PKO BP Ekstraklasa nie zwalnia tempa, a 28. kolejka już na początku przynosi jedno z najbardziej elektryzujących starć w tej części kraju. Już w piątek, 10 kwietnia o godzinie 20.30, oczy kibiców z dwóch województw: świętokrzyskiego i podlaskiego zwrócą się w stronę Kielc. Nadchodzące żółto-czerwone derby to nie tylko prestiżowa walka o prymat w barwach, ale przede wszystkim pojedynek dwóch drużyn znajdujących się na zupełnie innych biegunach tabeli. Dla obu to starcie ogromnie ważne i obie ekipy potrzebują desperacko punktów i przełamania.
Obie drużyny, które w piątek będą potykały się na Exbud Arenie borykają się z własnymi demonami formy. Korona Kielce, walcząca o oddech nad strefą spadkową, podejmie Jagiellonię Białystok, która wciąż marzy o tytule mistrzowskim, choć jej ostatnie wyniki mocno nadwyrężyły zaufanie fanów. Dla obu zwycięstwo jest w tym meczu obowiązkiem. Ale wygrać może tylko jedna z nich.
Atmosfera przed piątkowym spotkaniem w Kielcach jest więc gęsta od oczekiwań. Spotkania Korony z Jagiellonią budzi dodatkowe emocje. Po pierwsze ze względu na identyczne barwy klubowe. Jagiellonia nosi z dumą żółto-czerwone kolory, a barwy gospodarzy to krwisto-złote. Są więc łudząco podobne i to pierwszy smaczek tego meczu.
Poza tym dla gospodarzy to mecz o być albo nie być w bezpiecznej strefie. Z przewagą zaledwie trzech punktów nad otwierającą strefę spadkową Arką Gdynia, podopieczni Jacka Zielińskiego nie mogą pozwolić sobie na kolejną wpadkę. Z kolei Jagiellonia przyjeżdża do Kielc z jasnym celem: powrotem na zwycięską ścieżkę. Choć Duma Podlasia zajmuje fotel wicelidera i traci do prowadzącego Lecha Poznań tylko trzy oczka, to jej ostatnia dyspozycja przypomina jazdę kolejką górską. Bezpośrednie starcie z liderem w poprzedniej kolejce zakończyło się bezbramkowym remisem. Część kibiców Jagi remis w Białymstoku odebrała jako nie wykorzystaną szansę na zrównanie się punktami z „Kolejorzem”. Piątkowy wieczór ma być dla gości przełamaniem i sygnałem, że walka o mistrzostwo wciąż trwa.
Forma Korony Kielce w 2026 roku to prawdziwa zagadka dla analityków. Cztery zwycięstwa i pięć porażek w dziewięciu meczach to bilans ekipy, która potrafi zachwycić, by tydzień później rozczarować swoich sympatyków. Klątwa braku dwóch kolejnych ligowych zwycięstw ciągnie się za kielczanami od października 2025 roku i nic nie wskazuje na to, by łatwo było ją przełamać. Szansa była blisko w poprzedniej serii gier, jednak lany poniedziałek okazał się dla Korony wyjątkowo bolesny. Porażka 2:4 z Lechią Gdańsk była wynikiem splotu nieszczęśliwych zdarzeń, z których kluczowym była czerwona kartka dla Konstantinosa Sotiriou już w 27 minucie meczu.
Mimo to, na Exbud Arenie panuje umiarkowany optymizm. Korona wygrała dwa ostatnie mecze domowe, prezentując w nich ofensywny, bezkompromisowy futbol. Co ciekawe, kielczanie wyspecjalizowali się w mocnych otwarciach – cztery z pięciu bramek w tych spotkaniach zdobyli jeszcze przed przerwą. Najpotężniejszą bronią Jacka Zielińskiego pozostają jednak stałe fragmenty gry. Statystyki są nieubłagane: aż 18 z 35 goli zdobytych w tym sezonie (czyli aż 51%!) padło po rzutach wolnych, rożnych czy karnych. Jeśli Jagiellonia chce wywieźć z Kielc punkty, musi przede wszystkim wyeliminować błędy w obrębie własnej szesnastki.
W Białymstoku, mimo wysokiej pozycji w tabeli, nastroje są dalekie od euforycznych. Jagiellonia w ostatnich ośmiu spotkaniach ligowych zdołała wygrać zaledwie raz. Cztery remisy i trzy porażki to bilans, który bardziej przystoi drużynie ze środka stawki niż kandydatowi do korony. Po serii czterech meczów przed własną publicznością, ekipa Adriana Siemieńca wyrusza na wyjazd, co ostatnio nie zwiastuje niczego dobrej. W dwóch ostatnich delegacjach białostoczanie nie potrafili ani razu pokonać bramkarza rywali. Nastroje wśród fanów żółto-czerwonych poprawiła wieść o przedłużeniu kontraktu przez Adriana Siemieńca. Kontrakt szkoleniowca miał wygasać z końcem czerwca 2026, a według nowych ustaleń potrwa przynajmniej jeszcze rok.
Problem Dumy Podlasia leży również w psychice i utrzymywaniu koncentracji. W bieżących rozgrywkach Jagiellonia już siedmiokrotnie obejmowała prowadzenie w meczach wyjazdowych, a mimo to wygrała tylko trzy z tych spotkań. Trzy remisy i jedna porażka po wcześniejszym strzeleniu gola pokazują, że zespół ma problem z „domykaniem” meczów poza własnym stadionem. Czy w Kielcach uda się uniknąć starych błędów? Trener Siemieniec, który niedawno przedłużył kontrakt do 2027 roku, wierzy, że stabilizacja na ławce trenerskiej przełoży się na spokój na boisku.
Personalnie oba zespoły przystąpią do meczu z istotnymi ubytkami. W ekipie Korony największą stratą jest absencja Konstantinosa Sotiriou. Cypryjczyk, który jest nie tylko filarem defensywy, ale i (co rzadkie u obrońców) jednym z najlepszych asystentów zespołu, musi pauzować za czerwoną kartkę. Pod jego nieobecność ciężar odpowiedzialności spadnie na barki ofensywy, a tu prym wiedzie Dawid Błanik. Pomocnik jest w doskonałej dyspozycji – w dwóch ostatnich kolejkach miał bezpośredni udział przy trzech z pięciu goli Korony.
W obozie gości wzrok wszystkich skierowany jest na Jesusa Imaza. Hiszpan to prawdziwy „kat” Korony Kielce. W swojej bogatej karierze w Ekstraklasie żadnemu innemu rywalowi nie strzelił tylu bramek, co właśnie złocisto-krwistym – ma ich na koncie już dziewięć.
Jagiellonia jedzie w najsilniejszym składzie, choć kontuzji nie brakuje. Do Kielc nie przyjadą Kamil Jóźwiak, Leon Flach oraz Dusan Stojinović. Pod znakiem zapytania stanął też występ Dimitrisa Rallisa, który w tygodniu trenował indywidualnie. Do zdrowia powrócił już Taras Romanczuk, a żaden z podstawowych zawodników nie narzekał na zdrowie przed wyjazdem Kielc.
Starcie w Kielcach to także pojedynek trenerskich pokoleń. Na jednej ławce zasiądzie 65-letni Jacek Zieliński – wyjadacz ekstraklasowych boisk, mistrz Polski z Lechem Poznań, człowiek, który w Koronie pracował już ćwierć wieku temu, gdy klub był w zupełnie innym miejscu. Zieliński tchnął w kielecki zespół pragmatyzm, ale i pazur, który pozwala im punktować z wyżej notowanymi rywalami. Pod jego wodzą Korona punktuje na poziomie 1,38 pkt na mecz, co przy obecnym układzie sił daje nadzieję na spokojne utrzymanie.
Po drugiej stronie stanie Adrian Siemieniec, jeden z najzdolniejszych trenerów młodej generacji, który mimo słabszej serii wyników, wciąż cieszy się ogromnym kredytem zaufania w Białymstoku - zarówno u szefów jak i u kibiców. Siemieniec stara się grać futbol efektowny i dominujący, co w rundzie jesiennej przyniosło zwycięstwo 3:1 nad Koroną. Wtedy bohaterem był Sergio Lozano, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Czy teraz młodszy ze szkoleniowców znów znajdzie sposób na doświadczonego ligowca?
Pojedynek 28. kolejki poprowadzi arbiter z Łodzi, Paweł Malec. 41-latek będzie miał do pomocy Macieja Majewskiego i Łukasza Sierchę. Za techniczne aspekty przy linii bocznej odpowiadać będzie Sebastian Krasny, natomiast w wozie VAR zasiądą uznane firmy: Tomasz Musiał oraz Piotr Rzucidło.
Dla fanów, którzy nie zjawią się osobiście na Exbud Arenie, transmisję przeprowadzi stacja Canal+ Sport 3. Pierwszy gwizdek o 20:30.
Bukmacherzy i eksperci są podzieleni – z jednej strony siła rażenia Jagiellonii i instynkt Imaza, z drugiej domowa twierdza Korony i jej zabójcze stałe fragmenty gry. Historia ostatnich siedmiu spotkań pokazuje, że w tej parze aż sześciokrotnie wygrywali gospodarze. Czy ta tradycja zostanie podtrzymana, czy może Jagiellonia przełamie wyjazdową niemoc i ucieknie liderowi z Poznania? Odpowiedź poznamy już w piątkowy wieczór.


Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze