Reklama

Ponad pół roku temu białostoccy radni potępili cenzurę. Teraz milczą jak zaklęci

Od ponad tygodnia cały świat w zasadzie mówi o potężnej cenzurze w mediach społecznościowych, która dotknęła także polskich obywateli, w tym media i dziennikarzy. Białostoccy radni jednak są jakoś mało zainteresowani tą sprawą, bo w zasadzie nie można doszukać się wpisów ani komentarzy w tej sprawie. Dziwi to o tyle, że niewiele ponad pół roku temu byli oburzeni cenzurą.

Co prawda przy innej okazji i z innego powodu niż cenzura w mediach społecznościowych, ale jednak białostoccy radni zdecydowali się przyjąć stanowisko na forum Rady Miasta dotyczące cenzury w mediach. Zrobili to co prawda przede wszystkim radni Koalicji Obywatelskiej, jednak w imieniu wszystkich radnych. Teraz nie za bardzo chyba o tym pamiętają, nad czym tak się rozwodzili i jak donośne słowa padały, choć dotyczyły w istocie podobnego problemu. Przynajmniej z nazwy – cenzury.

O ile radni w maju ubiegłego roku przyjęli stanowisko w sprawie cenzury w mediach po tym, gdy z pracy postanowiło odejść kilku dziennikarzy z jednej z rozgłośni Polskiego Radia, to teraz milczą niczym zaklęci. Stanowisko wówczas było o tyle dziwne, że dziennikarzy z pracy nikt nie wyrzucał, odeszli z niej sami, nikt też nie kasował, ani nie blokował im możliwości funkcjonowania na rynku medialnym gdziekolwiek indziej. Ale stanowisko brzmiało poważnie.

Reklama

Rada Miasta Białystok wyraża oburzenie wobec wprowadzania cenzury, prób narzucania partyjnego porządku a także naciskom na niezależność dziennikarzy oraz twórców” – tak brzmiał wstęp do stanowiska Rady Miasta, które zostało przyjęte pod koniec maja 2020 roku. – „Niezależne media to jeden z filarów demokracji, My Radni Rady Miasta Białystok wyrażamy swój sprzeciw wobec kolejnych działań ograniczających wolność wypowiedzi” – padło w dalszej części.

Dziś ze świecą można szukać komentarzy tych radnych, ale potępiających cenzurę w mediach społecznościowych. Bo przecież zablokowane zostały konta redakcji i dziennikarzy, w tym polskich. Na jakiś czas zniknął przecież z Twittera cały profil legendarnego tygodnika „Solidarność”, zablokowane lub ograniczone zostały konta niektórych dziennikarzy, a oburzenia nie widać. Nie można także doszukać się choćby słowa komentarza odnośnie projektu ustawy przygotowanej przez polski rząd w sprawie ograniczania wolności słowa przez media społecznościowe. Czy po niespełna pół roku debata publiczna w sprawie cenzury dla białostockich radnych już nie jest interesująca? Wydaje się, że chyba nie jest, skoro nie było komu publicznie zabrać głosu w takiej fundamentalnej dla poszanowania zasad demokracji sprawie.

Reklama

Być może mamy tu do czynienia z sytuacją, że jest cenzura dobra i nie dobra, w zależności od tego, kto ją stosuje i kogo ona obejmuje. Jak było to w przypadku środków na inwestycje, które jeśli pochodziły z Unii Europejskiej, to były dobre, a jak od polskiego rządu, to nie dobre. W ostateczności w najbliższy poniedziałek ma się odbyć sesja Rady Miasta i być może na niej doczekamy się jakiegoś stanowiska odnośnie cenzury. Bo jeśli nie, to podejmowanie tego rodzaju kolejnych aktywności politycznych zwyczajnie sensu nie ma.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: pixabay.com/ censorship)

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    PPS - niezalogowany 2021-01-23 17:18:41

    Wolność słowa faszystom???? Nigdy k...a

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama