Wtorkowy mecz z GKS Katowice nie był spacerkiem, ale nikt w Białymstoku nie spodziewał się, że to będzie łatwy mecz. Jagiellonia Białystok pokonała GKS Katowice 2:1, dopisując do swojego dorobku bezcenne trzy punkty. Po końcowym gwizdku w korytarzach Chorten Areny czuć było ulgę wymieszaną z ogromną dumą. Choć styl momentami ustępował miejsca twardej walce, zawodnicy Dumy Podlasia podkreślali jedno: w tym sezonie nie będzie meczów oddanych „za darmo”. Sprawdziliśmy, co o tym starciu mówili główni aktorzy niedzielnego widowiska.
Wynik 2:1 sugeruje zacięte spotkanie. Tymczasem Jagiellonia przez pierwszą połowę dominowała na boisku. Część drugiej połowy była wyrównana, ale końcówkę białostoczanie mieli nerwową. Katowiczanie pokazali, że potrafią napsuć krwi faworytom. Jednak to żółto-czerwony kolektyw okazał się dojrzalszy. W pomeczowych wypowiedziach zawodników Jagiellonii dominowały wątki wzajemnego zaufania, roli kibiców oraz świadomości, że walka o mistrzostwo to maraton, w którym liczy się każda, nawet wyszarpana w bólach wygrana.
Defensorzy Jagiellonii mieli w II połowie pełne ręce roboty. GKS Katowice postawił na agresywny pressing i fizyczną grę, co momentami zmuszało gospodarzy do gry w defensywie. Kapitan żółto-czerwonych Taras Romanczuk nie krył, że starcia z napastnikami z Katowic zostawiły na nogach sporo śladów.
– Wiedzieliśmy, że GieKSa nie przyjedzie tu po najniższy wymiar kary. To zespół, który biega od pierwszej do ostatniej minuty. Fizycznie kosztowało nas to mnóstwo zdrowia. Momentami musieliśmy cierpieć, szczególnie w końcówce, gdy rywal rzucił wszystko na jedną kartę. Ale właśnie tak hartuje się zespół. Jeśli chcesz być na szczycie, musisz umieć wygrywać mecze, w których piłka nie zawsze „chodzi” tak, jak byś chciał. Dzisiaj pokazaliśmy charakter i to cieszy najbardziej – mówił Taras.
Dużo emocji wzbudziły roszady Adriana Siemieńca dokonane w meczu z Piastem Gliwice. To właśnie te rotacje w składzie stały się tematem numer jeden w mediach społecznościowych. We wtorek zdały jednak egzamin - Adrian Siemieniec sięgnął po pewniaków.
– Dla mnie osobiście to był ważny występ. Trener Siemieniec powtarza nam codziennie, że nie ma podziału na pierwszy i drugi garnitur. Wszyscy jesteśmy częścią tej maszyny. Cieszę się, że mogłem dołożyć swoją cegiełkę do tej wygranej. Dyscyplina taktyczna, o której tyle mówi trener, była dziś kluczem. Kiedy każdy wie, co ma robić, nawet przy zmianach personalnych, nasza gra nie traci na jakości – mówił Romanczuk.
Nie mogło zabraknąć podziękowań dla kibiców. Ponad kilkanaście tysięcy gardeł niosło Jagiellonię w momentach, gdy GKS przycisnął i szukał wyrównania. Piłkarze zgodnie przyznają, że Chorten Arena stała się prawdziwą fortecą, w której rywale czują się nieswojo jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.
– To, co dzieje się na trybunach w Białymstoku, to jest absolutny top. Kiedy w 80. minucie brakuje ci tchu, a słyszysz ten ryk „Jagiellonia!”, nagle w nogach pojawia się dodatkowy litr paliwa. Kibice pomogli nam przetrwać te trudne fragmenty. To zwycięstwo jest tak samo nasze, jak i ich. Chcemy, żeby Słoneczna kojarzyła się każdemu w Polsce z miejscem, gdzie punkty zostają u gospodarzy. Razem z kibicami jesteśmy nie do zatrzymania – mówił z uśmiechem kapitan.
Mimo radości, w wypowiedziach zawodników nie było czuć hurraoptymizmu. Dominował profesjonalizm i świadomość, że sezon 2025/2026 jest jeszcze długi, a najtrudniejsze starcia dopiero nadejdą. Jagiellonia pod wodzą Siemieńca nauczyła się wygrywać i szybko zapominać o sukcesach, by od razu skupić się na kolejnym wyzwaniu.
– Mamy trzy punkty, cieszymy się dzisiaj, ale od jutra analiza i praca. Nie patrzymy w tabelę, patrzymy na najbliższy trening. Naszym sufitem jest tylko nasza własna dyscyplina. Wygrana 2:1 z takim rywalem jak GKS pokazuje, że jesteśmy gotowi na różne scenariusze – zarówno na piękną, techniczną grę, jak i na „brudną” walkę o wynik. Idziemy dalej swoją drogą, z pokorą, ale i wielkim głodem kolejnych zwycięstw – podsumował kapitan drużyny.
A Andy Pelmard dodał:
Po ostatnim gwizdku czułem dumę. Wiedzieliśmy, co musimy dzisiaj zrobić i to zrealizowaliśmy. Ta wygrana z pewnością pomoże nam w budowaniu pewności siebie. Tak jak mówiłem - musimy być powtarzalni. Wiemy, co mamy robić - powiedział stoper Jagi.
Reklama
Po meczu Alex Pozo, który był mocno krytykowany w internetowych komentarzach oraz przez część dziennikarzy nie krył radości, że strzelił gola. Ta bramka to tylko jeden z pozytywnych elementów gry Alexa w tym meczu, który rozegrał świetne spotkanie przeciw katowiczanom. A po meczu wraz z całą ekipą podszedł do trybuny Ultry, gdzie... poprowadził doping! Fani docenili postawę całej drużyny śpiewając i skandując nazwiska kolejnych graczy i Adriana Siemieńca.
- W ostatnim meczu fani okazali mi duże wsparcie i dziękuję im za to. Staram się dawać z siebie wszystko w każdym spotkaniu i mam nadzieję, że przyjdą kolejne gole. To dla mnie również forma podziękowania dla nich, bo dali mi siłę, by walczyć na boisku. Gol był świetną formą odwdzięczenia się - stwierdził wprost Pozo.
Reklama
Duma Podlasia znów pokazała klasę. 2:1 to wynik, który pozwala z optymizmem patrzeć na zbliżające się wyjazdy. Jedno jest pewne: Jagiellonia Adriana Siemieńca to monolit, którego nie da się łatwo skruszyć.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze