Białystok szykuje się na piłkarskie święto jakim będzie czwartkowy mecz Ligi Konferencji Jagiellonii z AC Fiorentina. 19 lutego, na Chorten Arenie zabrzmi hymn Ligi Konferencji. I choć termometry w stolicy Podlasia wskazują kilkustopniowy mróz na dzisiejszej konferencji prasowej trener Adrian Siemieniec i Jesús Imaz zapewniali, że nie spodziewają się, że to sparaliżuje to rywali. Przekaz jest jasny: szacunek dla rywala ogromny, ale nikt w Białymstoku nie zamierza tylko prosić o autografy. Jaga zamierza walczyć z rywalem na całego i nie spodziewa się, że mróz przyjdzie jej na pomoc!
Trener Adrian Siemieniec od początku studził emocje tych, którzy w kłopotach Fiorentiny w Serie A upatrują łatwej drogi Jagiellonii do awansu w Lidze Konferencji. Choć ekipa z Toskanii przyjechała do Białegostoku bez swojej największej gwiazdy, Moise Keana, szkoleniowiec Jagiellonii przypomniał o brutalnej ekonomii futbolu.
– Jeżeli trener może sobie pozwolić na zostawienie Keana we Florencji, to prawdopodobnie zagra Piccoli, a to wciąż napastnik kupiony za 25 mln euro. My w Polsce takich pieniędzy nie wydajemy . To drużyna, która zawodników mających łącznie 3000 występów w ligach TOP5 Europy. Ich miejsce w tabeli Serie A nie zmienia mojej wysokiej oceny ich jakości. Wierzę, że naszym sukcesem będzie, jeśli w rewanżu w bramce „Violi” wystąpi De Gea, a w ataku Kean. To by oznaczało, że w pierwszym meczu Jagiellonia mocno się im postawiła– powiedział stanowczo Siemieniec.
Reklama
Obok trenera zasiadł Jesús Imaz, dla którego starcie z włoską ekipą ma szczególny wymiar. Hiszpański snajper przyznał, że od dziecka śledził Serie A, a jego idolem był legendarny Gabriel Batistuta. Imaz, który w Europie czuje się jak ryba w wodzie, podkreślał, że mimo ogromnej marki rywala, Jagiellonia ma swoje atuty.
– Fiorentina to topowy klub, pewnie nie wiedzą o nas zbyt wiele, ale chcemy im pokazać, że też jesteśmy wielkim klubem, który ostatnio sporo się rozwinął. A warunki pogodowe? Są odczuwalne tylko na początku. Potem adrenalina i koncentracja biorą górę i zawodnicy grając przestają na nie zważać. My w Polsce jesteśmy bardziej przyzwyczajeni do takiego mrozu, ale na boisku będzie ostatecznie jedenastu na jedenastu i jedna piłka. Jeśli zagrają bez kilku gwiazd, to dla nas lepiej i powinno być łatwiej stwarzać okazje, ale wciąż czeka nas niezwykle trudne zadanie - stwierdził Siemieniec.
Reklama
Wiele pytań dziennikarzy, również tych z Włoch, dotyczyło pogody. Prognozy na jutrzejszy wieczór są bezlitosne, a Włosi, którzy we Florencji rzadko widują ujemne temperatury, mogą poczuć się na Słonecznej jak w „lodówce”. Trener Siemieniec podszedł jednak do tematu z dystansem i humorem.
– Nie róbmy z Białegostoku koła podbiegunowego. Tutaj to wciąż piłka nożna, a nie survival. Choć mróz może być dla nas jakimś handicapem, ale to ostatecznie zadecydują umiejętności na boisku, a nie to, kto z nas lepiej odnajdzie się na mrozie – tonował nastroje szkoleniowiec.
Reklama
Przyznał jednak, że proces adaptacji Włochów może potrwać, a czas gra na korzyść Jagiellonii, która w takich warunkach trenuje i wygrywa regularnie. Dodał jednak, że z upływem czasu gracze Fiorentiny będą się adaptowali do warunków meczowych.
Największym zmartwieniem Adriana Siemieńca jest brak dwóch kluczowych ogniw. Za kartki pauzować muszą kapitan Taras Romanczuk oraz Afimico Pululu. Trener nie ukrywał, że to ogromne osłabienie dla zespołu.
