Białostocka scena polityczna mimo przenikliwego zimna jest bardzo gorąca. Choć luty zwykle kojarzy się z senną aurą i mrozem lokalni politycy zadbali o to, by mieszkańcy nie narzekali na nudę. Powodem politycznej burzy stał się program SAFE, który w zamyśle ma wzmocnić bezpieczeństwo i rozwój gospodarczy regionu, a w praktyce stał się paliwem do ostrej wymiany ciosów między Koalicją Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Padły wzajemne oskarżenia o zdradę, nieróbstwo i brak wyobraźni.
Serię konferencji rozpoczęli politycy Koalicji Obywatelskiej. Na spotkaniu z mediami poseł Krzysztof Truskolaski, marszałek Łukasz Prokorym oraz wojewoda Jacek Brzozowski przekonywali, że program SAFE to fundament przetrwania regionu w trudnych czasach. Według nich, to ich ugrupowanie jako jedyne potrafi skutecznie łączyć kwestie militarnego bezpieczeństwa granicy z bezpieczeństwem energetycznym i ekonomicznym małych przedsiębiorstw.
– Program SAFE to nie tylko puste hasła, to konkretne fundusze, które płyną do podlaskich gmin – grzmiał jeden z liderów lokalnych struktur KO.
Reklama
Podkreślano, że opozycyjny (na poziomie kraju lub regionu) PiS próbuje „sabotować” sukcesy rządu, marginalizując potrzeby mieszkańców wschodniej Polski. Padły oskarżenia o chęć likwidacji kluczowych inwestycji, które SAFE ma wspierać oraz zdradę, którą jest brak zgody na pożyczkę na bezpieczeństwo, broń i ochronę ludności cywilnej. Politycy dodawali, że pieniądze wesprą lokalną gospodarkę.
Na odpowiedź Prawa i Sprawiedliwości nie trzeba było długo czekać. We wtorkowy poranek pod jednostką wojskową przy Kawaleryjskiej przedstawiciele PiS (poseł Sebastian Łukaszewicz i dwójka sejmikowych radnych Artur Kosicki i Robert Jabłoński) mówili coś innego. Przedstawili oni SAFE nie jako program ratunkowy, a jako „maszynkę do robienia kampanii za publiczne pieniądze”.
Lokalni politycy PiS wyliczali punkty, w których – ich zdaniem – program zawodzi. Według nich, większość środków z SAFE trafia do „swoich”, a procedury przyznawania dotacji są niejasne i faworyzują podmioty sprzyjające partii rządzącej. Przypominali o skandalu jakim był podział środków na KPO na turystykę.
– To, co Koalicja nazywa bezpiecznym rozwojem, my nazywamy bezpiecznym trwonieniem pieniędzy podatników – mówili podczas konferencji.
PiS zapowiedziała złożenie wniosków o szczegółową kontrolę wydatkowania środków w ramach tego projektu na terenie całego województwa podlaskiego. Dodawali też, że pieniądze z UE są obciążone "mechanizmem warunkowości" co oznacza, że w każdej chwili - uznaniowo - Bruksela może je wstrzymać.
- Na przykład dlatego, że im się rząd nie podoba, prezydent coś zawetuje lub z innego powodu. Jesteśmy za pożyczką, ale na lepszych warunkach i z możliwością kupowania tego co nam trzeba i tam gdzie potrzebujemy. A nie tylko w Europie i tylko za zgodą Unii - mówił poseł Łukaszewicz.
- Politycy Koalicji nie wymyślili żadnego nowego programu rozwojowego dla lokalnej gospodarki poza tymi, które my - w latach 2018-24 - wprowadziliśmy. SAFE też nim nie będzie, bo ustala je Bruksela według swojego widzimisię - grzmiał Artur Kosicki.
Reklama
Dla przeciętnego mieszkańca podlaskiego te dwie konferencje to obraz głębokiego podziału, który paraliżuje konstruktywny dialog o regionie. Z jednej strony słyszymy o mocarstwowych planach i ochronie przed zagrożeniami, z drugiej o korupcji i braku transparentności.
Wojna na słowa i konferencyjne banery pokazuje jedno: kampania wyborcza w regionie nigdy się nie kończy. SAFE, zamiast łączyć wokół wspólnego celu, stało się kolejnym szańcem, z którego politycy ostrzeliwują się nawzajem. A o czym naprawdę jest SAFE przeciętny Kowalski nie wie, bo sprawa szczegółowych wydatków została przez rząd utajniona i wielu posłów nie ma pojęcia w jaki sposób zostaną wydane te środki.
Wiadomo tylko, że do SAFE nie przystąpią np. Niemcy. Pieniądze należy rozliczyć w ciągu 3 lat (są pożyczką UE gwarantowaną przez wszystkich członków), a zamówienia złożyć muszą być do maja 2026.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze