Reklama

Koszmar białostockich kierowców! Ponad 5 tysięcy mandatów z żółtych kamer na dwóch skrzyżowaniach

Białostoccy kierowcy masowo wpadają w sidła automatycznego systemu kontroli. Od debiutu nowoczesnego systemu Red Light w stolicy Podlasia minęło już niespełna dwa lata, a statystyki porażają. Ponad 5 tysięcy piratów drogowych zostało przyłapanych na przejeździe na czerwonym świetle na zaledwie dwóch skrzyżowaniach w mieście. Dla wielu z nich ta chwila nieuwagi skończyła się potężnym uszczerbkiem w domowym budżecie oraz drastycznym obciążeniem konta z punktami karnymi.

Gdzie stoją pułapki? Tylko Białystok na mapie Podlasia

System rejestrujący wjazd na skrzyżowanie przy zabronionym sygnale świetlnym działa w województwie podlaskim wyłącznie w Białymstoku. Urządzenia zamontowano w strategicznych punktach miasta, gdzie dopuszczalna prędkość wynosi 70 km/h, a brawura kierowców wielokrotnie doprowadzała do groźnych kolizji.

Kamery śledzą ruch na potężnym węźle łączącym aż cztery duże arterie: ulice Piastowską, Kazimierza Wielkiego, gen. Nikodema Sulika oraz gen. Sosabowskiego. Drugim monitorowanym punktem, w którym kierowcy nagminnie łamią przepisy, jest skrzyżowanie ulicy ojca Pio z ulicą Zwierzyniecką.

Reklama

Pętla indukcyjna i kilkanaście kamer śledzi każdy ruch

Wprowadzony w październiku 2024 roku system Red Light to zaawansowana technologicznie machina. Na każdym z wymienionych skrzyżowań zainstalowano po kilkanaście charakterystycznych, żółtych kamer, które ściśle współpracują ze specjalnymi czujnikami zatopionymi bezpośrednio w warstwach asfaltu (tzw. pętlami indukcyjnymi).

Elektronika działa bez przerwy – zarówno w pełnym słońcu, jak i w środku nocy. Główny Inspektorat Transportu Drogowego tłumaczy, że instalowanie tak restrykcyjnych systemów ma w długiej perspektywie wymusić na kierowcach bezwzględną dyscyplinę, poprawić bezpieczeństwo pieszych oraz oduczyć nawyku „dodawania gazu” na żółtym świetle.

Reklama

Słony rachunek za pośpiech: 500 złotych i aż 15 punktów

Liczby nie kłamią – ponad 5 tysięcy zarejestrowanych wykroczeń pokazuje, że problem ignorowania sygnalizacji w Białymstoku jest gigantyczny. Koszt takiego pośpiechu jest obecnie niezwykle bolesny. Każdy uwieczniony przez kamery przejazd na czerwonym świetle wiąże się automatycznie z mandatem karnym w wysokości 500 złotych.

Co jednak znacznie gorsze dla kierowców, taryfikator przewiduje za to przewinienie aż 15 punktów karnych. Oznacza to, że wystarczą zaledwie dwa takie błędy, by natychmiast stracić prawo jazdy i zostać skierowanym na ponowny egzamin.

Reklama

Skuteczny bat na piratów drogowych czy maszynka do zarabiania?

Wśród lokalnych kierowców żółte kamery budzą skrajne emocje. Część z nich uważa, że systemy Red Light drastycznie poprawiły bezpieczeństwo na trudnych skrzyżowaniach i ucywilizowały ruch. Drudzy z kolei narzekają, że przy dopuszczalnej prędkości 70 km/h nagłe hamowanie przed sygnalizatorem grozi najechaniem na tył pojazdu. Jedno jest pewne: statystyki rosną, a kamery nie odpuszczają nikomu.

A jakie jest Wasze zdanie na temat systemu Red Light w Białymstoku? Czy żółte kamery rzeczywiście poprawiają bezpieczeństwo na skrzyżowaniach wokół Piastowskiej i ojca Pio, czy są jedynie maszynką do nabijania mandatów?

Reklama

PS

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/07/2026 07:01
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości