Luty 2026 roku nie przyniósł spodziewanego spokoju na wschodniej granicy. Choć mróz chwilowo ostudził zapał grup migranckich do forsowania zapory, reżim w Mińsku zmienił taktykę, przenosząc ciężar wojny hybrydowej w przestrzeń powietrzną. Mieszkańcy województwa podlaskiego są świadkami kolejnych prowokacji, a napływające z Łotwy raporty nie pozostawiają złudzeń – po drugiej stronie granicy nie działają amatorzy, lecz zorganizowane struktury wojskowe. Niestety mróz nie powstrzymał też całkiem nielegalnych migrantów - zaczyna się znowu wzrost liczby naruszeń granicy.
Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej ewoluuje, ale zagrożenie nie mija. Od świąt Bożego Narodzenia 2025 roku obserwujemy nasilenie incydentów z wykorzystaniem balonów meteorologicznych. To, co początkowo wyglądało na chaotyczne próby przemytu, w pierwszych miesiącach 2026 roku przybrało formę zorganizowanej kampanii nękania polskiej obrony powietrznej. Ostatni incydent z nocy z 8 na 9 lutego, kiedy to obiekty znad Białorusi ponownie wleciały nad Podlasie, potwierdza, że mamy do czynienia z nową fazą konfliktu.
Dla mieszkańców przygranicznych powiatów widok wojskowych pojazdów stał się codziennością, ale teraz zagrożenie płynie z góry. Jak informuje Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, obiekty te są stale monitorowane, choć ich wykrycie nie jest proste. Balony poruszają się na wysokości od 3 do 5 kilometrów, często wykorzystując sprzyjające wiatry ze wschodu, co czyni je trudnym celem dla standardowych radarów naziemnych.
Ppłk Jacek Goryszewski, Szef Wydziału Prasowego DORSZ, uspokaja, że sytuacja jest pod kontrolą.
– Obiekty, które wleciały w przestrzeń powietrzną w rejonie Podlasia, były skierowane z Białorusi. Były cały czas identyfikowane i pozostawały pod nadzorem naszych systemów rozpoznania – zapewnia wojskowy.
Służby celowo nie podają dokładnej liczby obiektów, by nie ułatwiać zadania białoruskiemu wywiadowi, który w ten sposób testuje szczelność naszej "tarczy".
Nie chodzi jednak tylko o testowanie procedur. Pod osłoną nocy, na balonach transportowana jest kontrabanda zasilająca kasę reżimu Łukaszenki. Tylko w styczniu 2026 roku funkcjonariusze Straży Granicznej przejęli papierosy o wartości blisko 1,8 mln złotych. Towar, często pochodzący z grodzieńskiej fabryki „Niemen”, trafia na polskie łąki i lasy, gdzie czekają na niego opłaceni „odbieracze”. W lutym rozbito jedną z takich grup, w skład której wchodzili obywatele Polski, Ukrainy i Białorusi. Proceder ten, trwający od jesieni ubiegłego roku, pokazuje, że przemyt stał się integralną częścią hybrydowej agresji.
Patrząc na to, co dzieje się na Podlasiu, nie sposób ignorować alarmujących wieści płynących z Rygi. Łotwa, podobnie jak Polska, zmaga się z falą agresji, a tamtejsze służby zdobyły twarde dowody na bezpośrednie zaangażowanie białoruskiej armii w ten proceder. W raporcie łotewskiego Ministerstwa Obrony czytamy o znalezionych przy migrantach dokumentach i sprzęcie łączności należącym do białoruskich żołnierzy.
To przerażający obraz, który rzuca nowe światło na bezpieczeństwo naszej granicy. Na urządzeniach mobilnych zatrzymanych na Łotwie cudzoziemców znaleziono zdjęcia, na których widać ich wewnątrz białoruskich pojazdów wojskowych, ramię w ramię z funkcjonariuszami tamtejszej straży granicznej. Jeśli na Łotwie – gdzie w 2025 roku powstrzymano 11 tysięcy prób nielegalnego przekroczenia granicy – białoruskie służby otwarcie kierują atakami, musimy zakładać, że identyczny scenariusz realizowany jest na odcinku podlaskim.
Analogia jest czytelna: cisza na pasie granicznym w Puszczy Białowieskiej czy okolicach Krynek jest pozorna. Gdy tylko warunki pogodowe się poprawią, a mrozy ustąpią, „przerwa techniczna” w naporze migrantów się skończy. Wówczas polscy funkcjonariusze znów staną naprzeciw zdesperowanych ludzi, sterowanych przez uzbrojonych i wyposażonych w wojskową łączność białoruskich oficerów. Doświadczenia łotewskie są dla Podlasia jasnym sygnałem: przeciwnik jest zorganizowany, bezwzględny i działa systemowo.
Dla mieszkańców województwa podlaskiego balonowa ofensywa to nie tylko statystyka w raportach Straży Granicznej, ale realne zagrożenie bezpieczeństwa publicznego. Pakunki zrzucane z wysokości kilku kilometrów są ciężkie (do 40 kg) i nieprzewidywalne. Mogą spaść na pole, drogę, a w najgorszym scenariuszu – na budynki mieszkalne.
Służby apelują o wyjątkową ostrożność. Ppłk Jacek Goryszewski podkreśla:
– Zachęcam do tego, jeżeli ktokolwiek zauważy taki balon, pakunek niewiadomego pochodzenia, o to, by zgłaszać to bezpośrednio odpowiednim służbom na numer 112 bądź do najbliższego posterunku policji.
Wojsko ostrzega, by pod żadnym pozorem nie dotykać znalezisk. Nie wiemy, co znajduje się w środku – poza papierosami mogą to być urządzenia lokalizacyjne lub materiały niebezpieczne.
Warto pamiętać, że w grudniu podobne incydenty doprowadziły do wprowadzenia stanu wyjątkowego na Litwie. W Polsce na razie unikamy tak radykalnych kroków, ale incydenty z nocy z 8 na 9 lutego pokazują, że Podlasie jest na pierwszej linii frontu. Każdy taki obiekt to potencjalne zagrożenie dla ruchu lotniczego i spokoju mieszkańców wsi i miasteczek przygranicznych.
W obliczu tych zagrożeń wschodnia flanka NATO, w tym województwo podlaskie, zamienia się w rejon silnie ufortyfikowany. Działania nie ograniczają się do doraźnych patroli. Trwa budowa dodatkowego ogrodzenia, które do wiosny 2026 roku ma stworzyć podwójną linię zapór o wysokości 4 i 2 metrów. To odpowiedź na taktykę białoruskich służb, które wyposażają migrantów w narzędzia do niszczenia dotychczasowych zabezpieczeń.
Polska nie działa w osamotnieniu. Estonia ogłosiła budowę 600 bunkrów, z których pierwszy powstaje właśnie teraz, a cały projekt ma się zakończyć w 2027 roku. Nasz region, będący bramą do Unii Europejskiej, staje się „Twierdzą Wschód”. Strefa buforowa, regularnie przedłużana, jest uciążliwa dla turystyki i mieszkańców, ale w świetle dowodów z Łotwy i balonów nad naszymi głowami, wydaje się smutną koniecznością.
Rok 2026 na granicy polsko-białoruskiej rozpoczął się od zmiany reguł gry. Przemytnicy ludzi chwilowo ustąpili miejsca podniebnym kurierom, ale cel Mińska pozostaje ten sam: destabilizacja regionu i testowanie naszej czujności. Mieszkańcy Podlasia muszą uzbroić się w cierpliwość i zachować czujność – bo, jak pokazują ostatnie tygodnie, zagrożenie może nadejść z każdej strony, nawet z chmur.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze