Reklama

Słowo po niedzieli: Z osiedla Białostoczek na Nowe Miasto przez Zaścianki

Miniona niedziela nie była łatwa dla wielu ludzi, którzy z różnych powodów musieli lub chcieli przemieszczać się pomiędzy osiedlami. Biegacze zblokowali niemal całe miasto. W internetach trwa gorączkowa przepychanka i rzucanie argumentami biegaczy, zwolenników biegania oraz tych, którzy nie podzielają pasji do biegania, a w niedzielę mieli sporo trudności.

Nie chcę rozstrzygać kto ma rację, a kto tej racji nie ma. Faktem jest, że osobiście odczułam blokadę praktycznie całego miasta. Tak się złożyło, że miałam tego dnia komunię w swojej rodzinie. Musiałam pojechać po rodziców, odwieźć ich, ale też i dotrzeć na dodatek na przyjęcie komunijne do Supraśla. Przyznam szczerze, że łatwe to nie było. I to z wielu powodów. Nie tylko z powodu blokady ulic.

Wiem dobrze, że ludzie byli informowani o trasie biegów w mediach. Byli też informowani na słupach ogłoszeniowych, choć nie wszędzie. Na przykład na osiedlu Nowe Miasto takich ogłoszeń nie było. Ludzie, którzy tego dnia musieli wyjechać z domów, na przykład jak mój osobisty tato, na komunię do kościoła na Białostoczku, utknął na wysokości Kopernika. Kierowca komunikacji miejskiej, nawet przystanek przed zakończeniem trasy, nie informował, że dojazd linią 26 skończy się na Kopernika i dalej rób co chcesz. Ludzie tymczasem wsiadając skasowali bilety, niektórzy tylko na jeden przystanek. I choć część z nich jechała do kościołów, używała mało kościelnego języka w związku z taką sytuacją.

Reklama

Musiałam pojechać po tatę krążąc po meandrach zamkniętych i czynnych ulic, co łatwe wcale nie było. Ale karygodne już jest to, że starsi ludzie, jak mój tato, który postanowił sam dojechać do kościoła na Białostoczku, po wysadzeniu ich na przystanku, nie mieli żadnej informacji jak i którędy oraz czym mają w ogóle szansę wydostania się z kompletnie zamkniętej strefy. Kierowca nie znał odpowiedzi, nie było też nikogo, kto by powiedział, jak iść i gdzie jest najbliższy przystanek, z którego da się gdziekolwiek dojechać. Na przystankach także zero informacji na ten temat.

To wycinek z jednego tylko przypadku, który znam z autopsji. Ale byli jeszcze ludzie, którzy musieli dostać się do szpitala, do swoich krewnych, bo coś się stało. Musieli także dojechać na wcześniej umówione spotkania. Po wysadzeniu na przystankach komunikacji miejskiej byli zdani sami na siebie, bez żadnej pomocy, jak się z zamkniętej strefy wydostać. Jeśli ktoś jest młody i miał siłę by iść w upalnym słońcu, szedł. Inni, jak mój tato, który jest człowiekiem starszym, zadzwonił po mnie, ledwie go zabrałam. Spóźniliśmy się do kościoła ponad pół godziny. Inni mieli gorzej, kiedy próbowali z chorym dzieckiem dostać się z Nowego Miasta do szpitala DSK. Bo to, że dojazd do szpitala jako taki był, to już z poszczególnych osiedli dotrzeć do dojazdu do szpitala, było bardzo trudno. Z chorymi dziećmi musieli na piechotę zasuwać aż z Kopernika.

Reklama

Ja osobiście, po mszy, musiałam pojechać jeszcze po mamę na osiedle Nowe Miasto. Ona opiekuje się niepełnosprawną babcią, więc z osiedla Białostoczek jedyną drogą na Nowe Miasto stała się droga przez Zaścianki. Inaczej się nie dało. Do innych kościołów w ogóle ciężko było dojechać, bo pozamykane były drogi dojazdowe. Ale nie chodzi tylko o kwestie kościelne i komunijne. Wiele osób zwyczajnie tego dnia musiało przemieszczać się z miejsca do miejsca, z dzielnicy do dzielnicy. Nie będę pisać o szczegółach, bo wystarczy wejść na dowolne fora dyskusyjne w internecie, albo na Facebook i poczytać komentarze.

Dodam w tym miejscu jeszcze tylko jedno. Cały dzień miałam zepsuty. Nie z powodu tego, że musiałam ganiać w te i z powrotem nadrabiając kilometrów. Bywa. Świat się nie zawalił. Ale podczas mszy i po mszy, telefon wibrował mi w kieszeni non stop. Ludzie dzwonili ze skargami, że nie reaguję, że nie opisuję. Ja wiem, że pewnie mam pracować 24 godziny na dobę. Ale to nierealne. Mam tak samo rodzinę i czasami, na przykład w niedzielę, chcę spędzić z nią czas. Czy nie wiem co się dzieje w mieście? Wiem doskonale. Tak jak wszyscy, którzy do mnie dzwonili. Pisałam wcześniej, że będą utrudnienia. Znów miałam pisać? Może maraton by został rozwiązany? Ludzie! Dajcie czasami żyć! Było wam trudno, to było. Mi też.

Reklama

Czy to wina organizatorów, że sparaliżowali miasto? Czy takie imprezy nie powinny się odbywać? A może narzekający powinni zrozumieć, że miasto jest dla wszystkich i zacisnąć zęby na ten jeden dzień? Jedni powiedzą tak, inni powiedzą, że nie. Ale faktem jest, że planując trasę biegów, nie powinno się odcinać ludzi na poszczególnych osiedlach niemal całkowicie. Powiedzcie, jak ktoś miał dojechać autobusem komunikacji miejskiej do szpitala z osiedla Nowe Miasto czy Dziesięciny, albo Antoniuk? Jak ktoś miał dojechać z osiedla Białostoczek, albo Dojlidy? Co z tego, że droga przy szpitalu była zamknięta na krótko, skoro wszystko inne było zablokowane na wiele godzin i nie dało się dojechać do tej odblokowanej ulicy?

Biegacze lubią tego rodzaju imprezy i faktycznie zjeżdża tu ich na maratony i półmaratony bardzo dużo. To też impreza, która w jakiś sposób promuje nasze miasto. Rozumiem to i nie neguję. Szanuję. Niemniej, przygotowanie nie zawsze idzie w parze z rangą wydarzenia. Miasto Białystok, które włączyło się w tę imprezę, nie zadbało właściwie o poinformowanie mieszkańców, którzy musieli korzystać z komunikacji miejskiej. Nie zapewniło ludziom żadnej pomocy, kiedy utknęli w środku blokady, a kierowca bezradnie rozkładał ręce, bo nie wiedział, co jeszcze jeździ, czy cokolwiek gdzieś w pobliżu jeździ i gdzie może dowieźć. Tak się nie planuje ani poważnej imprezy, ani organizacji ruchu.

Reklama

Rozumiem, że takie miejskie bieganie odbywa się w wielu miastach świata i też w centrach. Niemniej uważam, że powinno się zabezpieczyć dojazdy, przejazdy i jako takie poruszanie się. Białystok jest przecięty rzeką i torami, które uniemożliwiają inną przeprawę niż samochodem lub komunikacją miejską. Do tego, przecież mamy remonty niemal na każdym osiedlu. Zapomnieli wszyscy o tym? Jeśli zapomnieli, to jest to kompletnie nieprofesjonalne podejście do tematu.

Na koniec dodam już zupełnie od siebie. Mogę zrozumieć pasje, zamiłowanie do biegów i naprawdę szanuję pracę organizatorów wczorajszego biegania. Ale nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, jak takie bieganie ma promować zdrowy tryb życia? Pół miasta się wkurza, podnosi sobie ciśnienie, bo nie może się przedostać lub wydostać ze strefy zamkniętej. Biegacze natomiast na rozgrzanym asfalcie, w kurzu, w centrum niemal pozbawionym naturalnej zieleni, wśród tumanów ołowiu wydobywającego się obok ze spalin samochodów, biegają dla zdrowia. Serio? Mam nadzieję, że za rok, obejdzie się bez takich kolizji i trasa biegów zostanie wyznaczona w taki sposób, żeby ludzie nie byli odcięci na swoich osiedlach, a przynajmniej jednym pasem mogły jeździć autobusy komunikacji miejskiej. Biegacze, skoro dla zdrowia chcą się truć na ulicach, zamiast w lesie, niech sobie biegają. A tak serio, to szanujmy się nawzajem.

Reklama

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2018-05-14 19:59:32

    A co maję powiedzieć klienci PKP i PKS. Przecież to niewyobrażalne . Ale co tam wyciąć lasy i parki to i biegać nie ma gdzie. A może by tak ostatni bieg lasem solnickim szkoda ,że organizatorzy nie zdali egzaminu, albo po prostu są lizodupcami władz miasta.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Lukasz - niezalogowany 2018-05-14 21:47:28

    A ja problemu nie zauważyłem, bo jeździłem rowerem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-05-14 22:27:53

    Odcięte newralgiczne miejsce -- kompleks szpitali, porażka organizatorów!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama