Wizyta w galerii sztuki wywarła na mnie takie wrażenie, że mimo wielogodzinnej jazdy z Gdańska do Białegostoku, prowadzonej przez Yanosika z pominięciem korków (czyli wszelkimi opłotkami), długo jeszcze nie mogłem zasnąć. Rozmyślałem czy ja jestem taki niewrażliwy, czy sztuka zeszła na psy, czy może rzucić to wszystko i zostać artystoł.
W końcu sen przyszedł, a w nim...
Działka u Ryśka, szwagra Marty, studentki Łódzkiej ASP, impreza ze staropolskim grill'em. Grill nie byle jaki, duży, amerykański do barbakju, bo Marian jest przedsiębiorcą, zajmije się dostarczaniem wszelkiego rodzaju atrakcji na imprezy, plaże, itp. czyli budki z gotowaną kukurydzą, watą cukrową, "domową" lemoniadą, samochodziki na baterie, dmuchańce, rowerki trójkołowe...
Jest już po 19.00, także impreza już w dużym stopniu zaawansowania, karkówka i skrzydełka zjedzone, na grill'u dochodzi po raz trzeci kiełbaska i kaszanka, po wstępnym piwku i żołądkowej gorzkiej wchodzi już normalny alkohol, czysta chłodzona w oczku wodnym. Towarzystwo się trochę ropełzło, wujek Tadek uciął sobie drzemkę pod świerkiem syberyjskim, dzieciaki wyciągają egzotyczne rybki z oczka za pomocą siatki z rajstop cioci Krysi (zrobiło jej się gorąco to zdjęła). Teraz z żoną Ryśka, Renatą deliberują o wyższości wosku do depilacji nad maszynką dżilet.
Marta z Ryśkiem siedzą w altance, przy stoliku, dyskutują o sprawach ważnych i transcendentnych
[R] - Kukurydza, mówię Ci Martuś, to jest to. Rośnie toto, czy deszcz, czy słońce, bo rozumiesz, ona jes genetysznie zmumifikowana. Wiesz, odporność ma...
[M] - Rychu, każdy przedmiot, jakim się posługujesz, ma jeszcze jedną funkcję, o której nie masz pojęcia, to w ogóle nie wiąże się z jego pierwotną użytecznością, to jest magia zaklęta, poetyka, trzeba to tylko dostrzec, wydobyć i pokazać światu
[R] - ... a taki burak cukrowy...
[M] - Rysiek, a co to tam leży?
[R] - Gdzie, tam? To wujek Tadek przesiesz...
[M] - Nie, nie tam. Tam dalej, w tujach.
[R] - Aaaa, to. To dmuchaniec.
[M] - Dmuchaniec?
[R] - No, taki pompowany, do skakania, zamek znaczy się.
[M] - A czemu on tam leży, trawą zarasta?
[R] - A bo widzisz Martuś, już poniszczony, dzieciaki skakały, poprzecierały, pobrudziły. Niczego nie szanujo bachory jedne. No i już nie nadaje się, ludziska nie chciały wpuszać dzieci, nie opłacało się już tego stawiać na jarmarkach. To rzuciłem i leży. Renia kazała mi to wywalić, bo wiesz, spleśniałe to już, śmierdzi, robki pod tym takie, wiesz, szczypawki. Ale so mam z tym zrobić, do lasu nie wywieze, bo zara poznajo czyje to, na wysypisko to drogo, to leży tu na razie.
[M] - Wystaw na oeliksie to ktoś kupi może.
[R] - Wystawiałem, darmo nawet oddać chciałem, przyjechał nawet jeden Ukrainiec, ale popatrzył, splunął i pojechał. Będzie trzeba w gminie kontener zamówić i zabulić, bo mnie Renia tu spać każe.
[M] - Słuchaj Rychu, chyba mogę Ci pomóc. Zapakuj to na traktor i przywieź do mnie na Akademię. Dorzucisz flaszkę i coś się wymyśli...
Tak oto Marta wybawiła męża siostry od przeziębienia korzonków na poplamionej gumowej zabawce, dla siebie zyskała nowego mecenasa i materiał na pracę dyplomową, która zdobyła nagrodę Prezydenta Miasta Gdańska, koszty utylizacji dmuchańca przejdą na ASP albo którąś z galerii, bo kiedyś skończą się wystawy, a Renata, żona Ryśka, miała gdzie w końcu posadzić petunie, z których zadowolony był mieszkający na działce kret.
...miesiąc później
[R] - Halo, kto mówi?
[M] - Marta, tyle razy Ci mówiłam, zapisz sobie mój telefon.
[R] - Cześć Martuś, a kto by tam te ajfony ogarnąl. Co tam?
[M] - Dobrze, twój zamek dostał nowe życie, jak Ci mówiłam wtedy na grill'u, pamiętasz?
[R] - Z tej imprezy pamiętam tylko zjebkę od Reni za nasze drogie w ch*j rybki z oczka wodnego. Zachciało się jej japońskich kierwa. Nawet upiec się tego dziadostwa nie dało na grilu.
[M] - No co Ci mówiłam, że każdy przedmiot, druga funkcja, poezja...
[R] - Martuś, dla mnie najważniejsze, że mnie to dziadostwo z podwórka znikło i chociaż za to mnie Renia kołków na głowie nie rąbie.
[M] - Wszystko dla sztuki. A tak przy okazji, nie masz czegoś jeszcze do wyrzucenia?
[R] - Wiesz, coś by się znalazło, mam tu starą trampolinę, taki wieszak do prania przyrdzewiały, starą mikrofalę, ...
[M] - Dobra Rysiek, pakuj co tam masz i przywoź na Akademię. Wszystko dla sztuki!
Obudziłem się, trochę później niż zwykle. Tak sobie myślę, że mimo wszystko, chyba jednak artysto nie zostanę.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że może to "dzieło" spełnia jakieś tam kanony sztuki i dlatego zostało uznane przez szanowne gremia, oczywiście może i inne dla mnie niezrozumiałe instalacje wnoszą jakąś formę piękna, czy czegoś tam co mają wnosić, możlie że moja wrażliwość jest niewystarczająca do dostrzeżenia tego "co autorka miała na myśli" i czym chce się z nami podizelić. Niestety mnie to jednak nie przekonuje.
Dla mnie sztukę doskonale oddaje definicja zawarta we wpisie na profilu Młot na Marksizm:
"Czym jest sztuka? To pewien dorobek kulturowy danej cywilizacji, który manifestuje się w różnych dziełach artystycznych. Idiomem sztuki europejskiej (zespołem cech charakterystycznych), do którego się aspirowało, zawsze był mistrzowski kunszt, rzemieślnicza praca i pochwała idealnego wykonania. Innymi słowy: doskonały warsztat, stałe rozwijanie talentu i mozolna praca przy cyzelowaniu dzieła."
To co zobaczyłem na wystawie, to jakieś przedmioty nafaszerowane ideologią. Gdyby chcieć dalej sobie robić jaja, to coś żywcem z komedii "Nie lubię poniedziałku".
Owszem, znalazły się tam eksponaty, które ja, laik, mógłbym nazwać dziełami sztuki, ponieważ faktycznie wymagały od twórcy warsztatu i talentu (cokolwiek to słowo oznacza). Jednak większość to prace niezachęcające do wstępowania do galerii sztuki (może dlatego większość ludzi wybiera galerie handlowe). Widać konsternację wśród zwiedzających. Wielu z nich, podobnie jak ja, przypadkowo znalazło się na wystawie. Przyglądają się eksponatom i ... w sumie nic. Niby sztuka, bo w tak szacownym miejscu, ale na każdej budowie, złomowisku czy wysypisku takiej sztuki na hektary. Tylko nie ma odpowiedniej narracji, która wmówi widzowi, że trzeba się tym zachwycić.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze