Białostoccy radni Koalicji Obywatelskiej przegłosowali podwyżkę dla prezydenta Tadeusza Truskolaskiego, podnosząc jego pensję do ponad 19,5 tysiąca złotych (plus dodatek za wysługę lat). To w sumie o blisko tysiąc więcej niż dotychczas. Decyzja - choć wzbudziła oburzenie opozycji i działaczy Konfederacji - przeszła. Mieszkańcy mogą czuć się zirytowani. Zwłaszcza że dla nich minimalna pensja godzinowa od przyszłego roku wzrośnie o symboliczne 90 groszy. W tym samym czasie, gdy miasto zadłuża się na potęgę, "sprawny menadżer" - jak określali go radni Koalicji - dostał sowitą premię.
Radni Koalicji Obywatelskiej (KO) bronili podwyżki niczym niepodległości. Przewodniczący klubu KO, Gracjan Eshetu-Gabre, użył argumentu, który przeszedł do historii białostockiej debaty: prezydent 300-tysięcznego miasta zarabia za mało, skoro burmistrzowie i wójtowie okolicznych gmin inkasują już 17-20 tysięcy złotych! Czy to oznacza, że miasto Białystok powinno w końcu zacząć konkurować z Łapami?
Należy wynagradzać sprawnego menadżera prawie 300-tysięcznego miasta - mówił z przekonaniem radny Gracjan Eshetu-Gabre.
Reklama
Ironia polega na tym, że ten sam klub, który tak dba o wynagrodzenie "managera", na poprzedniej sesji podniósł maksymalnie podatek od nieruchomości dla białostoczan i obciął fundusze na kluczowe inwestycje. Radny PiS, Bartosz Stasiak, punktował ten absurd:
Czy chcemy rozgniewać Białostoczan w sytuacji, kiedy od przyszłego roku pensja minimalna wzrośnie o 90 groszy brutto za godzinę? - pytał Stasiak.
Radni KO kontrowali, wyliczając rewitalizację parków i przygotowania do budowy aquaparku (który ciągle jeszcze istnieje tylko w sferze proceduralnych marzeń i planów). A kluczowe inwestycje, jak hala widowiskowo-sportowa czy lotnisko - choć Truskolaski rządzi już 19 lat Białymstokiem - są nadal niezrealizowane.
Decyzja o podwyżce zapadła w atmosferze, którą najlepiej podsumowuje Konfederacja:
Brak samego zainteresowanego podczas tego głosowania był bardzo wymowny.
Prezydent Truskolaski, unikając niewygodnych pytań padających przy dyskusji w tym: o zadłużenie miasta , wizję rozwoju Białegostoku i niezrealizowane inwestycje (jak hala widowiskowo-sportowa) dyskretnie opuścił salę. Nic dziwnego, że aktywiści Konfederacji, krytykując radnych KO, gorzko pytają:
Co z tego, że ci sami radni na poprzedniej sesji zagłosowali za maksymalnym podniesieniem podatku od nieruchomości dla białostoczan oraz obcięli fundusze na istotne inwestycje.
Reklama
Żenujący spektakl opozycji
Oburzenie wywołało także kuriozalne zachowanie części opozycji. Trójka radnych PiS zagłosowała przeciw podwyżce, ale ośmioro radnych PiS wstrzymało się od głosu. Skomentowała to radna PiS, Alicja Biały (zastrzegając, że nie mówi w imieniu klubu) mówiąc radni bez dyskusji przyjęli znaczne podwyżki własnych diet, a teraz toczą wojnę o "tysiąc złotych" dla prezydenta. I co ciekawe... sama Alicja Biały zagłosowała za podwyżką - jako jedyna z PiS-u. To nie pierwszy przypadek, kiedy część radnych PiS chowa głowę w piasek nie głosując za stanowiskiem wyrażanym przez własny klub, a radna Biały głosuje z rządzącą większością popierającą Tadeusza Truskolaskiego.
- Za budowę drogi na swoim osiedlu, gdzie ma swoją nieruchomość poprze prezydenta w każdym głosowaniu - gorzko zauważył jeden z radnych PiS w kuluarach komentując postawę swojej koleżanki, która w prezydium Rady Miasta reprezentuje właśnie tą partię (jako wiceprzewodnicząca).
A mieszkańcy? Upewnili się, że w Białymstoku zawsze jest kasa na prestiżowe podwyżki władz, nawet jeśli brakuje jej na inwestycje, a zarobki w waszych portfelach rosną w tempie żółwim.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze opinie