Reklama

Przyroda nad Biebrzą płonęła, winnych brak. Kolejne umorzenie śledztwa (WIDEO)

Ta wiadomość wywoła złość u osób, które pamiętają dramatyczne pożary z 2020 i 2025 roku na biebrzańskich bagnach. Prokuratura Rejonowa w Augustowie oficjalnie umorzyła śledztwo w sprawie ubiegłorocznego pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym (BPN). Choć ogień strawił blisko 200 hektarów bezcennych przyrodniczo terenów, a walka z żywiołem trwała kilkanaście dni, śledczym ponownie nie udało się wskazać osób odpowiedzialnych za tę tragedię. Podobnie rzecz się miała z jeszcze większym pożarem - 2020 roku. Wtedy również sprawcy pozostali nieznani.

11 dni walki i 185 hektarów popiołu

Dramat rozegrał się w kwietniu 2025 roku na styku powiatów augustowskiego i monieckiego. Ogień pojawił się 20 kwietnia w okolicach miejscowości Kopytkowo, szybko rozprzestrzeniając się po trudno dostępnych, bagiennych terenach. To, co nastąpiło później, było jedną z najtrudniejszych akcji gaśniczych ostatnich lat.

W walkę z ogniem zaangażowanych było około 500 osób – strażaków zawodowych, druhów z OSP, pracowników parku oraz żołnierzy. Teren działań objął łącznie 450 hektarów, z czego aż 185 hektarów prawnie chronionego obszaru spłonęło doszczętnie. Specyfika Biebrzy – rozległe torfowiska i brak dojazdu dla ciężkiego sprzętu – sprawiła, że wiele miejsc było niedostępnych dla patroli pieszych, co drastycznie utrudniało akcję. Dopiero po 11 dniach morderczego wysiłku udało się ostatecznie stłumić płomienie. 

Reklama

Śledztwo umorzone: Sprawca pozostaje nieuchwytny

Mimo zaangażowania policji, prokuratury oraz powołania biegłych z zakresu pożarnictwa, grudzień 2025 roku przyniósł rozczarowujący finał postępowania. Sebastian Piekarski, prokurator rejonowy w Augustowie, poinformował o umorzeniu sprawy z powodu niewykrycia sprawcy.

Szeroko zakrojone działania policji i prokuratury niestety nie doprowadziły do ustalenia, kto mógł stać za podpaleniami – przekazał prokurator.

Śledczy podkreślają, że zrobiono dużo: analizowano nagrania, przesłuchiwano świadków i sprawdzano logowania telefonów w rejonie pożaru. Jednak w tak rozległym i dzikim terenie, jakim jest Biebrzański Park Narodowy, udowodnienie komuś celowego podpalenia okazało się zadaniem ponad siły organów ścigania. Prokuratura zaznacza jednak, że umorzenie nie oznacza całkowitego zapomnienia o sprawie. Jeśli pojawią się nowe dowody lub zeznania, postępowanie może zostać wznowione w każdym momencie. Na ten moment jednak akta trafiają na półkę. 

Reklama

Gorzki scenariusz się powtarza. Biebrza jest bezbronna?

Dla Biebrzańskiego Parku Narodowego to bolesne déjà vu. Podobny scenariusz przerabialiśmy już po gigantycznym pożarze z 2020 roku, kiedy to spłonęło ponad 5 tysięcy hektarów parku. Wówczas również, mimo nagrody finansowej i ogólnopolskiego zainteresowania, śledztwo zakończyło się fiaskiem. Sytuacja z 2025 roku jest niemal kalką tamtych wydarzeń – znów mamy ogromne straty w świecie roślinnym i zwierzęcym, zniszczone lęgowiska ptaków i gigantyczne koszty akcji ratunkowej, za które nikt nie poniesie odpowiedzialności.

Niestety, brak wykrywalności sprawców rozzuchwala kolejnych podpalaczy. Biebrza, ze swoimi suchymi po zimie trzcinowiskami, jest dla nich łatwym celem. Straty przyrodnicze są niepoliczalne – zniszczenie unikalnej flory i śmierć zwierząt, które nie zdążyły uciec przed ogniem, to rana, która na ciele parku będzie goić się latami. Bez skutecznego systemu monitoringu lub przełomu w metodach śledczych, największy park narodowy w Polsce pozostaje zakładnikiem bezkarnych podpalaczy. 

Reklama

Rzecz w tym, że podczas działań na rzecz ekologii wielu zielonych aktywistów woli przyklejać się do dróg, organizować eko-terroryzm, na demonstracjach żądać budowy kolejnych wiatraków i zakazywać wycinki drzew. Ich poczynania powtarzają ministrowie, którzy zakazują łowiectwa, wprowadzają zwariowane rygorystyczne moratoria w lasach czy też nawołują do zaprzestania transportu rzecznego. Ale pomysł monitorowania szczególnie cennych przyrodniczo obszarów umyka ich uwadze w pogoni za medialnym wyścigiem, który z nich powie coś bardziej idiotycznego w zakresie ekologii. Może zamiast kupna kolejnych jachtów, ekspresów do kawy z KPO warto było wydać te środki na ochronę parków narodowych zagrożonych pożarami i podpaleniami. 

Przemysław Sarosiek

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama