Reklama

Katastrofa ekologiczna przy Galerii Biała. Prezydencie Truskolaski - ratuj ryby! (WIDEO)

To pierwsza tak mroźna zima od wielu lat. Zaskoczyła nie tylko drogowców, ale także ludzi odpowiedzialnych za ekologię, stawy i zwierzęta. Podczas gdy białostoczanie cieszyli się mroźną zimą, pod grubą na pół metra taflą rozegrał się dramat, którego można było uniknąć. „Przyducha zimowa” – termin dobrze znany wędkarzom, a zlekceważony przez urzędników prezydenta Tadeusza Truskolaskiego – zniszczyła wieloletni naturalny ekosystem w samym sercu stolicy Podlasia. Zginęły tysiące ryb w centrum miasta, a strażnicy miejscy chcieli karać mandatem wędkarza próbującego je ratować. Czy będą kolejne takie katastrofy? Jest jeszcze kilka innych miejsc, gdzie trzeba wykuć przeręble więc prezydencie Truskolaski - pora działać! Ratujcie ryby!

Miało być pięknie. Jest tragedia!

To miał być modelowy przykład rewitalizacji miejskich terenów rekreacyjnych. Stawy przy ul. Mickiewicza i Miłosza zostały odnowiony z pompą w 2020 roku, zamiast przyciągać spacerowiczów zapachem świeżości. W jednym z nich - ten bliżej bloków mieszkalnych - została zrewitalizowana nie tylko część dla mieszkańców, ale zmodernizowano i akwen wodny. W drugim stawie - tym bliżej Galerii Biała - od lat zbiornik był brudny, zanieczyszczony i w fatalnym stanie. Ale właśnie w nim przez dziesięciolecia wyrosły wielkie okazy ryb: amurów, szczupaków, linów, karpi, płoci i okoni. Już ich nie ma - wyzdychały wszystkie z powodu przyduchy spowodowanej przez lód na powierzchni. Służby miejskie nie zareagowały tworząc byle jakie przeręble. A kiedy jeden z wędkarzy - Oskar Kraśnicki - chciał sam ratować ryby omal nie został ukarany za to mandatem. Efekt? Tony martwych ryb, katastrofa ekologiczna w stawie. Kiedy przyjdzie odwilż okolice przesiąkną fetorem rozkładających się ryb. Odpowiadają za to władze Białegostoku, które zawaliły sprawę. 

Tysiące martwych ryb w centrum miasta – jak do tego doszło?

Widok, który można pod filarami pomostu przy Galerii Biała jest przerażający. Lód, w tym miejscu wyjątkowo przezroczysty, stał się szklanym sarkofagiem dla setek, jeśli nie tysięcy ryb. Od niewielkich płoci, przez dorodne okonie, aż po potężne szczupaki i karpie – wszystkie uwięzione w bezruchu, z pyskami skierowanymi ku górze w ostatnim, rozpaczliwym poszukiwaniu tlenu. Nie ma ekologów tak rozpaczających jeszcze niedawno nad śmiercią ryb w Odrze, nie ma zwierzęcych aktywistów żądających od miasta reakcji i ratunku dla nielicznych żyjących jeszcze okazów. Nie ma też żadnej informacji o tym, że miasto robi cokolwiek, aby do podobnej tragedii nie doszło na innych wodnych akwenach podległych miastu. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jeden z wiceprezydentów indagowany przez radnego w tej sprawie uśmiechnął się tylko i obojętnie wzruszył ramionami. Źle to wróży dla pozostałych - żyjących jeszcze - ryb. Może ten materiał obudzi obrońców praw zwierząt i ekoaktywistów, którzy aktywizują się tylko, gdy im się to politycznie opłaca. 

Reklama

Przyczyna jest prozaiczna, a jednocześnie tragiczna w skutkach. Gruba warstwa lodu, przykryta dodatkowo śniegiem, odcięła dostęp światła i powietrza do wody. Roślinność zaczęła gnić, zużywając resztki tlenu, a wydzielający się siarkowodór i dwutlenek węgla zamieniły zbiornik w komorę gazową. Choć miasto deklaruje, że wydało 30 tysięcy złotych na wycinanie przerębli, efekt tych prac jest niewidoczny. Ryby padły masowo, a to, co widzimy przy brzegach, to jedynie wierzchołek góry lodowej.

Oskar Kraśnicki: Miasto straciło dorobek wart setek tysięcy złotych

Reklama

Sprawę jako pierwszy nagłośnił Oskar Kraśnicki, wędkarz-amator, który swoimi nagraniami w mediach społecznościowych wyrwał białostoczan z zimowego snu. Kraśnicki nie kryje goryczy, wskazując na niekompetencję służb miejskich.

– Zabrakło tlenu w stawie. Miasto zawiodło. Są przeręble zrobione, ale te przeręble na cały ten staw są nieodpowiednie. Są w złych miejscach, za małe. Robi się je przy brzegach, na głębokości pół metra, a powinny być tam, gdzie jest najgłębiej – punktuje wędkarz. – Staw nie ma naturalnej cyrkulacji, nie ma dopływów, jest zanieczyszczony mułem i śmieciami. Ryba nie miała dokąd uciec.

Reklama

Kraśnicki podkreśla, że straty są nie tylko przyrodnicze, ale i finansowe. – W tym stawie osobiście łowiłem szczupaki, ogromne płocie i karpie. Taki karp ważący 20 kg może kosztować 8-10 tysięcy złotych. Miasto straciło dorobek o wartości kilkuset tysięcy złotych w samych rybach. Populacja została zniszczona w 80-90 procentach. Według niego jedynym gatunkiem, który może przetrwać tę katastrofę, jest sum – ryba niezwykle odporna na brak tlenu, która „przeżyje w każdych warunkach”.

Śmieci, muł i brak wyobraźni. Dlaczego ryby nie miały szans?

Analiza sytuacji na stawie przy Miłosza obnaża błędy popełnione nie tylko tej zimy, ale już na etapie utrzymania zbiornika. Staw, choć wizualnie atrakcyjny dla oka laika, jest zbiornikiem „chorym”. Brak regularnego czyszczenia dna z zalegającego mułu i gnijących glonów sprawił, że procesy gnilne przebiegały błyskawicznie. Dodatkowym czynnikiem jest antropopresja – bliskość galerii handlowej i popularność miejsca wśród imprezowiczów skutkuje ogromną ilością śmieci, szklanych butelek i puszek na dnie.

Reklama

– Woda była zanieczyszczona, było czuć niemiły zapach już wcześniej – mówi Oskar Kraśnicki. – Gdyby nie mój film, pewnie dowiedzielibyśmy się o tym wiosną, gdy smród rozkładających się ryb stałby się nie do zniesienia. Wtedy szukalibyśmy winnych zanieczyszczenia, a winny jest brak natleniania.

Kuriozalna jest również reakcja służb mundurowych. Kraśnicki wspomina, jak został ściągnięty z lodu przez Straż Miejską, gdy próbował własnoręcznie robić przeręble.

– Pani strażniczka prosiła o kartę wędkarską na zbiorniku, który pod PZW nawet nie podlega. Stróżowali, żeby nikt nie wszedł na lód, ale nikt nie pilnował, czy zwierzęta pod nim mają czym oddychać.

Reklama

Urzędniczy optymizm kontra twarda rzeczywistość

Ratusz, rękami rzeczniczki Urszuli Boublej, broni swoich działań. 30 przerębli, regularne skuwanie lodu, przenoszenie części ryb – to oficjalna wersja. Jednak dla każdego, kto widzi tysiące martwych ryb uwięzionych w lodzie, te argumenty brzmią jak ponury żart. 30 przerębli na tak duży zbiornik to jak próba ratowania człowieka w zadymionym pokoju za pomocą słomki do napojów. Pytanie dlaczego skoro jest tak dobrze ryby zginęły zostaje bez odpowiedzi. Jak widać w obronie stanowisk swoich urzędników można powiedzieć dowolną bzdurę. 

Wędkarze i ekolodzy są zgodni: w tak głębokich i zamulonych stawach konieczne jest zastosowanie pomp napowietrzających i profesjonalnego sprzętu, a nie tylko siekiery. Koszt 30 tysięcy złotych, o którym wspomina miasto, przy skali zniszczeń wydaje się kwotą śmiesznie małą, zwłaszcza w zestawieniu z wartością padłych okazów. To klasyczny przykład oszczędności, która generuje gigantyczne straty wizerunkowe i ekologiczne.

Reklama

Ostatni dzwonek dla innych zbiorników. Ratujcie ryby!

Sytuacja na stawie przy Galerii Biała to diagnoza szerszego problemu. Mamy do czynienia z „kompletną bezmyślnością” służb miejskich. Porównania do katastrofy na Odrze nie są tu na wyrost – choć skala geograficzna jest inna, mechanizm zaniechania jest identyczny. Kiedy kilka lat temu na Odrze doszło do katastrofy, wszyscy rwali włosy z głowy. Dzisiaj w centrum Białegostoku, przy kompletnej bezmyślności, zdechły tysiące ryb. 

To podsumowanie jest jednocześnie brutalną oceną pracy magistratu. Miasto wysłało inspektorów, by sprawdzili zanieczyszczenie wody, zamiast podjąć realne kroki ratunkowe, gdy był jeszcze na to czas. Teraz jedyne, co pozostaje, to wyciągnięcie wniosków, zanim tragedia powtórzy się na innych zbiornikach. Stawy na Marczuku czy stawy dojlidzkie również są zagrożone przyduchą. Apel do prezydenta Tadeusza Truskolaskiego jest jednoznaczny: zmobilizujcie służby, zanim lód zabije życie w pozostałych białostockich akwenach. Wiosną, kiedy lód puści, czeka nas wielkie sprzątanie padliny. To jednak nie przywróci życia karpiom i szczupakom, które rosły tu przez lata. Trzeba działać teraz, na innych zbiornikach, by za kilka tygodni „rybi armagedon” nie stał się wizytówką całego Białegostoku.

Reklama

Przemysław Sarosiek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/02/2026 14:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama