To smutny dzień dla polskiej kultury i mieszkańców stolicy Podlasia. 8 lutego, w wieku 86 lat, zmarł Edward Linde-Lubaszenko – wybitny aktor, reżyser i jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci polskiego kina. Choć jego kariera rozkwitała na największych scenach kraju, artysta nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach – urodził się bowiem właśnie tutaj, w Białymstoku. Znany z wielkich ról nie tylko w polskich komediach. Kultowy Krzysztof Jarzyna ze Szczecina czyli Szef Wszystkich Szefów z "Poranku Kojota".
Informację o śmierci aktora przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych jego syn, Olaf Lubaszenko. Krótkie, ale wymowne „Żegnaj, Tato”, opatrzone czarno-białą fotografią, wywołało lawinę kondolencji od kolegów z branży oraz tysięcy widzów, którzy cenili go za ekranową klasę, inteligencję i niepodrabialny głos.
Edward Linde-Lubaszenko przyszedł na świat 23 sierpnia 1939 roku w Białymstoku, zaledwie kilka dni przed wybuchem II wojny światowej. Choć losy rzuciły go później do Wrocławia i Krakowa, to właśnie białostockie podwórka były pierwszym tłem jego dzieciństwa. Co ciekawe, młody Edward wcale nie marzył o blasku jupiterów – początkowo planował studia medyczne. Fascynacja teatrem okazała się jednak silniejsza. Po zdaniu eksternistycznego egzaminu aktorskiego i studiach reżyserskich w Krakowie, stał się jednym z filarów polskiej sceny, udowadniając, że chłopak z Białegostoku może podbić najważniejsze teatry w kraju.
Popularność zyskał dzięki roli doktora Bognara w serialu „Układ krążenia”, ale prawdziwą nieśmiertelność dały mu występy w filmach Władysława Pasikowskiego oraz produkcjach syna, Olafa. Wszyscy pamiętamy go z „Psów” czy „Sztosu”, jednak to rola Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina w „Poranku kojota” stała się fenomenem popkulturowym. Postać „szefa wszystkich szefów” była tak kultowa, że doczekała się nawet własnego pomnika.
Linde-Lubaszenko był artystą wielokrotnie odznaczanym – w tym Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Prywatnie był głową aktorskiego rodu, ojcem Olafa i Beaty Chyczewskiej. Jego odejście to koniec pewnej epoki w polskim kinie, w którym elegancja spotykała się z dystansem i poczuciem humoru.
Białystok żegna swojego wybitnego syna. Jego role i charakterystyczny niski głos pozostaną z nami na zawsze.
AR
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze