Reklama

Lecą Wióry: Jak Henio Małanka Puszczę jechał wyzwalać

Henio Małanka, w swoim mniemaniu największy ekolog na wschód od Wisły, żegnał się z wszystkimi znajomymi pod zlewnią mleka.

- Oto wyruszam bronić tętna pierwotnej Puszczy! – zaczął swą pożegnalną mowę. – Zdaje się, że dotychczasowi jej obrońcy, wszystkie te Pracownie, Green PiS i Wajraki nie dadzą rady zdziczałej, żądnej desek i obrzydliwie nienasyconej korporacyjnej machinie Lasów Państwowych! Jadę zatem ja, przykuwać się do harvesterów, lżyć Służbę Leśną i uciekać przed policją!

Znajomi, wszyscy solidnie zmęczeni po „wczorajszym”, dawali mu błogosławieństwo i życzyli, aby rower wytrzymał choćby połowę drogi.

- Mam ja nowy łańcuch! – dumnie prezentował swój dwuślad Małanka. – Żeb tylko przejechać przez Michałowo bez jakiej przygody z miejscowymi żulikami i do Bachur następnie bez mordobicia dotrzeć, a potem to już z górki! Jadę walczyć, aby cała Puszcza została parkiem narodowym i póki celu nie osiągnę, przysięgam nie wracać! I to wam mówię, że nie spocznę póki nie sczezną Lasy Państwowe, najobrzydliwsza organizacja o charakterze mafijnym, de facto zorganizowana grupa przestępcza, dowodzona przez nienawidzącego przyrody capo di tutti capi! A kiedy już zrobimy całą Puszczę Białowieską parkiem narodowym, przyjdzie czas na naszą, umęczoną bezustannym pozyskaniem Puszczę! Wtedy zrobimy park narodowy u nas!

Reklama

- Nie myśl sobie durniu, że my ciebie w świat wyprawiamy, żebyś tu potem wracał i gangrenę parków narodowych wprowadzać! – zawołano w tłumie żegnających. – Za bardzo łakniem opału, desek, jagód, malin, grzybów, kory kruszyny, kwiatów i liści miodownika melisowatego i innych darów leśnych! Jedź do Białowieży, przykuj się do maszyny wielooperacyjnej i siedź tam do usranej śmierci! Nam tu parków nie potrzeba! Nasprowadza nam dureń rozmaitych Bohdanów czy innych tumanów, a potem będziem do Dojlid zasuwali po drewno! Nie ma mowy! Siadaj zatem na rower i poszedł!

Potem doszło do szarpaniny i Zeus jedyny wie, jakby się to wszystko skończyło, gdyby nie matka Henia Małanki, która przybiegła pod zlewnię, zaalarmowana, że jej niewydarzony jedynak zabiera jej własny rower na jakąś podejrzaną eskapadę.

Reklama

- Oddaj rower draniu! – wrzeszczała matka gnając go przez wioskę do chałupy, przyczyniając się walnie do tego, że Puszcza za tej kadencji nie zostanie uratowana.

(Źródło: http://lecawiory.blog.pl/2017/06/06/jak-henio-malanka-puszcze-jechal-wyzwalac/ Foto: sxc.hu)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości