Reklama

Lepsi, rozczarowani, nieskuteczni... Jagiellonia po Radomiaku

Czy to był zdobyty punkt czy stracone dwa? Oto kwestie, które analizowali po meczu gracze Jagi i ich trener oraz asystent trenera Radomiaka. Dlaczego Jaga tylko zremisowała z Radomiakiem? Czy to wynik, który cieszy w świetle setek gości czy też powód do rozliczeń u żółto-czerwonych z powodu niemocy pod bramką rywali? Co mówili po meczu główni aktorzy?  Pomeczowa konferencja prasowa była pełna emocji – od dumy z postawy drużyny, po irytację z marnowanych szans i analizę trudnej sytuacji kadrowej w defensywie.

Piorunujący początek bez „kropki nad i”

Jagiellonia weszła w mecz z ogromnym impetem. Pierwsze dwa kwadranse to absolutna dominacja gospodarzy, która jednak nie przełożyła się na bezpieczne prowadzenie. Trener Adrian Siemieniec nie ukrywał, że to właśnie ten fragment spotkania powinien zdeterminować końcowy wynik.

„Zagraliśmy bardzo dobre pierwsze 20 minut, które powinno nie tyle zakończyć spotkanie, co je ustawić. Po tych 20 minutach uczciwie mogliśmy prowadzić, nawet więcej niż jedną bramką. Niestety, po tych 20 minutach przeciwnik zaczął dochodzić do głosu, mecz się wyrównał, Radomiak na swojej jakości i organizacji zaczął stwarzać zagrożenie. W drugiej połowie była na początku pierwsza sytuacja, po której Radomiak strzelił gola, a potem przejęcie przez nas inicjatywy. Wejścia w pole karne, tworzenie sytuacji. Mimo, że masz świadomość, że ten mecz powinieneś wygrać, to też przeciwnik stworzył sobie bardzo dobrą sytuację sam na sam Capity, którą Sławek wybronił. Patrzysz z boku na mecz, który powinien się zakończyć zwycięstwem, a mógł zakończyć się porażką” – analizował opiekun Jagiellonii.

Reklama

Problem z wykańczaniem akcji czyli jakość kontra skuteczność

Głównym tematem rozmów po meczu była nieskuteczność. Jagiellonia kreowała mnóstwo okazji, oddawała strzały, nękała defensywę gości, ale piłka tylko raz zatrzepotała w siatce. Statystyki mogą cieszyć oko analityków, ale wynik na tablicy pozostawia ogromny niedosyt w szatni.

„Jestem bardzo zadowolony i dumny z tego, jak dzisiaj graliśmy, ile sytuacji stworzyliśmy, z naszej intensywności w ataku. Szkoda, że z tylu sytuacji strzelamy tylko jednego gola. To na pewno problem tego meczu, bo tak to spotkanie wyglądało. Z samego występu drużyny jestem zadowolony, ale nie możemy być zadowoleni, że kończymy go z tylko jedną bramką. Jednak też muszę powiedzieć, że graliśmy z dobrą drużyną, bardzo dobrze zorganizowaną i posiadającą wielu jakościowych piłkarzy. Widać było momentami, że jak złapali piłkę i kontrolę, potrafili stwarzać zagrożenie. Wierzę, że jeżeli utrzymamy poziom tej gry, to trafimy na mecz, gdy nie stworzymy wielu sytuacji, a te punkty wrócą” – podkreślał Siemieniec.

Reklama

Podobne zdanie miał Dawid Drachal, który zauważył, że wynik nie oddaje przebiegu gry: – Kontrolowaliśmy cały mecz i to, że zdobyliśmy dzisiaj jedną bramkę, nie pokazuje absolutnie, jak on wyglądał, bo mogliśmy strzelić dużo więcej. Mieliśmy ku temu okazje i finalnie byłby kompletnie inny wynik.

Czy eksperymentalna obrona zdała egzamin?

Jagiellonia do meczu przystąpiła z dużymi problemami kadrowymi w linii obrony. Na środku defensywy zadebiutował duet Apostolos Konstantopoulos oraz Guilherme Montoia. Dla Portugalczyka była to zupełnie nowa rola, gdyż nominalnie występuje na boku obrony.

Reklama

„Trudno nie mówić o okolicznościach - graliśmy z jednym nominalnym środkowym obrońcą, przekwalifikowanym Gui, a nie można powiedzieć, że nie zagrali dobrego spotkania, nie mieliśmy kontroli, że nie byliśmy powtarzalni, a zawodnicy profilowo się nie wpasowali. Obraz meczu się nie zmienił, co mnie cieszy i buduje. Do pełni szczęścia zabrakło trzech punktów, ale liga jest trudna, mamy punkt po meczu otwartym, gdzie dużo się działo. Nudy nie było. Jedziemy dalej. Przed nami rewanż we Florencji, a następnie gościmy Legię” – mówił trener gospodarzy.

Montoia po meczu przyznał, że nowa pozycja była wyzwaniem:

Reklama

– Trener zapytał mnie, czy mogę zagrać jako lewy stoper, od razu się zgodziłem. To dla mnie coś nowego, ale w ostatnich dniach sporo się o tej pozycji nauczyłem. Apostolos był dla mnie niesamowitym wsparciem – dodał obrońca.

Głos z obozu Radomiaka: Sprawiedliwy podział punktów

Asystent trenera Radomiaka, Daniel Wojtasz, przyznał, że początek meczu nie wyglądał tak, jak zaplanował to sztab z Radomia, ale potrafili wrócić do gry i wykorzystać swoje atuty.

– W pierwszej połowie byliśmy niezadowoleni, bo przyjechaliśmy tu wygrać, a nie wytrwać. (...) W drugiej połowie nasz pressing był skuteczny. Strzeliliśmy bramkę, mogliśmy strzelić drugą. Potem tracimy zawodnika i trzeba było się dobrze bronić. Obiektywnie ten podział punktów jest sprawiedliwy – ocenił Wojtasz, życząc jednocześnie Jagiellonii powodzenia w europejskich pucharach.

Reklama

Presja lidera i lekcja od Guardioli

Walka o mistrzostwo wchodzi w decydującą fazę. Adrian Siemieniec, pytany o to, czy lepiej jest uciekać rywalom, czy gonić czołówkę, odniósł się do psychologii sportu i doświadczeń z poprzedniego, historycznego sezonu.

„Wiosną zaczyna się granie pod większą presją, ciśnieniem o punkty, bo wiesz o co grasz. Niektórzy o utrzymanie, niektórzy o wyższe cele. Ale rozstrzygnięcia są w maju. Ostatnio Guardiola powiedział, że różnica kilku punktów na pewnym etapie nie jest większym problemem, bo potem wychodzi prawdziwa jakość, doświadczenie i wygrywa ten, co najlepiej radzi sobie z presją. Tam zobaczymy. Póki sprawa jest otwarta, człowiek u góry się trzyma, to nie ma większego znaczenia, czy gonisz czy uciekasz, bo potem są kluczowe mecze i tam decyduje jakość, doświadczenie, radzenie sobie z presją, terminarze, kadry” – tłumaczył Siemieniec.

Reklama

Czwartkowa misja we Florencji i hit z Legią

Przed Jagiellonią dwa niezwykle trudne wyzwania. Już w najbliższy czwartek białostoczanie powalczą w rewanżowym starciu z Fiorentiną, a w przyszły weekend do Białegostoku przyjedzie Legia Warszawa. Trener Siemieniec mimo remisu z Radomiakiem stara się zachować optymizm.

„Z perspektywy tu i teraz trudno odpowiedzieć, czy to punkt zdobyty, czy dwa stracone. Bardziej to dwa punkty stracone, ale scenariusz był taki, że gdyby Capita wykorzystał swoją sytuację, to w ogóle mogliśmy nie mieć nic. Taka jest piłka, remisujemy, a po sezonie stwierdzimy, jaki to był remis. Skupiamy się na czwartku. Nie jest to najlepsza sytuacja, nie takie sytuacje piłka widziała. Trzeba pojechać do Florencji, szukać szybkiej bramki, która może zmienić bardzo dużo” – podsumował szkoleniowiec.

Reklama

Kibice w Białymstoku liczą, że limit pecha został wyczerpany w meczu z Radomiakiem, a w starciach z europejskim gigantem i warszawskim rywalem Jagiellonia pokaże skuteczność godną mistrza.

Przemysław Sarosiek

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Najnowsze