Przed koszykarzami Tura Basket Bielsk Podlaski zadanie, które w sportowej nomenklaturze często określa się mianem „mission impossible”. W najbliższą środę (8 kwietnia) o godzinie 20.00, w hali Szkoły Podstawowej nr 3, podopieczni Rafała Króla staną do rewanżowego starcia w pierwszej rundzie play-off II ligi. Przeciwnikiem jest Lublinianka KUL Basketball, a stawką – pozostanie w grze o marzenia. Problem w tym, że bagaż, z jakim bielszczanie wrócili z pierwszego meczu, waży aż 30 punktów.
Do tegorocznej fazy play-off Tur Basket przystępował z pozycji faworyta. Choć końcówka sezonu zasadniczego w wykonaniu bielszczan była niepokojąca (trzy porażki z rzędu), to wciąż wysoka lokata w tabeli kazała wierzyć, że starcie z szóstą Lublinianką będzie trudnym, ale optymistycznym zadaniem do wykonania. Rzeczywistość okazała się brutalna. Środowy wieczór w Lublinie przed tygodniem okazał się prawdziwym koszmarem – wynik 53:83 to nie tylko porażka, to sportowa kompromitacja zespołu, który aspirował do walki o zaplecze ekstraklasy.
Styl, w jakim Tur uległ rywalom, budzi najwięcej obaw. Bielszczanie, którzy w sezonie zasadniczym rzucali średnio 95 punktów na mecz, w Lublinie zostali zatrzymani na zaledwie 53 „oczkach”. Zabrakło wszystkiego: skuteczności, pomysłu na sforsowanie obrony rywala, a przede wszystkim determinacji, by w trudnym momencie „ugryźć” parkiet i zniwelować straty.
W tej fazie rozgrywek o awansie decyduje bilans dwumeczu. Oznacza to, że Tur musi wygrać w środę różnicą co najmniej 31 punktów, by przejść dalej. Patrząc na formę obu ekip, wydaje się to matematycznie możliwe, ale sportowo prawie niewykonalne. Wydaje się, że lublinianie mają promocję do kolejnej rundy praktycznie w kieszeni, a do Bielska przyjadą z ogromnym komfortem psychicznym.
To już trzeci rok z rzędu, gdy play-offy kojarzą się kibicom Tura z lubelskim zespołem. I po raz trzeci Lublinianka znajduje na bielszczan „patent”. O ile w ubiegłych latach różnice były mniejsze, o tyle obecne 30 punktów przepaści pokazuje niebezpieczny regres w najważniejszym momencie sezonu. Tur przestał być drużyną, która dominuje fizycznością i pewnością siebie, stając się tłem dla świetnie zorganizowanych podopiecznych Jakuba Stefaniuka.
Niezależnie od tego, czy strata jest do odrobienia, środowy mecz musi być aktem rehabilitacji. Bielscy kibice, którzy przez cały sezon wspierali drużynę, zasługują na widowisko, w którym Tur pokaże charakter. Po serii słabych występów w rundzie wiosennej i laniu w Lublinie, zawodnicy są winni fanom oraz samym sobie pokazanie, że pozycja wicelidera przez większą część sezonu nie była dziełem przypadku. Nikt nie stawia krzyżyka na Turze, ale... naprawdę trudno być tu optymistą po tym co się ostatnio działo w bielszczanami.
Rehabilitacja musi zacząć się od obrony i powstrzymania Michaela Gospodarka, który w pierwszym meczu robił z bielską defensywą, co chciał. Jeśli Tur chce myśleć o zwycięstwie (choćby prestiżowym), musi wrócić do swojego szybkiego i skutecznego basketu, który cieszył oko jesienią.
Sport zna historie, w których niemożliwe stawało się faktem. Trener Lublinianki sam tonuje nastroje, przypominając, że to dopiero „wynik po pierwszej połowie”. Aby jednak doszło do cudu w Bielsku Podlaskim, musi wydarzyć się coś ekstraordynaryjnego. Tur potrzebuje meczu idealnego, a Lublinianka – dnia fatalnego.
Nadzieja umiera ostatnia. Bielska hala widziała już wiele emocjonujących końcówek i wielkich powrotów. Nawet jeśli awans jest dziś odległy o lata świetlne, to każdy punkt odrobiony z tej gigantycznej straty będzie krokiem w stronę odbudowania zaufania kibiców. Czy Tur stać na zryw, o którym będzie mówiło się latami? Przekonamy się w środowy wieczór. Początek walki o honor o godzinie 20.00.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze