Reklama

Słowo po niedzieli: Dlaczego nie jeżdżę BKM

Dzisiejszy felieton powinien być raczej zatytułowany „Słowo przed niedzielą”. Motywem przewodnim bowiem będzie to, co ma się dopiero wydarzyć. Postanowiłam się podzielić pewną refleksją odnośnie jazdy autobusami Białostockiej Komunikacji Miejskiej. A najbardziej tego, dlaczego nimi nie jeżdżę.

Tak się składa, że w niedzielę, 22 września, odbędzie się kolejna edycja wydarzenia pod hasłem „Dzień bez samochodu”. Od iluś tam lat w tej dacie i przed tą datą, można nasłuchać się o tym, że warto przesiadać się z własnego samochodu na wszystko inne, by dojechać gdziekolwiek. W Białymstoku poza własnym autem są w zasadzie tylko cztery opcje: autobus BKM, rower, autopięty i taksówka – choć co do tej ostatniej, to pewnie w akcji „Dzień bez samochodu” nie o to chodzi. Zresztą w tym miejscu nie jest to ważne. Bo ja odniosę się wyłącznie do autobusów BKM, którymi można jeździć w zasadzie 12 miesięcy w roku.

Od razu powiem, że nie jeżdżę miejskimi autobusami. I nie wynika to z mojej niechęci do nich. Kiedyś, zanim nie miałam własnego auta, jeździłam i wiedziałam, gdzie który jedzie, gdzie się zatrzymuje, znałam trasy, a nawet rozkłady na interesujących mnie liniach. Dziś wygląda to zupełnie inaczej. No, może nie zupełnie inaczej, bo tylko trochę. Ale to trochę sprawia, że nie jeżdżę autobusami. Wyjaśnię dlaczego, bo jak to mówią, diabeł tkwi w szczegółach.

Reklama

Pierwsza podstawowa sprawa to taka, że mój samochód jedzie wtedy, kiedy potrzebuję. O jakiej godzinie chcę i dojeżdża do miejsca, do którego chcę. Minus jest taki, że nie zawsze można zaparkować. Mimo wszystko wygoda z użytkowania pod tym względem jest zasadnicza. Mój zawód wymaga abym mogła się przemieszczać wtedy, kiedy potrzebuję, a nie wtedy, kiedy akurat podjedzie autobus. Do tego nie muszę wiedzieć, gdzie i jak mam się przesiadać. W przypadku autobusów, musiałabym się teraz nauczyć tras, a także krzyżówek tras, które nie są odpowiednio promowane. Dla kogoś takiego jak ja zarząd BKM nie oferuje żadnej w zasadzie zachęty, abym przynajmniej przeanalizowała możliwość zamiany samochodu na autobus. W takim przykładowo Londynie, w którym poruszałam się praktycznie wyłącznie transportem zbiorowym – tamtejsza komunikacja miała informację dosłownie wszędzie – jak z niej korzystać, gdzie się przesiadać i gdzie można o jakim czasie dojechać.

Kolejna sprawa to przystanki. Nie, nie martwi mnie to, że musiałabym chwilę poczekać. Bardziej martwi mnie, że nie mam gdzie zaczekać, kiedy pada deszcz lub śnieg. Jeśli nie ma wiaty – a sporo jest takich przystanków – jestem skazana na warunki atmosferyczne. Tak samo przecież jest, kiedy jest gorąco. W swoim samochodzie mogę otworzyć okno, włączyć klimatyzację i zawsze mam miejsce siedzące. Na przystanku czy w autobusie, takiej gwarancji nie mam. Ale wracając jeszcze do samych przystanków, to nawet tam gdzie są wiaty, nie wszędzie są one funkcjonalne. Małe zadaszenie, przezroczyste pleksi nie chronią od słońca na przykład, tak samo jak nie chronią od deszczu, gdy zacina.

Reklama

Kolejną sprawą są bilety. Dla mnie są one drogie. Za drogie. Jazda samochodem kosztuje mnie taniej. Po prostu mam auto na gaz i za 200 złotych miesięcznie mogę jeździć gdzie chcę i o której chcę, niezależnie od stref. Cenowo nie opłaca mi się kompletnie zakup biletu miesięcznego. O pojedynczych biletach chyba tym bardziej nie ma sensu pisać, bo wychodzi to jeszcze drożej. Ale to nie wszystko. Nie mam pojęcia, gdzie je można kupić. Kiedyś były w każdym kiosku. Teraz kiosków w zasadzie prawie nie ma. W sklepach bilety są, ale nie w każdym. U kierowcy można kupić, ale trzeba mieć wyliczoną kwotę bez reszty. A co jeśli będę potrzebowała biletu na cały dzień, albo na 10 dni? Gdzie mam go kupić? Mam specjalnie jechać do punktu sprzedaży biletów, żeby kupić bilet, który powinnam móc kupić gdziekolwiek? Bez sensu. We wspomnianym Londynie bilety jakie chcę mogę kupić w pierwszej lepszej stacji metra, czy stacji kolejowej. Na stacjach są też samoobsługowe i bardzo tanie punkty foto do zdjęć, które trzeba mieć w przypadku zakupu biletu miesięcznego czy kwartalnego. Gdzie to znaleźć w Białymstoku?

Zresztą o biletach mogłabym napisać cały felieton, bo tyle rzeczy wymaga tu naprawienia i poprawienia, że ktoś powinien w końcu na poważnie się tym zająć. Ale idźmy dalej. Częstotliwość kursowania – w obecnych czasach, kiedy praktycznie każdy się gdzieś spieszy – zdecydowanie jest słabym punktem BKM. Jeśli w godzinach szczytu mam czekać 15 minut na swój autobus, to jest to za długo. A jeśli w przypadku przesiadki na inną linię spóźnię się i autobus akurat odjedzie – to kolejne 15, a nawet i 8 minut, to trochę za długo. Wiem, że autobusy to nie samochody osobowe, ale w godzinach szczytu niektóre linie powinny kursować co 5 minut, żeby miało to sens. Przynajmniej te linie, które są najbardziej oblegane. Poza godzinami szczytu czas oczekiwania też nie powinien być dłuższy niż 15 minut. A bywa przecież, bo sprawdziłam, że czasami trzeba czekać powyżej 30 minut. To mnie zupełnie nie zachęca. Szczególnie, jeśli przyjdzie zima i na zewnątrz będzie z minus 10 stopni.

Reklama

I jeszcze jedna sprawa – odległość przystanków. Niektóre są źle zlokalizowane, bo trzeba iść do nich kilka minut. Ja akurat mieszkam dość blisko przystanków, ale gdybym mieszkała trzy bloki dalej, na przystanek musiałabym iść ponad 5 minut. Bo bliżej nic nie ma, gdzie można wsiąść, nie mówiąc już o punkcie do kupienia biletów.

Żeby nie kończyć ponuro, znalazłam plusy. Tymi są przede wszystkim same autobusy. To już nie kocmołuchy, ale całkiem wygodne i nowoczesne pojazdy. Są czyste, a wewnątrz słychać komunikaty głosowe gdzie się dojechało i jakie linie jeszcze na danym przystanku się zatrzymują. Zniknęły też reklamy z szyb, które kiedyś zasłaniały całe okna. Wiele autobusów jest przystosowanych do przewozu osób o ograniczonych możliwościach poruszania się. To również jest ważne. Ale to w zasadzie jedyny plus, jaki znalazłam. Nie przekonują mnie gniazdka USB, ani bezpłatne wi-fi. Być może komuś to się podoba, ale mnie nie przekonuje. Mam to samo w swoim samochodzie, tak samo jak mapy, z których wiem, gdzie są korki, albo które ulice są zamknięte.

Reklama

Na koniec najważniejsze. Białystok w ostatnich latach wybudował lub przebudował wiele dróg, które służą przede wszystkim do poruszania się własnym samochodem. To zdecydowanie przesądziło o tym, że wolę korzystać z własnego samochodu niż z autobusów BKM. Zwyczajnie, lepiej i szybciej jest pojechać własnym autem gdziekolwiek niż tłuc się autobusem. Jedyną przeszkodą są światła sygnalizacji świetlnej, które mogą niekiedy kierowcę doprowadzić do ruiny psychicznej. I konkludując – w Dniu bez samochodu, jeśli będę musiała gdzieś pojechać, raczej skorzystam z własnego samochodu, nawet jeśli autobus będzie woził mnie za darmo tego dnia. Dlaczego? Najważniejsze powody wymieniłam. Począwszy od tego, że nie wiem gdzie dojadę, nie wiem czy nie zmoknę na przystanku i ile czasu mi zajmie dojazd z punktu „A” do punktu „B”.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2019-09-16 21:06:19

    Bilet 3 mc to 230 zl a nie 200 zł mc. fakt się chodzi ale w dużych miastach europy tez do metra trzeba dojść.samochód to oc ac i jeszcze parkingi pod szpitalami 3zl zza 1h. tak są czasowe bilety trochę się zmieniło:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-09-16 21:41:00

    Niestety nie każdy może jeździć własnym samochodem. A propaganda miejska jest taka że nawet ci którzy mogą jeździć własnymi samochodami powinni przesiadać się do BKM. Tylko że urzędnicy Truskolaskiego robią wszystko żeby było odwrotnie. Wszystkie przebudowy są robione pod auta osobowe a nie autobusy. No i nikt nie zajmuje się kompleksowo komunikacją miejską czyli przystanki bilety czas odjazdu trasy itd. Truskolaski wybudował dwa czy trzy eko przystanki i myśli że nikt nie zauważy że cała BKM to pic na wodę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-09-16 21:43:27

    Niestety nie każdy może jeździć własnym samochodem. A propaganda miejska jest taka że nawet ci którzy mogą jeździć własnymi samochodami powinni przesiadać się do BKM. Tylko że urzędnicy Truskolaskiego robią wszystko żeby było odwrotnie. Wszystkie przebudowy są robione pod auta osobowe a nie autobusy. No i nikt nie zajmuje się kompleksowo komunikacją miejską czyli przystanki bilety czas odjazdu trasy itd. Truskolaski wybudował dwa czy trzy eko przystanki i myśli że nikt nie zauważy że cała BKM to pic na wodę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama