W tym roku zima jest wyjątkowo dokuczliwa. Mrozy sięgające -30 stopni Celsjusza, których nie było w naszym regionie od dziesięcioleci, duże zaspy śniegu paraliżujące ruch i lód, który co chwila zamienia chodniki i jezdnie w ślizgawki. Z tym od tygodni mierzą się mieszkańcy i władze Białegostoku. Jak miasto zdało ten test i ile to kosztowało? Czy te wydatki przyniosły efekty? Radny Henryk Dębowski zapytał ile kosztuje nas walka z żywiołem i czy w miejskiej kasie nie zabraknie środków, zanim skończy się zima. Przeczytajcie jak to wygląda w stolicy województwa podlaskiego?
Zima 2025/2026 przejdzie do historii jako wyjątkowa. Nie jest to wprawdzie zima stulecia, która w 1979/80 sparaliżowała cały kraj, ale i tak jest z pewnością najsurowszą w tym stuleciu. Mróz poniżej -20 stopni, solidne opady śniegu i częsta gołoledź trwające przez kilka tygodni od dawna nie dotykały stolicy województwa podlaskiego.
Zimowe warunki są wyzwaniem dla samorządów w całym kraju. W wielu miejscowościach i powiatach władze zwróciły się do rządu o pomoc finansową w związku ze zwiększonymi wydatkami i pustą kasą na walkę ze skutkami zimowej aury. Nic dziwnego, że śnieg, mróz i lód to test odporności finansowej polskich samorządów. Dlaczego? Bo długotrwałe ujemne temperatury i intensywne opady śniegu to nie tylko problem dla kierowców, ale przede wszystkim ogromne obciążenie dla rezerw budżetowych. Odwołane lekcje, całodobowe ogrzewalnie dla potrzebujących i nieustanna praca sztabów kryzysowych to obecnie codzienność. A eksperci ostrzegają: zima działa jak efekt domina – jeden mroźny weekend uruchamia lawinę wydatków, które będziemy spłacać jeszcze długo po tym, jak zdejmiemy zimowe kurtki.
Finansowe skutki mroźnych miesięcy to nie tylko bieżące faktury za paliwo do pługów. Jak zauważa mec. Bartłomiej Tkaczyk, specjalista ds. obsługi samorządów, zima to koszt długofalowy. Pisze o tym portalsamorzadowy.pl
Z perspektywy finansów publicznych zima działa jak efekt domina. Jedno nieplanowane zdarzenie uruchamia kolejne koszty, które bardzo szybko zaczynają obciążać rezerwy budżetowe – wskazuje ekspert.
Tyle, że obecnie samorządy wydają spore pieniądze na walkę z zimą z pozycji jaką jest utrzymanie dróg. To nie tylko wydatki na usuwanie śniegu, posypywanie solą i piaskiem dróg i chodników, ale także naprawa dróg. I tu prawdziwe wyzwanie zacznie się wiosną. To wtedy „wyjdą” pęknięcia nawierzchni, zapadnięte studzienki i awarie infrastruktury technicznej spowodowane przez tzw. przejścia przez zero i siarczyste mrozy. Wtedy uszczuplone przez walkę z zimą budżety mogą zaświecić pustkami. W sezonach o tak dużej intensywności jak obecny, wydatki na zimowe utrzymanie dróg w dużych aglomeracjach potrafią wzrosnąć o kilkadziesiąt procent względem planowanych założeń.
W wielu miejscowościach samorządy przyjęły oszczędnościowe plany na usuwanie skutków zimy uspokojone ostatnimi łagodnymi zimami. Dodatkowo nie wszędzie dało to skutki w postaci odśnieżonych, bezpiecznych i przejezdnych dróg, chodników i ścieżek rowerowych. A jak to jest w Białymstoku?
W obliczu licznych sygnałów od zniecierpliwionych mieszkańców, do tablicy wywołany został magistrat. Henryk Dębowski, radny Prawa i Sprawiedliwości, złożył w tej sprawie oficjalną interpelację. W swoim zapytaniu oddał głos białostoczanom, którzy martwią się o bezpieczeństwo na drogach i ciągach pieszo-rowerowych:
„W związku z intensywnymi opadami śniegu, długotrwałymi ujemnymi temperaturami oraz licznymi sygnałami napływającymi od mieszkańców Białegostoku dotyczącymi stanu przejezdności ulic, chodników i ciągów pieszo-rowerowych, zwracam się z interpelacją dotyczącą przygotowania Miasta Białystok do przygotowania akcji zimowego utrzymania dróg i przestrzeni publicznych. Mieszkańcy zadają pytania, czy Miasto jest odpowiednio przygotowane organizacyjnie, sprzętowo i finansowo na długotrwały atak zimy, w szczególności w sytuacji, gdyby trudne warunki pogodowe utrzymywały się jeszcze przez kilka tygodni” – napisał radny Dębowski.
Radny podkreślił, że kluczowa jest nie tylko obecna przejezdność, ale i to, czy miasto posiada rezerwy na wypadek kolejnych fal opadów.
Na interpelację radnego odpowiedział sekretarz miasta, Krzysztof Karpieszuk. Z przedstawionych przez niego danych wynika, że Białystok do tematu zimy podszedł z dużą dozą analitycznego spokoju. W obecnym sezonie 2025/2026 zawarto aż 18 umów na zimowe utrzymanie miasta, obejmujących nie tylko ulice, ale też strefy parkowania, przystanki, a nawet opróżnianie śmietniczek.
Plany urzędników zakładają 136 dni „gotowości”, z czego 40 dni to tzw. akcja czynna (intensywne działania), a kolejne 40 to akcje interwencyjne. Sekretarz miasta uspokaja, że finanse są pod kontrolą:
Łączna kwota zabezpieczona w budżecie: 25 855 622,87 zł.
Wydatki poniesione do 31 stycznia 2026: 9 688 567,45 zł.
Pozostała rezerwa: ponad 16,1 mln zł.
Liczby te pokazują, że mimo wyjątkowo trudnego stycznia, miasto wydało dopiero około 37% zaplanowanego budżetu zimowego. Według Krzysztofa Karpieszuka obecne zasoby są w pełni wystarczające do prowadzenia dalszych działań.
A co na to mieszkańcy Białegostoku. Część wypowiedziała się pod postem Henryka Dębowskiego na profilu Facebook. No cóż: ich oceny nie są tak dobre jak samopoczucie sekretarza Karpieszuka.
- Skoro już zgromadzili, to niech wreszcie użyją. Chodniki w centrum miasta, to była jakaś porażka! Sienkiewicza, Lipowa, Warszawska...o innych już nie wspomnę. Ten test miasto oblało z kretesem. Gdzie była Straż Miejska??? To chyba oni są od egzekwowania dbałości o nasze bezpieczeństwo. W obawie o wlśne, siedzieli w cieplutkich pokoikach, bo nawet ich aut nie było widać. Nie potrzebne są nam takie służby -darmozjady - napisała pani Elżbieta Nikiciuk.
Część komentujących wyraża pozytywne lub neutralne opinie, ale zdecydowana większość wytyka uchybienia i wyraża mało pochlebne uwagi.


Oprócz pieniędzy, kluczowe są materiały, które trafiają na nasze drogi. Dzięki danym udostępnionym przez radnego Dębowskiego po analizie odpowiedzi z urzędu, wiemy dokładnie, czym sypane są białostockie ulice. Statystyki zużycia od początku zimy są imponujące, ale i dające do myślenia:
Sól drogowa: Zużyto już 7454 tony, a w zapasie pozostaje jeszcze 5116 ton.
Chlorek magnezu/wapnia: Wykorzystano 894 tony, zapas to 1045 ton.
Piasek: Tutaj statystyka jest zaskakująca – zużyto jedynie 25 ton, podczas gdy w magazynach czeka jeszcze 497 ton.
Zestawienie to pokazuje miażdżącą przewagę soli nad piaskiem. Miasto stawia na chemiczne rozpuszczanie lodu, co jest skuteczne przy gołoledzi, ale budzi kontrowersje natury ekologicznej.
Henryk Dębowski, po otrzymaniu szczegółowych wyjaśnień od sekretarza miasta, podzielił się swoimi spostrzeżeniami z mieszkańcami na profilu Facebook. Choć przyznał, że miasto jest dobrze przygotowane, zwrócił uwagę na jeden istotny aspekt – nadużywanie soli kosztem piasku.
„Drodzy Białostoczanie! (...) Okazuje się, że nasze służby radzą sobie całkiem nieźle. (...) Jak widać, pomimo ostrej zimy zasoby Miasta są wystarczające. Z mojego punktu widzenia warto jednak używać więcej piasku, bo sól szkodzi drzewom, środowisku i naszym czworonogom. A Wy co o tym sądzicie? Co jeszcze możemy zrobić, żeby zima była bezpieczna i przyjazna dla wszystkich?” – pytał radny w mediach społecznościowych.
Reklama
Głos radnego wpisuje się w ogólnopolską dyskusję o tym, jak zimowe utrzymanie dróg wpływa na stan miejskiej zieleni i zdrowie naszych pupili, których łapy są wyjątkowo wrażliwe na działanie chlorku sodu. Tyle, że stosowanie tych środków jest znacząco droższe i mocniej uszczupli miejską kasę.
Analiza danych pozwala wyciągnąć kilka kluczowych wniosków dotyczących efektywności zarządzania finansami w stolicy województwa. Po pierwsze Białystok mieści się w „średniej krajowej” dla dużych miast. Koszt rzędu 87 zł na mieszkańca jest porównywalny z Lublinem, co sugeruje, że stawki wynegocjowane z wykonawcami nie są wyśrubowane. Warto też zauważyć, że Białystok operuje w trudniejszych warunkach niż zachodnia Polska. Częstsze opady i niższe temperatury wymuszają większą liczbę „akcji czynnych”, co sprawia, że utrzymanie kosztów na poziomie Lublina można uznać za sukces organizacyjny. Niestety jest i kwestia ostatnia, którą zauważył radny Dębowski, stolica naszego województwa stawia na sól. Jest to rozwiązanie tańsze w krótkim terminie (szybciej rozpuszcza lód, wymaga mniej kursów piaskarek), ale generuje „koszty ukryte” w postaci niszczenia zieleni i korozji infrastruktury, co potwierdza tezę o konieczności dywersyfikacji materiałów. Tych danych w poniżej tabeli nie uwzględniliśmy, ale każdy z nas poniesie je z własnej kieszeni (miasto wyciągnie je wraz z podatkami z naszej kieszeni). Nie liczmy też strat związanych z korozją pojazdów i koniecznością renowacji zieleni - także tej na prywatnych działkach.
| Miasto | Populacja (ok.) | Budżet na zimę (mln PLN) | Koszt na 1 mieszkańca |
| Białystok | 295 000 | 25,8 | ok. 87,50 zł |
| Lublin | 330 000 | 28,5 | ok. 86,30 zł |
| Bydgoszcz | 340 000 | 31,0 | ok. 91,10 zł |
| Katowice | 285 000 | 34,5* | ok. 121,00 zł |
Mimo wielu krytycznych uwag stolica województwa na tle innych polskich miast wydaje być zimoodporna i dysponuje - jak na razie - solidną nadwyżką w budżecie zimowym. Rzecz w tym, że nadużywanie soli i składowanie śniegu na kilku działkach przyniosą nieznane jeszcze wydatki. Dodatkowe naprawy nawierzchni i infrastruktury, o których pisaliśmy powyżej to dodatkowe ryzyko budżetowe, które ciężko dokładnie wyliczyć. Sekretarz Karpieszuk też przemyślnie unika odpowiedzi w tej sprawie. Mieszkańcom pozostaje mieć nadzieję, że zaplanowane 16 milionów złotych wystarczy, by bezpiecznie dowieźć nas do wiosny bez konieczności łatania dziur w budżecie kosztem innych ważnych potrzeb.
A jakie jest Państwa zdanie? Czy drogi w Waszej okolicy są należycie odśnieżone, czy może miasto powinno „sypnąć groszem” (i piaskiem) nieco hojniej? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach!
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze