Wtorkowy wieczór na nowo ucieszył kibiców przy Słonecznej, udowadniając, że Chorten Arena jest miejscem, gdzie futbolowa pasja spotyka się z wyrachowanym profesjonalizmem. Jagiellonia Białystok w iście profesjonalnym stylu odprawiła z kwitkiem GKS Katowice, pokazując, że ewentualne kryzysy są dla nich jedynie krótkimi przystankami w drodze po najwyższe cele. Po ostatnim gwizdku głosy obu szkoleniowców – Adriana Siemieńca i Rafała Góraka – nakreśliły obraz meczu, w którym detale i mentalność odegrały kluczowe role.
Atmosfera na stadionie w Białymstoku była elektryzująca od pierwszej minuty. Po dwóch spotkaniach Jagi, w których brakowało „tego czegoś”, starcie z ekipą z Katowic miało być testem dojrzałości dla Dumy Podlasia. Jagiellonia zdała go celująco, grając odważnie i niezwykle skutecznie. Jednak to, co usłyszeliśmy po meczu, rzuca zupełnie nowe światło na to, jak zarządzana jest dzisiejsza Jaga – zespół, który nie tylko chce wygrywać, ale chce to robić na własnych, bezkompromisowych zasadach.
Trener gości, Rafał Górak, znany ze swojej rzetelności i analitycznego podejścia do futbolu, mimo porażki nie szukał tanich wymówek. GKS Katowice przyjechał do Białegostoku z planem, który przez pierwsze fragmenty meczu wydawał się ambitny, jednak zderzenie z „jagiellońskim walcem” okazało się bolesną lekcją futbolu na najwyższym krajowym poziomie. Górak z dużą klasą przyznał, że dystans, jaki dzieli oba zespoły w kulturze gry, był dziś widoczny gołym okiem.
Podczas konferencji szkoleniowiec GieKSy podkreślał:
– Musimy być wobec siebie brutalnie szczerymi – Jagiellonia w wielu fragmentach tego meczu operowała w zupełnie innej czasoprzestrzeni niż my. Szybkość podejmowania decyzji, rotacje na pozycjach i to, jak potrafią wyjść spod pressingu, to poziom, do którego my dopiero aspirujemy. Gratuluję Adrianowi, bo stworzył potwora, który cieszy oko bezstronnego widza, ale dla rywala jest koszmarem. Wyjeżdżamy stąd bez punktów, ale z ogromnym bagażem doświadczeń. To spotkanie pokazało nam, ile jeszcze pracy przed nami, by móc nawiązać równorzędną walkę z tak ułożoną maszyną.
Reklama
Słowa Góraka potwierdzają, że Jaga pod wodzą Siemieńca wypracowała styl, który budzi respekt w całej lidze – nie tylko przez wyniki, ale przez sposób, w jaki dominuje nad przeciwnikiem fizycznie i taktycznie.
Kiedy do głosu doszedł Adrian Siemieniec, w sali zapadła cisza. Trener Dumy Podlasia, choć wyraźnie zadowolony z postawy swoich podopiecznych, dużą część swojej wypowiedzi poświęcił nie taktyce, a „niewidzialnym” aspektom sukcesu: motywacji i żelaznej dyscyplinie. To właśnie te elementy, zdaniem szkoleniowca, pozwoliły Jagiellonii przetrwać trudniejsze momenty sezonu i wrócić na zwycięską ścieżkę z taką siłą.
Siemieniec wypowiedział słowa, które powinny stać się mottem dla każdego młodego piłkarza:
– Wielu mówi o motywacji, ale dla mnie motywacja jest tylko iskrą, która pozwala zacząć. To, co pozwala nam kończyć mecze jako zwycięzcy, to dyscyplina. Codzienna, mozolna praca nad detalami, których nikt nie widzi. Dzisiaj widzieliście zespół zdyscyplinowany w każdej fazie gry. Rola motywacji jest ważna przed meczem, ale w 70. minucie, gdy brakuje tchu, liczy się tylko to, jak mocno trzymasz się naszych zasad. Jeśli puszczasz dyscyplinę, puszczasz wynik. Jestem dumny, że moi piłkarze zrozumieli, iż dyscyplina to nie jest ograniczenie ich kreatywności, ale pancerz, który pozwala tej kreatywności bezpiecznie rozkwitać.
Reklama
To podejście widać było w każdym powrocie skrzydłowych do defensywy i w każdej asekuracji po stracie piłki. Jagiellonia przestała być „radosnym” zespołem, który tylko atakuje – stała się zespołem kompletnym.
Przed meczem media społecznościowe huczały od domysłów. Kilka niespodziewanych roszad w wyjściowej jedenastce w meczu z sobotnim Piastem Gliwice odebrano jako spore ryzyko. Powrót do "fabrycznyuch ustawień" w meczu przeciw GKS Katowice znanego z tego, że potrafi skarcić za najmniejszą oznakę lekceważenia, uznano za znakomitą strategią. Adrian Siemieniec stwierdził, że to nie jest tak oczywiste. Szkoleniowiec tak tłumaczył swoje decyzje personalne w kontekście zarządzania kadrą:
– Zmiany w składzie w meczu z Piastem nie były podyktowane słabością kogokolwiek, ale strategią, którą przyjęliśmy na ten mikrocykl. W Jagiellonii nie mamy 'jedenastki' i 'reszty' – mamy kadrę, w której każdy musi czuć się odpowiedzialny za wynik. Widząc dzisiaj reakcję zawodników, którzy weszli do gry, mam pociechę, że ta rywalizacja napędza nas wszystkich. To był świadomy wybór, by utrzymać świeżość i zaskoczyć rywala innym profilem zawodników w bocznych sektorach. Jeśli chcesz grać o najwyższe cele na trzech frontach, musisz mieć dwudziestu ludzi gotowych do wejścia w ogień w każdej chwili.
Zwycięstwo nad GKS-em to kolejny dowód na to, że Jagiellonia odzyskała swój „domowy gen”. Po okresie, w którym punkty uciekały z Białegostoku zbyt łatwo, Żółto-czerwoni znów sprawili, że wizyta na Podlasiu jest dla rywali najtrudniejszą delegacją w kalendarzu. Kibice, którzy w liczbie ponad 14 tysięcy wypełnili trybuny, byli dwunastym zawodnikiem, a ich doping niósł drużynę nawet w momentach, gdy GKS próbował wysokiego pressingu.
Siemieniec podkreślał jedność z trybunami:
– Dzisiejsza wygrana to fundament pod to, co chcemy budować w tej rundzie. Cieszę się nie tylko z wyniku, ale z faktu, że odzyskaliśmy tę naszą domową pewność siebie. Chcemy, aby każdy zespół przyjeżdżający do Białegostoku wiedział, że czeka go tu 90 minut ogromnej intensywności i cierpienia na boisku. Ten stadion, ci ludzie – to jest nasza przewaga, której nie da się przeliczyć na pieniądze czy statystyki.
Zakończenie konferencji prasowej przyniosło najbardziej optymistyczny akcent dla wszystkich fanów Dumy Podlasia. Adrian Siemieniec, zapytany o to, gdzie widzi swój zespół za kilka miesięcy, odpowiedział z błyskiem w oku, który sugeruje, że najlepsze dopiero przed nami. Jagiellonia nie chce być meteorami na polskim niebie futbolowym – chce być stałą, jasną gwiazdą, wokół której kręci się liga.
Na pytanie o cele długofalowe, trener odpowiedział z charakterystyczną dla siebie pewnością:
– Zawsze powtarzam chłopakom: nie patrzcie w dół, patrzcie przed siebie. Nasze perspektywy na przyszłość są jasne – chcemy być klubem, który co roku walczy o trofea i godnie reprezentuje Białystok w Europie. Nie szukamy sufitu, bo wierzę, że dla tej grupy ludzi on nie istnieje. Każdy mecz, jak ten dzisiejszy, to kolejny krok w procesie. Dzisiaj się cieszymy, ale od jutra myślimy już tylko o tym, jak być lepszą wersją siebie w kolejnym tygodniu. Jeśli utrzymamy dyscyplinę, o której mówiłem, i ten głód zwycięstwa, to stać nas na rzeczy wielkie.
Reklama
Jagiellonia Białystok po 22. kolejkach wysyła jasny komunikat do całej Polski: Duma Podlasia nie zamierza oddawać walki o mistrzostwo walkowerem. Z taką filozofią, dyscypliną, kadrą i wsparciem trybun, droga do obrony tytułu wydaje się być nie tylko marzeniem, ale realnym, precyzyjnie nakreślonym planem. A Siemieniec podkreśla: to czy nastąpiło mentalne przełamanie odpowie kolejny mecz. I w każdym pozostałym do rozegrania żółto-czerwoni będą zdawali ten sam egzamin z dojrzałości i tego czy zespół oparty na dyscyplinie i podpalony iskrą motywacji zapłonie na boisku paląc nadzieje rywali na sukces.
Najważniejsza część konferencji dotyczyła jednak tego, co przed nami. Jagiellonia nie chce być „zespołem jednego sezonu”. Projekt ma być długofalowy i regularnie dostarczać emocji na najwyższym poziomie – również w kontekście europejskich pucharów.
Na pytanie o cele na końcówkę sezonu i perspektywy na przyszłość, trener odpowiedział z charakterystyczną dla siebie pasją:
– Zawsze powtarzam chłopakom: nie patrzcie w dół, patrzcie przed siebie. Nasze perspektywy na przyszłość są jasne – chcemy być klubem, który co roku walczy o trofea i godnie reprezentuje Białystok w Europie. Nie szukamy sufitu, bo wierzę, że dla tej grupy ludzi on nie istnieje. Każdy mecz, jak ten dzisiejszy, to kolejny krok w procesie. Dzisiaj się cieszymy, ale od jutra myślimy już tylko o tym, jak być lepszą wersją siebie w kolejnym tygodniu.
Reklama
To właśnie ta „nienasycona” natura trenera Siemieńca wydaje się być paliwem, które napędza Jagiellonię. Zespół z Białegostoku pod jego wodzą przestał być ligowym średniakiem, a stał się realną siłą, z którą musi liczyć się każdy.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze