Reklama

Granica: Żołnierz ścigany, aktywiści usprawiedliwieni. To sprawiedliwość czy ideologia?

Gdzie przebiega granica między prawem a ideologią? Gdzie jest miejsce sprawiedliwość wobec osób strzegących polskiej granicy i tych, którzy świadomie im przeszkadzają uczestnicząc w przemycie nielegalnych migrantów? Nadchodzi wiosna, a wraz z nią wraca presja migracyjna na polsko-białoruską granicę. Żołnierze i strażnicy graniczni będą musieli reagować na przemytników ludzi (tych nadwrażliwych i tych, którzy robią to za pieniądze). Być może będą musieli użyć broni mając świadomość, że polski rząd uosabiany przez ministra sprawiedliwości stoi po stronie tych, którzy ich postrzegają jako wrogów, a nielegalnych migrantów i ich pomocników jako osoby chronione. Przesadzam? To przeczytaj!

Absurdy wojny hybrydowej

W Podlaskiem w cieniu kryzysu hybrydowego linia między prawem i bezprawiem oraz patriotyzmem i absurdem zdaje się zacierać coraz bardziej. W ostatnich miesiącach polska opinia publiczna zderzyła się z dwoma drastycznie różnymi obliczami wymiaru sprawiedliwości. Z jednej strony mieliśmy żołnierza, który użył broni podczas ochrony granicy państwa i dziś stoi przed sądem. A prokuratora i nadzorujący ją minister Waldemar Żurek nie widzą powodów, żeby odpuścić w jego sprawie. Z drugiej – grupę aktywistów, którzy świadomie łamali przepisy, ułatwiając nielegalny pobyt migrantom, a którzy dzięki osobistej decyzji Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka mogą dziś spać spokojnie. Czy to jeszcze jest państwo prawa, czy już państwo ideologicznych preferencji?

Dramat w puszczy: nieostrożność czy pech?

Historia podporucznika Adama Ł. z 1 Warszawskiej Brygady Pancernej brzmi jak ponury żart z etosu służby. Listopad 2024 roku, okolice Topiła w Puszczy Białowieskiej. Chłód, gęste zalesienie i pościg za grupą dziesięciu agresywnych migrantów, którzy nielegalnie wdarli się na terytorium RP. Podporucznik Ł., wykonując rozkaz i ryzykując życie w trudnym terenie, potyka się. Pada strzał – przypadkowy, niefortunny, spowodowany ukształtowaniem terenu i, jak orzekli biegli, wadą konstrukcyjną broni.

Reklama
 

Postrzelony obywatel Syrii nie odniósł poważnych obrażeń, jednak to wystarczyło, by machina państwowa ruszyła przeciwko własnemu obrońcy. Żołnierz, zamiast wsparcia, otrzymał zarzuty karne. Grożą mu 3 lata więzienia za „nieostrożne obchodzenie się z bronią”. Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie stał się areną, na której oskarża się człowieka za to, że w ferworze walki o bezpieczeństwo granic nie utrzymał równowagi. 

- Patrzymy wszyscy uważnie na to co się w tej sprawie dzieje, bo za chwilę możemy być na miejscu dla oskarżonych. Dojdzie do absurdu, że będziemy chodzić z bronią bez amunicji, żeby uniknąć, że jakiś człowiek, którzy nielegalnie przeszedł granicę wraz z prokuratorem będą nas oskarżali, że strzelaliśmy. Ba! W trakcie rozprawy padł nawet zarzut, że sam zamiar strzelania jest już przekroczeniem prawa! A w tym samym czasie prokuratura cofa zarzuty wobec ludzi, którzy z przemytu ludzi uczynili proceder. Ale, że nie ma dowodów, że robili to za kasę ale z "potrzeby serca" to uchodzą bezkarnie. To jeszcze Polska czy już lewackie ideolo? - pyta podoficer ze Straży Granicznej, który prosi o anonimowość. 

Reklama

Twierdzi, że podobnie sprawę widzi wielu funkcjonariuszy (w tym również policjanci). Mówi o ostrzeżeniach na odprawach, żeby nie używać broni, bo "prokurator się przypierzy" i będą "pod paragrafem". 

- Zamiast myśleć jak najlepiej pilnować granicę przypominamy sobie formułki z kodeksów i wyuczone historie podpowiedziane przez naszych prawników jak się tłumaczyć z tego, że była używana broń. A to chyba ci nielegalni migranci i ich "pomagacze" powinni tak kombinować - denerwuje się mój rozmówce. 

Mecenas Zemła czyli triumf "ofiary". Kim są "oni"?

Paradoks tej sprawy pogłębia sytuacja postrzelonego Syryjczyka. Człowiek, który nielegalnie sforsował polską granicę, ignorując polskie prawo, dziś korzysta nie tylko z pełnej ochrony tegoż państwa. Nie tylko otrzymał azyl polityczny i mieszkanie na koszt podatnika, ale przeszedł do ofensywy finansowej. Ma wsparcie prokuratury, a jego pełnomocnikiem został mec. Piotr Zemła – postać kojarzona z brutalnymi zmianami w mediach publicznych na zlecenie obecnej władzy. 

Reklama

- No i jak tu nie myśleć, że oni mają błogosławieństwo z góry? - pyta retorycznie cytowany podoficer.

Pytany kim są "oni" mówi, że chodzi o ludzi kierujących całym zorganizowanym procederem organizującym i wspierającym przemyt ludzi. Jego zdaniem korzystają z pomocy aktywistów, z  których znacząca część pełni rolę "pożytecznych idiotów". To głównie ludzie z lewicujących organizacji pomocowych, którzy państwo, granicę i mundurowych uważają za wrogów w "niesieniu pomocy". Dodaje, że on i wielu jego kolegów są przekonani, że mają oni wsparcie części polityków z partii obecnie rządzącej koalicji i że za tym procederem są ogromne pieniądze. 

Reklama

Mecenas Zemła, którego Polska poznała bliżej, kiedy z namaszczenia byłego ministra kultury (obecnie europarlamentarzysty) Bartłomiej Sienkiewicza z Koalicji Obywatelskiej działa w imieniu Syryjczyka. Domaga się od bezpośrednio od podporucznika Adama Ł. 50 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Pieniądze mają pochodzić wprost z kieszeni żołnierza, który w listopadowy poranek wyszedł do lasu, by bronić nas wszystkich. To sytuacja bez precedensu: agresor finansowo niszczy obrońcę, mając u boku wpływowego prawnika i przychylność organów ścigania, które z rygoryzmem godnym lepszej sprawy ścigają „nieostrożność” mundurowego.

"Piątka z Hajnówki" i nagła łaska prokuratury

Teza o "błogosławieństwie od góry" i poparciu płynącym od rządzących potwierdza inna sprawa. Gdy polski żołnierz szukał środków na adwokata, w Białymstoku rozegrał się końcowy akt innego sądowego dramatu. Chodzi o sprawę tzw. „Piątki z Hajnówki”. Chodzi o grupę aktywistów, którzy w marcu 2022 roku zostali zatrzymani na gorącym uczynku, gdy przewozili nielegalnych migrantów w głąb kraju. Śledztwo trwało dwa lata, zarzuty były jasne: ułatwianie niezgodnego z prawem pobytu w celu osiągnięcia korzyści osobistej (którą według prokuratury był sukces samej operacji przerzutu). 

Reklama

Prokurator prowadząca sprawa została w lewicowych mediach odczłowieczona, a w mediach społecznościowych popłynęła w jej stronę fala hejtu. Sąd Rejonowy w Hajnówce we wrześniu 2025 roku uniewinnił całą grupę. Sędzia Adam Rodakowski uznał, że pomoc migrantom w lesie nie jest przestępstwem, jeśli pomagający nie czerpie z tego zysku majątkowego. Prokuratura początkowo złożyła apelację, domagając się kar więzienia. I wtedy do gry wszedł Prokurator Generalny Waldemar Żurek.

"Oni" czyli Żurek wycofuje apelację

Decyzja Waldemara Żurka o wycofaniu apelacji wobec aktywistów z Hajnówki to sygnał wysłany do wszystkich, którzy polską granicę traktują jak płot na pastwisku. Prokurator Generalny osobiście uznał wyrok uniewinniający za „słuszny co do istoty”. Tym samym sprawa została zamknięta, a aktywiści, którzy organizowali logistykę dla nielegalnej migracji, stali się w świetle prawa niemal bohaterami.

Reklama

Rzeczniczka Prokuratury Generalnej, prokurator Anna Adamiak, tłumaczyła, że analiza wykazała brak szans na sukces apelacji. Rzecz w tym, że ten pogląd wcale nie jest taki oczywisty, a np. prawnicy z Ordo Iuris (adwokaci i radcowie prawni) twierdzą, że sąd popełnił błąd, bo interpretacja przepisów prawa w tym duchu jest faktycznie legalizacją pomocy dla nielegalnych migrantów.

Problem w tym, że taka postawa prokuratury jest jaskrawym przykładem preferowania jednej grupy społecznej. Podczas gdy wobec żołnierzy stosuje się skrajny rygoryzm i drąży każdy szczegół „nieuprawnionego użycia broni”, wobec aktywistów stosuje się „rozszerzającą wykładnię miłosierdzia”. Wygląda to na polityczny parasol rozpięty nad ludźmi, którzy ideologicznie sprzyjają obecnej linii władzy.

Reklama

Prawomocne uniewinnienie: Czy państwo zachęca naśladowców?

Wycofanie apelacji przez Waldemara Żurka sprawiło, że wyrok uniewinniający aktywistów stał się prawomocny. Skutek? Każdy, kto w 2026 roku zdecyduje się przewozić migrantów przez polskie lasy, może czuć się bezkarny. Wystarczy, że powie: „robię to z dobrego serca, nie biorę za to pieniędzy”. Według logiki Prokuratora Generalnego i sądu w Hajnówce, nie jest to ułatwianie nielegalnego pobytu.

- Czyli każdy, kto robi to dla kasy też z tego skorzysta. Jak? Wystarczy, że starannie ukryje, że w sprawie były jakieś pieniądze - mówi cytowany strażnik. 

Reklama

Zwraca też uwagę, że to niebezpieczny precedens, który uderza w fundamenty bezpieczeństwa państwa. Bo skoro prokuratura rezygnuje z walki o skazanie osób jawnie współpracujących z „klientami” Łukaszenki, to jakich argumentów mają używać dowódcy na granicy, by motywować swoich żołnierzy? To jawne podkopywanie morale służb mundurowych.

- Mają nas za idiotów, którzy nie widzą co się dzieje? Tu prawie wszyscy skończyli studia wyższe. Wśród nas nie ma głupków. Widzimy kogo chroni władza - mówi z goryczą mój rozmówca.

Reklama

Czy Polska jest jeszcze poważnym państwem?

Zestawienie tych dwóch spraw prowadzi do gorzkiego wniosku, który sformułował polityk Konfederacji Marcin Możdżonek:

„Nie jesteśmy poważnym państwem”.

Wtórował mu Sebastian Łukaszewicz, poseł Prawa i Sprawiedliwości, który decyzje Żurka w tej sprawie określił mianem "skandalu i grandy". Jeśli żołnierz broniący granicy jest ścigany jak przestępca za nieszczęśliwy wypadek, a ludzie pomagający w nielegalnym przekraczaniu tejże granicy dostają prawomocne uniewinnienie przy wsparciu najwyższych rangą prokuratorów, to system wartości został wywrócony do góry nogami.

Reklama

Profil w mediach społecznościowych (X, Facebook) "Służby w akcji" opisuje zdarzenie i pisze:

"Żołnierz, który ryzykował życie, by chronić granicę Polski, stoi na ławie oskarżonych. Ten, który granicę nielegalnie przekroczył – dostaje ochronę, adwokata i roszczenia finansowe. Czy to jest sprawiedliwość?"

Trudno nie zgodzić się z tym wpisem z profilu. Mamy do czynienia z sytuacją, w której rygoryzm prawny służy do dyscyplinowania obrońców, a elastyczność prawna do nagradzania ideologicznych sojuszników. Podlaskie drogi i lasy stały się świadkami niesprawiedliwości, która może nas wszystkich słono kosztować. Gdy zabraknie żołnierzy gotowych ryzykować życie (i procesy), zostaną nam tylko aktywiści z prawomocnym wyrokiem „wolne” i darmowy azyl dla każdego, kto zdoła oszukać system.

A co Wy sądzicie o tej sprawie? 

Przemysław Sarosiek 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/04/2026 13:02
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ddb24.pl




Reklama