– To nam nie ułatwia zadania. Tracimy kapitana i podstawowego napastnika, króla strzelców ubiegłej edycji. Będziemy mieli mniejsze pole manewru, co nie oznacza, że nie wierzę w tych, którzy wejdą w ich miejsce. Drużyna musi zrobić wszystko, by jechać do Florencji z wynikiem, który będzie nas elektryzował. Chcę, żeby Fiorentina drżała o awans w rewanżu. Nie chciałbym za tydzień jechać do Włoch tylko na ładną wycieczkę. Nigdy nie byłem we Florencji. Włochy są piękne, ale nie chciałbym za tydzień jechać tylko na wycieczkę. – podkreślił Siemieniec.
Reklama
Siemieniec pytany o to czy jego zespół widząc, że rywal gra w słabszym składzie (kilka gwiazd trener Fiorentiny pozostawił w Toskanii) nie zlekceważy mentalnie rywali co może się skończyć wysoką porażką jak w analogicznej sytuacji, gdy Raków Częstochowa grał z Atalantą Bergamo miał nieco zdziwioną minę.
- Nawet jeśli rywale nie zagra w optymalnym zestawieniu, przed nami jeszcze rewanż i trzeba doprowadzić, by tam grali wszyscy. Kiedyś z Betisem po pierwszym meczu żartowaliśmy sobie, że przy takim wyniku Isco i Antony będą musieli odwiedzić Białystok. Teraz jest odwrotnie, rewanż na wyjeździe, może David de Gea nie zobaczy Białegostoku, a szkoda, ale może zagra z Jagiellonią. Mam taki charakter, że w sporcie jestem bezkompromisowy. Nasi zawodnicy też są bezkompromisowi i nie podchodzą do niczego połowicznie. Widziałem może tylko jeden mecz, w którym była bojaźń - to był mecz z Ajaxem w Amsterdamie. Ten mecz nas przytłoczył. Ale poza tym Jagiellonia była w pucharach odważna, proaktywna, bezkompromisowa. Graliśmy z polotem, pasją i taką Jagiellonię chcę zobaczyć jutro. Oczywiście tematy osłabienia przeciwnika w szatni się pojawiają. Ci, których nie ma to duże nazwiska, ale czy to zmieni nastawienie do meczu? Zawodnicy sami wiedzą, że pomimo to czeka nas bardzo trudny mecz. Te kilka nazwisk nie zmienia obrazu całości, choć to bardziej pytanie do zawodników. Myślę, że nie będzie to miało wpływu. Jesus powiedział, że dla niego to dobrze, że rywale grają w osłabieniu, bo mamy przez to większe szanse na wygraną. No, jeśli kapitan mówi w ten sposób to wierzę, że drużyna będzie myślała podobnie - powiedział Siemieniec.
Reklama
Na pytanie włoskich dziennikarzy co do tego czy oczekuje, że Jagiellonia powtórzy wynik sprzed roku Siemieniec stwierdził, że rok temu droga żółto-czerwonych do ćwierćfinału z Betisem Sewilla była dużo trudniejsza niż tegoroczna drabinka i rywale w Lidze Konferencji. Wymienił rywali wskazując, że w tym roku Jagiellonia musiała mierzyć się z zespołami z czołowych europejskich lig: Francji, Hiszpanii i Holandii.
- A teraz zagramy z zespołem z Serie A, na który mogliśmy wtedy trafić najwcześniej w ćwierćfinale. W następnej fazie zwycięzca naszego dwumeczu trafi na kogoś z pary Raków lub Strasbourg. Czyli jeżeli awansujemy to znów możemy mieć rywala z Ligue 1. A przecież w naszej części drabinki jest też Crystal Palace czy Mainz. Patrząc na trudności drogi, element szczęścia, to teraz jest zdecydowanie trudniej niż rok temu. Powtórzenie tego rezultatu to będzie jeszcze większe osiągnięcie - podsumował Siemieniec.
Reklama
Szkoleniowiec dodał, że ani on ani jego zespół nie patrzy jednak tak daleko w przód i najważniejszy jest teraz pierwszy mecz z Fiorentiną, a następnie rewanż.
Mecz rozpocznie się 19 lutego o godzinie 21.00, a dla tych, którym nie udało się zdobyć biletów na Chorten Arenę, przygotowano transmisje na żywo. Można go zobaczyć na Polsat Sport 1, Polsat Sport Premium 2 i Polsat Box Go (online od godz. 20:50).
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze