Falę oburzenia wywołał materiał wyemitowany 25 stycznia przez TVN24. Reportaż zatytułowany "Walka z rasizmem. Sprawy umarzane, prokuratorzy awansowani" zbulwersował białostoczan. Mieszkańcy Białegostoku, jak i samo miasto, zostali pokazani w bardzo niekorzystnym świetle. Postronny widz mógłby stwierdzić, że stolica województwa podlaskiego to ostoja dla wszelkiej maści rasistów, ksenofobów i nacjonalistów w najgorszym wydaniu, a żyjący tutaj ludzie to bałwany z niskich warstw społecznych, o bardzo niskim poziomie wyedukowania, na pewno słabszym niż w przypadku innych regionów kraju. Pokazany w telewizji program zdenerwował m.in. prezydenta Tadeusza Truskolaskiego, miejskich radnych czy senatora Jana Dobrzyńskiego, którzy w mocnych słowach wyrazili sprzeciw wobec przedstawionych w nim tez i wniosków.
Skandal, manipulacja, brak rzetelności dziennikarskiej - takimi słowami można określić materiał TVN24. Nie trzeba być specjalnym znawcą, by zauważyć, że reporter, który go przygotował, wykazał się wyjątkową stronniczością, brakiem obiektywizmu i kiepskim warsztatem. Takie są fakty, a nie insynuacje naszej redakcji. Wystarczy przyjrzeć się bohaterom - ekspertom: dziennikarz Marcin Kącki (autor książki "Białystok. Biała siła, czarna pamięć"), który w Białymstoku nie mieszka, ale najwidoczniej bardzo nie lubi tutejszej społeczności i ma do niej jakąś dziwną awersję; Rafał Gaweł, założyciel Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, skazany przez sąd pierwszej instancji na karę bezwzględnego więzienia za oszustwa.
Do tego doszedł też popularny prezenter TV Jard - czarnoskóry Rogers Cole-Wilson, który w regionalnej telewizji 29 stycznia stwierdził, że jego wypowiedź wyemitowana przez TVN24 pochodziła sprzed kilku lat, a to nie zostało oznaczone.
Zaczepieni przez ekipę reporterską mieszkańcy Białegostoku albo twierdzili, że w mieście obcokrajowcy nie mogą czuć się bezpiecznie, bo są tutaj neofaszyści, albo zbyt składnie się nie wypowiedzieli. I dwa takie obrazy białostoczan poszły w świat. Oczywiście rozmówców mogło być i kilkunastu, i kilkudziesięciu - grunt to wybrać wypowiedzi, które odpowiadają założonej z góry tezie i tylko takie wpleść w materiał.
Są też przebitki z biegnącymi w kominiarkach mężczyznami. Ale czy to na pewno tzw. nazi skinheadzi? Nie bardzo. To akurat antyfaszyści goniący neofaszystów - było tak kilka lat temu, gdy ci ostatni pojawili się w pobliżu manifestacji Antify, a jej działacze postanowili skutecznie ich przegonić mimo sporej liczby funkcjonariuszy policji w okolicy. Tyle. Ale w Polskę poszedł przekaz, że bandy neofaszystowskie biegają sobie po ulicach Białegostoku co jakiś czas. Należy podkreślić, że chuligani spod znaku swastyki znajdują się w każdym większym mieście i ich obecność nie jest domeną stolicy Podlasia. Problem nie jest już co prawda dla przeciętnego obserwatora widoczny gołym okiem tak, jak jeszcze dekadę temu, ale istnieje - na Śląsku, Pomorzu, Mazurach, w Wielkopolsce. Swastyk i krzyżów celtyckich na murach czy napisów "white power" nie brakuje i w mniejszych miastach, choćby w centralnej części kraju - są i takie osiedla, gdzie widać je praktycznie na każdym bloku, a wieczorami przed wejściami do klatek schodowych gromadzą się grupki ogolonych na zero młodzieńców. Są zdecydowanie mniej widoczni niż te kilka lat temu, ale całkowicie nie zniknęli z krajobrazu. To pewnie zadanie dla socjologów do badań, w jaki sposób zmienił się ich image. Na pewno jednak Białystok nie powinien być przykładem miasta jako szczególnie owianego złą sławą, bo inne również mają historie, o których ich włodarze chcieliby zapomnieć.
Wracając do reportażu TVN24. Wystąpił w nim prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. Po emisji materiału oburzył się jego przekazem.
- Z przykrością muszę stwierdzić, że oglądałem program, który miał być o naszym mieście, a był niezwykle jednostronny, stronniczy, częściowo nieprawdziwy, zmanipulowany - powiedział w obecności dziennikarzy.
Podkreślił, że jako prezydent miasta musi dbać o jego prawdziwy wizerunek. Wskazał, iż pokazane zostały różnego rodzaju wybrane wydarzenia sprzed wielu lat, które nie były umieszczone w jakiejś określonej chronologii, do czego doszły informacje nieprawdziwe. Jako jeden z przykładów przywołał cytat, iż próbuje walczyć z organizacjami takimi jak ONR, a wiceprezydent Poliński spaceruje w marszu dla życia i rodziny, na którym byli też nacjonaliści.
- Ja próbowałem walczyć, to było w ubiegłym roku, a ten marsz odbył się w roku 2012 - wyjaśnił Truskolaski i dodał, że pismo o sprostowanie zostało wysłane do stacji TVN. - Ponadto przedstawiliśmy dziennikarzom TVN program, który był wdrażany w latach 2014-2017 "Białystok dla tolerancji". O tym się nawet nie zająknięto. Tam było przedstawionych dwa tysiące różnego rodzaju działań, nie wspomniano (w reportażu TVN24 - red.) o żadnym.
Według prezydenta o dobrych rzeczach w Białymstoku się nie mówi, a te, które są marginesem, a właściwie były, przedstawia się jako aktualnie dziejące się w mieście.
- To jest absolutny skandal! - grzmiał Tadeusz Truskolaski.
Przyznał, że nie spodziewał się takiej manipulacji ze strony stacji mieniącej się obiektywną. I choć dziennikarze mają prawo do pokazywania co chcą, to ich materiały nie mogą wprowadzać w błąd.
Na wyemitowanym programie "Czarno na białym" suchej nitki nie zostawili białostoccy radni prawa i Sprawiedliwości. Potępili zmanipulowany przekaz, który ich zdaniem, urąga standardom dziennikarskim.
- Treści zawarte w materiale krzywdzą blisko 300 tysięcy mieszkańców naszego miasta, obarczając ich odpowiedzialnością za odosobnione wybryki i czyny o charakterze chuligańskim, które powinny być ścigane przez organy państwa. Propagandowy sposób montażu materiału, wyrwane z kontekstu fragmenty publikacji i tendencyjny dobór rozmówców tworzą fałszywy wizerunek miasta, stygmatyzujący jego mieszkańców - powiedział na konferencji prasowej Henryk Dębowski, przewodniczący klubu radnych PiS w białostockiej radzie miasta.
Z kolei na zwołanym w piątek, 2 stycznia, briefingu prasowym senator Jan Dobrzyński poinformował, że domaga się, by Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zbadała, czy TVN24 nie naruszyła przepisów i celowo nie wprowadziła dezinformacji na szkodę Białegostoku i świadomej dyskryminacji tysięcy mieszkańców miasta. Przygotował już skargę do tego organu. Oburza się, że stacja TVN pokazała białostoczan jako ludzi z niskich warstw społecznych, a sugestia, iż domniemane zachęty do propagowania antysemityzmu czy nacjonalizmu są przekazywane na katechezie, są kłamliwe. Z kolei nazywanie mieszkańców miasta potomkami morderców, nie szczędzących swoich sąsiadów, kobiet w ciąży i dzieci jest obelżywe i bezczelne. Dobrzyński stwierdza, że takie działania powodują niepowetowane straty dla miasta, szczególnie jeśli popatrzymy w kontekście obcokrajowców mogących wybrać Białystok jako miejsce studiów lub pracy. Rozpowszechnianie kłamliwych informacji - jak przekonuje senator PiS - jest działaniem na szkodę interesu publicznego.
- Telewizja TVN w kanale informacyjnym TVN24 dopuściła się rażących nadużyć - stwierdził Jan Dobrzyński.
Podkreślił, że media mają prawo do piętnowania zachowań nieakceptowalnych społecznie, ale nie mają prawa oszukiwać i wmawiać, że białostoczanie uczestniczą w patologii. Nie wskazał, jakiej konkretnie kary finansowej oczekiwałby dla stacji TVN, aczkolwiek wyraził nadzieję, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyjrzy się sprawie.
Trudno wnioskować, czy TVN poniesie jakiekolwiek konsekwencje za wyemitowany reportaż. Na pewno wizerunek nadawcy ucierpiał, a z drugiej strony poprzez szum wokół materiału mamy do czynienia ze wzrostem zainteresowania tą telewizją. Fakt, że kontrowersyjny reportaż nadal można oglądać w internecie.
Na spotkaniu senatora Dobrzyńskiego z dziennikarzami oczywiście pojawiła się ekipa reporterska TVN24. Nie mieli do niego pytań.
(Piotr Walczak / Foto: BI-Foto)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie nie poniesie bo prezydent boi sie pojsc do prokuratury. Zamiast tego wysyla list.
Nie nie poniesie bo prezydent boi sie pojsc do prokuratury. Zamiast tego wysyla list.