Bramek nie było, ale ogromny ładunek emocji – jak najbardziej. To chyba najtrafniejszy skrót do sobotniego spotkania 21. kolejki PKO BP Ekstraklasy pomiędzy Cracovią a Jagiellonią Białystok. Choć kibice obu drużyn liczyli na strzeleckie popisy, ostatecznie musieli zadowolić się podziałem punktów (dotąd spotkania między tymi zespołami obfitowały w gole). A po meczu trenerzy Adrian Siemieniec i Luca Elsner szczegółowo przeanalizowali przebieg widowiska, które dla każdego z nich miało zupełnie inny odcień. Obaj podkreślali jednak, że szanują punkt zdobyty z wymagającym rywalem.
Dla Jagiellonii wyjazd do Krakowa był dużym wyzwaniem głównie z powodu braku pauzującego za kartki Jesusa Imaza. Z kolei „Pasy” chciały udowodnić, że ich domowy stadion pozostaje twierdzą nie do zdobycia dla ligowej czołówki.
Trener Adrian Siemieniec, mimo bezbramkowego rezultatu, nie krył, że jego zespół zrealizował wiele założeń taktycznych. Jagiellonia przez długie fragmenty spotkania dominowała, narzucając swój styl gry, oparty na cierpliwej wymianie podań i wysokim pressingu. Opiekun żółto-czerwonych podszedł jednak do wyniku z dużą pokorą, zauważając, że końcówka meczu mogła równie dobrze przynieść porażkę.
To był trudny mecz. Mecz, który miał swoje momenty. Przewagi, ale bardziej związanej z zagrożeniem. Nie patrząc za bardzo na statystyki, dużo nam funkcjonowało, mieliśmy dużo kontroli z piłką, nieźle funkcjonował nam pressing. Ale nie wykorzystaliśmy sytuacji, które sobie stworzyliśmy w polu karnym. Brakowało nam po prostu gola do dobrej gry i meczu. Tak w piłce jest, że jak nie wykorzystasz swoich momentów, to potem przeciwnik dochodzi do głosu. Faktycznie końcówka taka była, więcej zagrożenia stworzyła Cracovia, był słupek, więc myślę, że biorąc pod uwagę cały mecz, gdyby nie ta końcówka, czułbym niedosyt, ale graliśmy z dobrym rywalem na trudnym terenie, dlatego biorąc pod uwagę końcówkę, trzeba ten punkt szanować – ocenił Adrian Siemieniec.
Szkoleniowiec odniósł się również do opinii, jakoby spotkanie było mało atrakcyjne dla oka. Dla Siemieńca brak bramek nie jest równoznaczny z nudą na boisku, zwłaszcza gdy naprzeciw siebie stają dwie drużyny grające z taką intensywnością.
Ciężko powiedzieć, czy najnudniejszy, nie wydawało mi się tak z boku. Jestem daleki od oceniania meczu przez pryzmat wyniku. Nie każde 0:0 jest złe i nie każde 4:4 jest fajne dla trenera. No bo jak ktoś nam strzela cztery bramki, to znaczy, że jakieś błędy popełniliśmy. To był intensywny, dobry, otwarty mecz, oba zespoły chciały grać wysoko i atakować. Nie było tak, że nie stworzyliśmy sobie sytuacji. Po prostu dziś nie zamienialiśmy ich na bramki. Stąd taka opinia, bo to raczej stereotypowe myślenie, że 0:0 to od razu nudny mecz, ale nie miałem takiego odczucia przy linii - oceniał Siemieniec.
Jagiellonia od początku spotkania musiała radzić sobie z naporem gospodarzy, którzy już w pierwszej minucie mogli objąć prowadzenie. Adrian Siemieniec podkreślał, że kluczem do przetrwania tego trudnego okresu było opanowanie emocji i narzucenie własnej jakości piłkarskiej.
Wiedzieliśmy, że początek będzie bardzo intensywny, a Cracovia będzie chciała narzucić swój styl gry przy wsparciu trybun. Będzie narzucać intensywność mentalną, zepchnąć nas pod pole karne. Dlatego tak ważne było zachowanie spokoju, utrzymanie kontroli i pewności siebie. Tak też było. Cracovia w pierwszej akcji stworzyła sytuację z boku pola karnego, ale im dalej w las, ten mecz się zmieniał i przejmowaliśmy kontrolę. Im dłużej trwała pierwsza połowa, tym lepiej wyglądaliśmy. To było bardzo dobre nasze 45 minut, podobnie jak początek drugiej połowy. Do momentu, gdy mecz stał się graniem od jednego pola karnego do drugiego, trochę to przypominało pojedynek bokserski bez gardy i mogło to się zakończyć bramką w którąś stronę - twierdził trener Jagi.
Strategia Jagiellonii polegała na tym, by nie pozwolić krakowianom rozwinąć skrzydeł dzięki niesionemu przez nich entuzjazmowi trybun.
Mamy po punkcie, obie drużyny się wybroniły. Jeśli chodzi o nasz plan, chcieliśmy wyciszyć emocje na początku naszymi działaniami z piłką i sprowadzić ten mecz do jakości, taktyki, powtarzalności, co w pierwszej połowie to nam się udawało. Jeśli chodzi o nasz plan, chcieliśmy wyciszyć emocje na początku naszymi działaniami z piłką i sprowadzić ten mecz do jakości, taktyki, powtarzalności, co w pierwszej połowie to nam się udawało - zakończył Siemieniec.
Interesująco brzmiały wypowiedzi trenera Cracovii, Luki Elsnera, który nie szczędził komplementów pod adresem ekipy z Białegostoku. Przyznał on wprost, że Jagiellonia zmusiła jego zespół do rezygnacji z tradycyjnego pressingu na bramkarzu.
– To był nasz plan, bo bramkarz Jagiellonii jest jednym z najlepszych w tej części Europy, jeśli chodzi o podania i dystrybucję piłki. Potrafi w ten sposób złamać pressing przeciwnika. Chcieliśmy dać mu trochę czasu i zmusić do gry przez stoperów. To była dla nas najlepsza strategia, by ograniczyć potencjał Jagiellonii – tłumaczył Elsner.
Szkoleniowiec „Pasów” podkreślał, że gra przeciwko drużynie Siemieńca wymagała ogromnej dyscypliny, ponieważ Jagiellonia jest zespołem „bardzo dobrym w rozegraniu, zdyscyplinowanym i kompaktowym”. Elsner dodał, że przez 75 minut jego zespół cierpiał pod pressingiem gości i dopiero w końcówce, gdy Jagiellonia straciła nieco sił, mecz się otworzył.
Mimo satysfakcji z punktu, nad Adrianem Siemieńcem zawisły czarne chmury w postaci wykluczeń kluczowych obrońców. Vital, Pelmard i Kobayashi nie zagrają w następnym meczu, co z pewnością utrudni zestawienie defensywy. Trener odniósł się do tego dyplomatycznie, zaznaczając, że nie chce publicznie oceniać pracy arbitrów ani zachowania zawodników w sytuacjach stykowych.
Pytany o to, czy starcie z wymagającą Cracovią było dobrym przetarciem przed nadchodzącym meczem z Fiorentiną w Lidze Konferencji, Siemieniec odpowiedział z nadzieją, ale i realizmem:
Wierzę, że tak. Skala trudności będzie dużo większa niż na co dzień. Mimo to, że Fiorentina ma swoje problemy w Lidze, to mowa o czołowej lidze i ogromnej jakości w składzie. Wyzwanie przed nami duże, jak również ekscytujący dwumecz, bo to starcie w fazie pucharowej z poważną firmą i bardzo dobrym przeciwnikiem. Czwartkowy mecz to duże święto w całym Białymstoku, bo kolejna duża firma się u nas pojawi. Wierzę, że będziemy dobrze przygotowani, nastawieni i zagramy na dobrej jakości, a czy to wystarczy, by pokonać Fiorentinę? Nie wiem, ale jeśli chcemy wyjść zwycięsko z dwumeczu, musimy zrobić wszystko, by pojechać do Florencji z dobrym wynikiem z pierwszego meczu - stwierdził szkoleniowiec Dumy Podlasia.
Jagiellonia wraca do Białegostoku z niedosytem, ale i świadomością, że w starciu z tak defensywnie nastawioną Cracovią, każdy punkt ma swoją wagę. Teraz wszystkie siły zostają rzucone na czwartkową batalię w Europie.

Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze