To nie była porażka - to była klęska Żubrów. Białostoczanie podejmowali u siebie wyżej notowaną PGE Spójnią Stargard i przegrali różnicą 35 punktów. Ekipa trenera Kamila Piechuckiego w tym meczu tylko przez chwilę prowadzili: na początku, gdy 2 punkty rzucił Samajae Haynes-Jones i potem gdy trójkę zaliczył Myles Douglas (8:5). Potem na parkiecie rządzili goście, a w końcówce meczu wręcz dominowali. A białostoczanie? Nie wytrzymali presji, a już w sobotę zagrają kolejny raz o życie z Kotwicą Kołobrzeg. Ten rywal w tabeli jest niewiele wyżej od białostoczan i przegrana nad morzem oznaczać będzie znaczące zmniejszenie i tak nie dużych szans na utrzymanie się w I lidze.
Ten mecz kolejny raz pokazał, że białostoczanom brakuje centymetrów i warunków fizycznych. Nie siedziały im rzuty, a zdaniem trenera Kamila Piechuckiego powodem byli wyżsi i silniejsi rywale pod koszem. Żubry w sobotni wieczór mieli naprawdę kiepską skuteczność: 30 procent rzutów z gry przy 58 procentach trafień rywali to najlepszy obraz. Kiedy gospodarze już nawet mieli pozycje do rzutów to mentalnie nie potrafili dźwignąć przewagi rywali i... pudłowali. Tak było kiedy sam na sam z koszem marnował niezawodny zazwyczaj Haynes-Jones i Myles Douglas. Nie radził sobie też w takich sytuacjach Karol Kutta, który dodatkowo jeszcze zaliczył 4 straty podczas dwunastu minut gry. Strat białostoczanie zresztą zaliczyli rekordowo dużo: było ich aż 14 przy 9 rywali. Pudło spod kosza zaliczał i Mateusz Itrich.
- Mieliśmy plan na ten mecz i nie zrealizowaliśmy go. Zawiedliśmy zwłaszcza w końcówce trzeciej kwarty. A było nim wyeliminowanie strzelców Spójni. Z sześciu udało się nam wyłączyć tylko jednego. Reszta rzucała nam punkty - mówił po meczu Bartosz Proczek.
Reklama
Pierwsze cztery minuty to wyrównana walka (do stanu 10:10). Niestety, potem goście zaliczyli pierwszy "run" odskakując na 10 oczek (10:20). Białostoczanie zerwali się do ataku: sześć oczek trafił Łukasz Klawa, ale końcówka to kontrola gości, którzy zakończyli kwartę prowadzeniem 27:20.
W drugiej kwarcie przyjezdni na samym początku odjechali na 12 punktów i dość długo utrzymywali kilkunastopunktową przewagę. Przy stanie 24:38 zryw wreszcie zaliczyły Żubry, które dzięki skuteczności Proczka i Douglasa zmniejszyli stratę do 8 oczek (30:38). Z taką stratą też zeszli na przerwę, choć gościom raz jeszcze udało się odskoczyć na 11 punktów, ale zostali doścignięci przez białostoczan.
Druga połowa zaczęła się od pościgu białostoczan, którzy po 4 minutach gry zmniejszyli dystans do 6 oczek (48:54) po trójce Haynesa-Jonesa. Niestety Karolak odpowiedział trójką i zaczął się drugi run Spójni. Goście od stanu 55:64 zaliczyli 14 punktową serię przesądzając losy spotkania. Kiedy trzecia kwarta zakończyła się dwudziestopunktową przewagą przyjezdnych nawet najwięksi optymiści nie wierzyli w to, że losy tego meczu da się jeszcze odwrócić (55:75).
Ostatnią kwartę zaczęły trójki Kikowskiego i Czerlonki, na Żubry odpowiedziały jednym osobistym Klawy. I przewaga Spójni stopniowo rosła: 87:61 po trójce Kikowskiego, 66:95 po lay-upie Gromovsa i 99:66 po trafieniu Raya. Apogeum byłą trójka Kopyckiego (104:66) i 38 oczek przewagi.
Przed meczem pisaliśmy, że to kolejny mecz z serii "o życie" dla Żubrów. Gdyby traktować to dosłownie, to faktycznie Żubry w lidze czeka teraz życie po życiu. Ale pisząc bez złośliwości i ironii: białostoczanie muszą jak najszybciej zapomnieć o tym domowym laniu, bo granie z sąsiadami w tabeli może okazać się decydujące. A punktów z faworytami trzeba będzie szukać wtedy, kiedy będą w stanie stawić czoła rywalom mentalnie.
- Zespół czeka teraz trudna walka i potrzebuje wsparcia. Wierzę, że zawodnicy wymażą z głowy złą energię z tego spotkania i wrócą na treningi z wiarą na treningi i odbudujemy formę. Czeka nas jeszcze wiele meczów. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale przecież wszyscy wiedzą, że drużyna zmaga się nie tylko z silniejszymi rywalami, ale i z innymi problemami - mówił po meczu trener Piechucki, który w ten sposób apelował do kibiców o wsparcie dopingiem.
Reklama
Nie zostaje nic innego jak dołączyć do apelów trenera: Żubrom trzeba pomóc. Walczą z kryzysem formy, mentalnymi problemami po śmierci kolegi i świadomości uciekających szans na utrzymanie. Żaden sportowiec nie chce mieć tego w swoim CV więc trudno podejrzewać ich o brak motywacji. Dlatego warto im dać kredyt zaufania, w końcu Białystok czekał na pierwszoligową koszykówkę przez długie lata.
Żubry Abakus Okna Białystok - PGE Spójnia Stargard 69:104 (20:27, 20:21, 15:27, 14:29)
Sędziowali: Adrian Szczotka, Marcin Ławnik, Marek Ulewiński.
Żubry: Samajae Haynes-Jones 13, Cezary Karpik 8, Myles Douglas 13, Krystian Tyszka 12, Witalij Kowalenko 0, Benjamin Didier-Urbaniak 0, Karol Kutta 1, Dawid Jakubiec 0, Łukasz Klawa 11, Mateusz Itrich 10, Rafał Szpakowski 0, Bartosz Proczek 1.
Spójnia: Ilja Gromovs 9, Jarosław Mokros 8, Wojciech Czerlonko 15, Jalen Ray 10, Szymon Szmit 15, Wiktor Rajewicz 8, Paweł Kopycki 3, Jakub Karolak 17, Paweł Kikowski 19, Aleksander Jęch 0.
Program 24 kolejki: Decka Pelpin - Solvera Sokół Łańcut 83:69, GKS Tychy - Novimex Polonia 1912 Leszno 96:88, SKS Fulimpex Starogard Gdański - Polonia Warszawa 86:99, Miner Katowice - KSK Qemetica Noteć Inowrocław 57:69, Weegree AZS Politechnika Opolska - ŁKS Coolpack Łódź 94:104. Mecze Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz - Kotwica Port Morski Kołobrzeg 15 lutego, OPTeam Energia Polska Resovia Rzeszów - WKK Active Hotel Wrocław 11 marca.

Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze