negatywny. Pierwszy wynik na obecność koronawirusa w województwie podlaskim został potwierdzony w miniony wtorek. Zaś żaden wcześniej test nie potwierdził obecności koronawirusa u żadnej z osób hospitalizowanych lub objętych kwarantanną.
Rzecz kolejna – róbcie jak najwięcej testów.
Od kilku dni w internecie, przede wszystkim w mediach społecznościowych, krąży informacja o tym, jakoby większa ilość przeprowadzanych testów dała wyniki o faktycznej skali osób chorych oraz zakażonych koronawirusem. Temu problemowi poświęcimy więcej uwagi, ponieważ jest on ważny, a na jego temat pojawiło się wiele nieprawdziwych informacji. Ma to swoje podłoże w walce politycznej, którą rozpoczął sztab Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. To ona apelowała do rządu i prezydenta RP, aby przebadani zostali wszyscy Polacy.
Po pierwsze, gdyby przebadać wszystkich Polaków, od noworodka do najstarszego wiekiem i zakładając, że całodobowo będzie pracowało około 100 laboratoriów i zakładając, że można je wykonać w dwie godziny, wyniki poznalibyśmy na koniec grudnia przyszłego roku. Nie jest to technicznie, ani fizycznie możliwe. Ponadto takie testy, aby miały wartość, należy powtórzyć co pięć dni, z uwagi na to, że inkubacja wirusa wynosi kilka dni. I może być tak, że w dniu robienia testu po raz pierwszy można otrzymać wynik negatywny, który może ulec zmianie już następnego dnia lub za kilka dni. Ale jest coś jeszcze. Wyjaśniał to prof. Włodzimierz Gut, wirusolog z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny.
- Żeby test wyszedł właściwy, to jest po pierwsze – dobór testów, bo wcale nie jest jeden. Testy trzeba weryfikować. Drugie – moment wykonania. Czasami jest presja: róbcie, róbcie, róbcie, a przez pierwsze trzy dni można nawet nie robić, bo wynik będzie ujemny nawet u zakażonego. Potem zaczynają się testy, kiedy jest wynik dodatni przez pewien okres, a potem zaczyna się problem. Ten problem jest taki, że te testy nie pokazują żywego wirusa. Pokazują obecność materiału genetycznego konkretnego fragmentu. Nikt z nas nie wie, ile jest w stanie przetrwać po chorobie fragment RNA wirusowego w określonych typach komórek, w których się nie rozpadł. To oznacza, że możemy znaleźć tego wirusa po miesiącu, ale ta osoba nie będzie ani w stanie nikogo zarazić, ani nie ma już choroby – wyjaśniał w rozmowie na antenie radiowej Jedynki prof. Włodzimierz Gut.
Zatem, jak wynika z wypowiedzi, najpierw należy dobrać właściwy test i wykonać w odpowiednim momencie. Potem test i tak należy powtórzyć. Pełne badanie i zdiagnozowanie jednej osoby może w takiej sytuacji trwać nawet kilka dni.
- Jest kilka różnych sposobów podejścia do przedmiotu. Albo bierzemy test, który wychwytuje nam na pewnym poziomie wirusa, ale ryzykujemy wyniki pozornie dodatnie, albo robimy cały zestaw testów u każdego. Zestaw wszystkich testów u każdego, nie wiem, ile krajów na to stać, ale boję się, że żadnego – wyjaśniał prof. Włodzimierz Gut.
W naszym kraju, podobnie, jak i w innych krajach, przeprowadza się testy przede wszystkim u osób, które wykazują już objawy. Wówczas jest duża szansa wychwycić obecność koronawirusa, choć badanie nie jest doskonałe, bo trwa zazwyczaj kilka godzin, a w rzeczywistości powinno trwać znacznie dłużej.
- Najpierw jest test screeningowy, co tworzy pewne problemy. Problemy wynikają stąd, że w teście screeningowym wynik wątpliwy jest weryfikowany. Robi się zatem pełny panel. I teraz pytanie, ile trwa test? Od momentu otrzymania próbki w laboratorium, czyli żeby mieć pewność i przeprowadzić wszystkie czynności, trwa to 48 godzin. Jeżeli odpada na etapie wcześniejszym, tak – można to wcześniej zrobić, bo sam proces jako taki trwa kilka godzin. Jego interpretacja przygotowania trwa długo – wyjaśniał prof. Włodzimierz Gut.
Jest jeszcze jedna ważna sprawa, którą należy wiedzieć na temat testów na obecność koronawirusa. Testy przeprowadza się na osobach z objawami oraz na osobach mogących potencjalnie być zakażonymi, ponieważ gdyby nagle zgłaszał się każdy, laboratoria zostałyby całkowicie zablokowane. A trzeba pamiętać, że przecież testy należy powtarzać. Na dodatek nie są one dostępne w nieograniczonej ilości nigdzie na świecie. Ponadto zrobienie testu dziś nie oznacza braku zakażenia jutro, za godzinę lub za tydzień. Koronawirus nie sprawdza, czy ktoś przeszedł test pozytywnie, czy negatywnie i od tego uzależnia swój byt w organizmie człowieka.
Kolejna sprawa związana z testami jest taka, że przeprowadza się je nie tylko na osobie z objawami, ale także na tych, z którymi miała kontakt. Czyli również na tych, które przebywają na hospitalizacji lub na obowiązkowej kwarantannie domowej. I tu też należy wiedzieć, że kwarantanna domowa – w jednym przypadku jest obowiązkiem każdej osoby, która wróciła zza granicy do kraju – i tym osobom z automatu nie przeprowadza się testów. A nie przeprowadza się dlatego, że jeśli nie mają objawów, mają obowiązek przebywania w domu przez okres 14 dni. To czas, w którym albo koronawirus się pojawi, albo osoba nigdy nie była zakażona. Testy natomiast przeprowadza się za to tym osobom przebywającym na także obowiązkowej kwarantannie domowej, które potencjalnie mogły mieć kontakt z osobą zakażoną. Do tych osób może dojechać karetka, aby pobrać wymaz do badania.
W tej sytuacji trudno sobie wyobrazić, aby spędzać ludzi do szpitalnych izb przyjęć na badania, gdzie w tłumie każdy od każdego mógłby zarazić się na miejscu i jednocześnie paraliżować całkowicie pracę szpitali oraz laboratoriów. Tak samo trudno wyobrazić, aby robić łapanki na ulicach i pobierać próbki do badań, których wyniki wcale nie muszą pokazywać obecności koronawirusa, bo ten może dopiero pokazać swoją obecność za kilka dni lub w ogóle.
Zachęcamy ponownie do udostępniania tego artykułu, aby odkłamać fake newsy i kłamstwa powtarzane nie tylko przez polityków, ale także wiele innych osób, które naczytały się „mądrości” w wiadomościach prywatnych przesyłanych przez znajomych i nieznajomych. I apelujemy o to, aby w miarę możliwości pozostawać we własnych domach. To zdecydowanie najbezpieczniejsze miejsce pod warunkiem, że w tym czasie też nikt nie będzie nas odwiedzał.
(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: pixabay.com/ coronavirus)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Opinie expertów w tej dziedzinie warto zauważyć i docenić taka jak Pana prof. Silny organizm przetrwa ,słaby nie. tak było od wieków...
Opinie expertów w tej dziedzinie warto zauważyć i docenić taka jak Pana prof. Silny organizm przetrwa ,słaby nie. tak było od wieków...