Reklama

Gdy jednej pensji dyrektora jest za mało

Sprawa utworzenia szkoły przysposabiającej do pracy uczniów niepełnosprawnych została zakończona ostatecznie w kwietniu tego roku. O taką szkołę dla kilku uczniów zabiegali rodzice i oczywiście dyrekcja. Radni nie wyrazili zgody na nową placówkę dla kilku uczniów, bo w Białymstoku działa szkoła, która zaspokaja potrzeby w tym względzie. Ale prezydent znów wnosi projekt uchwały w tej samej sprawie. Możliwe, że kluczowe znaczenie miał tu fakt, że wnioskowała o to dyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego, która jest prywatnie teściową Krzysztofa Truskolaskiego.

Walka o szkołę zaczęła się tak naprawdę już kilka lat temu. Rodzice wielokrotnie zwracali się do prezydenta Białegostoku o utworzenie nowej placówki dla dzieci niepełnosprawnych. Prezydent jednak pozostawał głuchy na te prośby. Ale głuchy pozostawał do czasu. Tym właśnie czasem był początek roku, kiedy znana już była data ślubu jego syna oraz córki dyrektorki Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Białymstoku. I raptem przyszło olśnienie, że można by było powołać nową szkołę, do której będzie chodziło około czterech, a być może nawet ośmiu uczniów. I tu nikomu się nie przywidziało – nie chodzi o klasę dla kilku uczniów, ale szkołę.

Z tym, że obecne warunki do tworzenia nowej szkoły były zupełnie inne, niż jeszcze kilka lat temu. Miasto Białystok władowało sporo pieniędzy z naszych podatków na już działającą taką szkołę. Chodzi o szkołę nr 16, która kształci niepełnosprawną młodzież przysposabiając ją do pracy. Szkoła przeszła gruntowny remont, pojawiło się także przy szkole wielofunkcyjne boisko. Placówka zadbała o windy dla osób niepełnosprawnych, wyremontowano pomieszczenia i zadbano o szereg innych elementów, aby dzieci i młodzież miały tam jak najlepsze warunki. Tym bardziej tworzenie teraz nowej szkoły dla kilku dzieci, które mogą uczęszczać do już przygotowanej świetnie do tego szkoły, może co najmniej zastanawiać. A patrząc z boku na sprawę – wygląda to na sprzeczne z logiką.

Reklama

Utworzenie Szkoły Specjalnej Przysposabiającej do Pracy w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym im. Waldemara  Kikolskiego przy ul. Antoniuk Fabryczny 40 w Białymstoku poszerzy ofertę edukacyjną Ośrodka i stworzy wychowankom, którzy mają trudności z adaptacją do nowych warunków środowiskowych, możliwość kontynuacji nauki w znanym i przyjaznym otoczeniu. Szkoła będzie przysposabiać uczniów upośledzonych umysłowo w stopniu umiarkowanym i znacznym oraz z niepełnosprawnościami sprzężonymi do pracy, a w szczególności kształtować określone umiejętności i nawyki praktyczne. Umiejętności z zakresu komunikacji społecznej, współżycia w grupie, a przede wszystkim przysposabiać do samodzielnego życia” – napisano w uzasadnieniu do projektu uchwały, która ma być ponownie procedowana na posiedzeniu Rady Miasta.

Jeszcze bardziej sprzeczne z logiką będzie, kiedy białostoczanie zdadzą sobie sprawę z tego, że nowa szkoła, jaka miałaby powstać przy Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Białymstoku, właściwie już tam jest. Bo funkcjonuje tam oddział działającej szkoły nr 16. I pracują w nim ci sami nauczyciele, którzy pracowaliby w nowoutworzonej szkole i to na dodatek z tymi samymi uczniami. I to również znalazło swój zapis w projekcie uchwały.

Reklama

Organizację Szkoły Specjalnej Przysposabiającej do Pracy Nr 2 określa statut Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. Waldemara Kikolskiego w Białymstoku, ul. Antoniuk Fabryczny 40” – czytamy w projekcie uchwały.

Czyli w praktyce, jeśli radni by się zgodzili na utworzenie takiej szkoły, mielibyśmy szkołę działającą w szkole, która na dodatek obecnie posiada oddział szkolny. Ktoś może się zastanawiać o co tu chodzi. Ale jeśli sprawie przyjrzeć się bliżej, wszystko zaczyna się wyjaśniać i prostować. Nowa szkoła, to nowe etaty. Nowe etaty, to nowe godziny dla nauczycieli. Nowe godziny, to pieniądze. Zaś nowy dyrektor szkoły, to kolejny etat dyrektorski za publiczne pieniądze. Z tym, że tu są już nauczyciele i dyrektor, którzy wykonują te same zadania bez nowej szkoły.

Reklama

Pomijając już fakt, że nową dyrektorką działającej przecież placówki, z drugą pensją zostałaby obecna teściowa syna prezydenta Białegostoku, jest jeszcze jeden wątek całej sprawy. Otóż niespełna trzy lata temu nauczyciele z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Białymstoku masowo składali wypowiedzenia z pracy w innej ze szkół. To szkoła przy Ogrodowej, która została później zlikwidowana. Wcześniej nauczyciele pracowali w tych samych godzinach w kilku różnych szkołach na terenie naszego miasta. Między innymi właśnie w szkole na Ogrodowej, w Domu Pomocy Społecznej na Baranowickiej i szkole nr 16.

Masowe rezygnacje z pracy zaczęły się wówczas, kiedy najpierw została aresztowana dyrektorka szkoły z Ogrodowej, mająca obecnie kilkaset zarzutów korupcyjnych. Przed wymiarem sprawiedliwości musiała stanąć także dyrektorka Domu Pomocy Społecznej przy Baranowickiej – z niemal identycznymi zarzutami. W jej przypadku chodziło o malwersacje finansowe. Ona także pożegnała się z pracą. I wtedy właśnie w popłochu nauczyciele sami składali wypowiedzenia. Z naszych ustaleń wynika, że część etatów była fikcyjna, choć organy ścigania wciąż prowadzą postępowanie w tej sprawie.

Reklama

I to jest właśnie karygodne, że w tym samym czasie pracuje się w dwóch szkołach bierze podwójne pieniądze za to samo????????????????????????

TO BARDZO CIEKAWA KWESTIA - CHYBA POWINNI MIEĆ ZGODĘ - CZYŻBY PIENIĄDZE PAŃSTWOWE MOGŁY IŚĆ NA JEDNOCZEŚNIE NA OPŁACENIE PENSJI DYREKTORA I NAUCZYCIELA W TYM SAMYM CZASIE?” – to tylko niektóre z komentarzy, jakie zostawiały na naszej stronie osoby zaznajomione z tematem.

Policja dotarła do tych osób i rozmawiała z nimi. Niektórzy także składali zeznania. Wiadomo na pewno, że wśród zatrudnionych w kilku miejscach jednocześnie była także i dyrektorka Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego – obecna teściowa posła Truskolaskiego – która teraz wnioskuje o utworzenie nowej szkoły dla kilku uczniów, w tej szkole, którą już kieruje.

Reklama

Sytuacja jest co najmniej dziwna, a w szczególności to, że zaledwie kilka miesięcy po tym, gdy radni postanowili, że nie będą tworzyć nowej szkoły dla kilku uczniów, prezydent znów wyskakuje z takim samym pomysłem. Po co? Dla teściowej syna? Dla nowych etatów? Logiczne byłoby to, żeby prezydent zamiast wnosić uchwałę na sesję Rady Miasta o powołaniu nowej szkoły dla kilku uczniów, na dodatek szkoły, która już działa, przyjrzał się bliżej działaniu Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego i zatrudnionych w nim osób, z dyrektorką na czele.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska)

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2017-11-27 07:37:56

    Mój komentarz: Do roboty weźcie się nieroby (ty i ten przemuś) !!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2017-11-27 13:51:55

    Tam jeszcze z fają w zębach na schodach, gdzie wchodzą dzieci sterczy doradca zawodowy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2017-11-27 15:30:19

    Dziwne...codziennie przywożę dziecko do szkoły i żadnego doradcy ani innej osoby z fają w zębach nie widzę.... jakieś mylne informacje „gościu” posiadasz

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama