O nieudanym meczu Jagiellonia - Fiorentina w Lidze Konferencji wiele osób chciałoby jak najszybciej zapomnieć. Żółto-czerwonych czeka jednak jeszcze mecz rewanżowy w Toskanii, gdzie mogą odmienić kiepski obraz jaki Duma Podlasia zostawiła w oczach kibiców i poprawić nastroje. Szanse na awans są iluzoryczne, ale... nadzieja umiera ostatnia. Jagiellonia (sztab, działaczy i piłkarze) nie mogą jednak zwyczajnie zapomnieć o tym spotkaniu, ale wyciągnąć wnioski na wiosnę, gdzie żółto-czerwonych czeka walka o mistrzostwo Polski.
To miał być magiczny wieczór na Chorten Arenie, ale mroźna aura w Białymstoku okazała się łaskawsza dla gości z Toskanii niż dla mistrzów Polski. Miała być magia futbolu, ale dla gospodarzy była jednak czarna magia. I nie dlatego, że grali bardzo źle lub po prostu źle. Jaga była nieskuteczna, mało konkretna, a dla takiego rywala jak Fiorentina to wystarczy aby zadać ciosy i położyć na łopatki rywala.
Jagiellonia Białystok przegrała z AC Fiorentiną 0:3 w pierwszym meczu fazy pucharowej Ligi Konferencji. Wynik, który sugeruje deklasację jest bardzo mylący, bo przebieg spotkania wskazywał, że Duma Podlasia miała w tym meczu argumenty, aby postawić się Włochom. Niestety mecz pozostawił w sercach kibiców i samych piłkarzy ogromny niedosyt. Żółto-czerwoni długo prowadzili grę, ale Włosi pokazali to, co w europejskim futbolu najcenniejsze – bezwzględną skuteczność i wyrachowanie.
Trener Jagiellonii, Adrian Siemieniec, mimo wysokiej porażki starał się zachować spokój, choć w jego głosie słychać było rozczarowanie niewykorzystaną szansą na lepszy rezultat. Szkoleniowiec zauważył, że gdyby oceniać mecz jedynie przez pryzmat posiadania piłki i kontroli nad wydarzeniami na boisku, wynik 0:3 wydawałby się wręcz nierealny.
– Gdybyśmy wycięli bramki, trudno byłoby uwierzyć w taki rezultat. Przez pierwsze 45 minut mieliśmy dużą kontrolę, a przeciwnik praktycznie nie stwarzał zagrożenia. Włosi byli jednak cierpliwi. Wypunktowali nas jak na ringu trzema stałymi fragmentami. Fiorentina była jak wytrawny bokser: jakością indywidualną wykorzystała swoje momenty i wycisnęła z tego meczu maksimum - analizował Siemieniec.
Reklama
Trener przyznał, że Jagiellonii zabrakło „konkretów” w polu karnym rywala. Posiadanie piłki nie przełożyło się na klarowne sytuacje, co na tym poziomie rozgrywek jest karane z najwyższą surowością. Siemieniec podkreślił jednak, że to bolesne doświadczenie dla młodych graczy musi stać się lekcją na przyszłość.
– Prawdziwe charaktery pokazuje się w trudnych momentach. Nie ma czasu na rozpamiętywanie, w niedzielę musimy wstać i wygrać z Radomiakiem.
Podobne odczucia towarzyszyły zawodnikom biegającym po murawie. Bartłomiej Wdowik, który był bliski szczęścia po strzale z rzutu wolnego (piłka obiła słupek), zauważył, że Fiorentina wcale nie dążyła do wielkiego widowiska.
– Mieliśmy mecz pod kontrolą, ale zabrakło ryzyka w trzeciej tercji. Fiorentina wykorzystała to, co miała, z gry nie stworzyli sobie wielu sytuacji – mówił boczny obrońca Jagiellonii.
Wdowik przyznał, że choć jakość indywidualna rywali była widoczna, to „piłkarsko nie było wielkiej różnicy”.
Podobnego zdania był Norbert Wojtuszek:
– Prowadziliśmy grę, ale konkretów było za mało. Fiorentina nas wypunktowała: tu stały fragment, tu karny, tu wolny. Szkoda, bo przez większość czasu spotkanie było wyrównane.
Reklama
W szeregach mistrza Polski widać jednak wolę walki przed rewanżem we Florencji. Powrót do składu kluczowych postaci, takich jak Taras Romanczuk czy Afimico Pululu, ma dać drużynie nowe siły.
– Pojedziemy tam powalczyć. Jeśli szybko zdobędziemy bramkę, to wszystko jest możliwe – zapowiada Wdowik.
Zupełnie inne nastroje panowały w obozie włoskim. Trener Paolo Vanoli, mimo że do Białegostoku zabrał mocno przemeblowany skład, z dumą podkreślał jakość swoich podopiecznych. Włoch stanowczo sprzeciwiał się nazywaniu jego piłkarzy „rezerwowymi”.
– To wy tak myślicie. Dla mnie to wartościowi gracze, którzy dzisiaj pokazali charakter. Na początku było w naszej grze trochę strachu i błędów technicznych, ale potem poprawiliśmy organizację. Jestem szczególnie szczęśliwy z postawy Lezzeriniego i Ranieriego. Ten ostatni jest przykładem dla wszystkich – potrafił zareagować na krytykę i odpowiedzieć na boisku - mówił Vanoli.
Vanoli zaznaczył, że zwycięstwo w Białymstoku jest dla Fiorentiny kluczowe w procesie budowania pewności siebie, zwłaszcza w obliczu trudnej sytuacji w lidze włoskiej.
– Trzeba być skromnym. Zagraliśmy dobry mecz na trudnym terenie, ale teraz najważniejsza jest regeneracja. Przed nami podróż i przygotowania do ligowego starcia z Pisą – dodał szkoleniowiec „Violi”.
O ile trener Jagiellonii mówił o „wyrównanym meczu”, o tyle włoscy dziennikarze nie pozostawili polskiej ekipie nadziei, uznając losy dwumeczu za rozstrzygnięte. Prasa w Italii świętuje sukces Fiorentiny, podkreślając łatwość, z jaką drużyna z Toskanii poradziła sobie na Podlasiu.
Gazzetta.it pisze o „zhipotekowaniu awansu”, zauważając, że mimo braku wielu gwiazd, rewanż we Florencji będzie już tylko „czystą formalnością”.
Calciomercato.com skupia się na rekordzie Rolando Mandragory, który stał się najskuteczniejszym strzelcem Fiorentiny w historii Ligi Konferencji, dodając, że „głębokie rezerwy poradziły sobie zaskakująco łatwo”.
Tuttosport.com określił mecz mianem „spaceru”, twierdząc, że losy spotkania rozstrzygnęły się w niespełna pół godziny, co pozwala teraz Fiorentinie zapomnieć o pucharach i ratować sezon w Serie A.
Eurosport.it był nieco bardziej łaskawy dla gospodarzy, doceniając „twardy opór” w pierwszej połowie, ale ostatecznie podsumował, że „Viola” wygrała mecz klasą i doświadczeniem.
Jagiellonia wraca więc do ligowej rzeczywistości z bagażem trzech bramek, ale i świadomością, że na tle wielkiego rywala potrafiła grać odważnie. Czy ta odwaga wystarczy, by dokonać cudu w rewanżu pod toskańskim niebem? Zanim o tym pomyślimy, żółto-czerwonych czeka niedzielne starcie z Radomiakiem, gdzie punkty będą potrzebne do obrony pozycji lidera w Ekstraklasie.
PS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze