Tuż pod granicą z Białorusią, po polskiej stronie, w Bobrownikach, powstało niewielkie miasteczko. W nim Białorusini zorganizowali kolejny już protest przeciwko reżimowi Aleksandra Łukaszenki. Domagają się nałożenia większych sankcji, aby jak najszybciej uwolnić więźniów politycznych i doprowadzić do przeprowadzenia wolnych wyborów.
Każdego dnia reżim Aleksandra Łukaszenki aresztuje dziesiątki ludzi i pakuje ich do więzień. Za kratami przebywa bardzo wielu dziennikarzy, a niedawno zamknięty został portal tut.by. Ludziom na miejscu jest coraz trudniej stawiać pokojowy opór i domagać się zmian. Liczą więc na interwencję innych państw, w tym przede wszystkim krajów Unii Europejskiej. Białorusini przebywający w Polsce domagają się nałożenia większych sankcji, bo wierzą, że to pomoże ugiąć się dyktatorowi i zarządzić na Białorusi nowe wybory.
Miasteczko, które powstało w Bobrownikach, zaledwie kilkaset metrów od szlabanów granicznych, apeluje również o otwarcie granic i umożliwienie Białorusinom swobodnego przemieszczania się. Zamknięta granica i brak możliwości wyjazdu do Polski to także brak możliwości podejmowania pracy, studiowania czy przebywania z własną rodziną. Bo faktem jest, że w Polsce pracuje i studiuje wielu Białorusinów, którzy muszą co jakiś czas pojechać z powrotem do swoich domów. Problem jest z ponownym wjazdem do Polski, gdzie muszą zgłosić się do pracy czy na zajęcia. Odrębną sprawą jest rozłączanie rodzin, bo po jednej, jak i po drugiej stronie granicy, mieszka wiele mieszanych rodzin.
- Reżim musi otworzyć granicę dla zwykłych ludzi, bo przecież jest zamknięta od 21 grudnia. Białorusini nie mogą swobodnie wyjeżdżać do Unii Europejskiej i wracać swobodnie do domu. Musi reżim otworzyć granicę, zgodnie z konstytucją Białorusi i inną ustawą – mówił Paweł Łatuszka, działacz opozycji Białoruskiej.
Ale jak wspomnieliśmy, powstałe w Bobrownikach miasteczko, służyć ma zwróceniu uwagi na to co się dzieje zaraz za tym szlabanem, jak i przekazać, że potrzebne są większe sankcje nałożone na reżim Łukaszenki. Skończył się czas na apele i wyrażanie jedynie poparcia dla walczących o wolność, bo potrzebne są konkretne działania. O tym także mówił bardzo wyraźnie Łatuszka w sobotę 5 czerwca.
- Było tyle miesięcy rozmów o konkretnych krokach. Słowa solidarności, wsparcia, one są dla nas bardzo ważne, ale nastał czas, żeby podjęte były konkretne decyzje o wprowadzeniu mocnych efektywnych sankcji w stosunku do reżimu. I wtedy one będą krótkotrwałe i będą skuteczne. Doprowadzą do wyzwolenia więźniów politycznych, zaprzestania represji i doprowadzą do tego, że odbędą się wybory demokratyczne w naszym kraju, na Białorusi – wyjaśniał Paweł Łatuszka.
Jak podkreślał opozycjonista, sankcje nie są celem samym w sobie, ale chodzi w nich o to, żeby reżim przestał zabijać ludzi. Nie chodzi w nich o to, aby wywołać kryzys, ale zablokować możliwości wzbogacania się Łukaszenki na eksporcie, możliwości realizowania przelewów i tym podobnych rzeczy. Paweł Łatuszka dziękował też rządowi polskiemu i premierowi Morawieckiemu za to, że stawia sprawę Białorusi na forum Unii Europejskiej i pomaga uchodźcom.
(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Facebook)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze