Województwo podlaskie od lat żyje w cieniu wojny hybrydowej toczącej się na granicy z Białorusią. Rok 2026 przyniósł nam jednak pewien powiew normalności, na który mieszkańcy przygranicznych miejscowości czekali z utęsknieniem. Pierwszy raz od długich miesięcy statystyki Straży Granicznej przynoszą informację, która daje nadzieję lokalnym przedsiębiorcom i rolnikom: nacisk na polskie umocnienia wyraźnie osłabł. Jednak tam, gdzie pojawia się spokój, niemal natychmiast wyrastają nowe kontrowersje – tym razem związane z działalnością osób, które pod płaszczykiem pomocy mogły brać udział w zorganizowanym procederze przemytu ludzi.
Z najnowszych raportów Straży Granicznej wynika, że rok 2026 zaczął się nadzwyczaj spokojnie. Dopiero 18 lutego odnotowano pierwsze w tym miesiącu próby nielegalnego przedostania się do Polski – było ich łącznie 13. Dla porównania, w szczytowych momentach kryzysu liczby te szły w setki, a nawet tysiące dziennie. Ten wyraźny spadek to efekt nie tylko fizycznej zapory, ale też zmian w przepisach azylowych i wzmocnionej obecności wojska.
Mieszkańcy regionu wreszcie zaczynają czuć się bezpieczniej. Mieszkańcy pogranicza mówią, że zbudowanie muru na granicy poprawiło poczucie bezpieczeństwa. W połączeniu z radykalnym spadkiem nielegalnych migrantów oraz coraz sprawniejszym działaniem służb sprawia, że ludzie zamieszkujący strefę nadgraniczną zaczynają wreszcie odczuwać spokój w jakim żyli zacznim kryzys się zaczał. Lęk przed niekontrolowanym napływem grup migrantów został zastąpiony przez codzienną rutynę.
Minister Spraw Wewnętrznych Marcin Kierwiński podkreśla jednak, że nie możemy tracić czujności. To nie są już „pojedyncze rodziny szukające lepszego życia”, ale zorganizowane grupy wyposażone w profesjonalny sprzęt, kierowane bezpośrednio przez służby Łukaszenki i Rosję. To wojna hybrydowa, w której ludzie stali się narzędziem, a nasza granica – polem bitwy.
Spokój na granicy to także szansa na powrót turystów, choć rany zadane lokalnej gospodarce przez strefę buforową (obejmującą 115 miejscowości w naszym województwie) wciąż się goją. Przedsiębiorcy liczą na to, że region przestanie być kojarzony wyłącznie z drutem kolczastym i niebezpiecznymi przybyszami zza wschodniej granicy. Mieszkańcy przygranicznych Kleszczel wiedzą, że kryzys nie został jeszcze rozwiązany, ale nie wpływa już tak negatywnie na życie ludzi.
Jednak tam, gdzie znika jeden problem, pomysłowi przestępcy próbują tworzyć inne. Straż Graniczna w Kuźnicy udowodniła, że kreatywność przemytników nie zna granic – i to dosłownie. Funkcjonariusze zatrzymali grupę, która do przerzutu papierosów używała... balonów meteorologicznych. Zabezpieczono towar o wartości ponad 120 tysięcy złotych oraz ogromne sumy w gotówce. To pokazuje, że mimo mniejszego naporu migrantów, służby muszą być przygotowane na coraz to nowsze formy naruszania integralności państwa, które bezpośrednio uderzają w stabilność ekonomiczną regionu. Za balonami, które przekraczały granicę z terenu Polski nadciągali kurierzy, którzy - zauważeni przez mieszkańców - potrafili zachowywać się w sposób bardzo agresywny i tworzyli zagrożenie.
Na granicy wielkie emocje budzi wciąż sprawa tzw. „piątki z Hajnówki”. Przez lata przedstawiani jako oczekujący szacunku aktywiści humanitarni, dziś stają w obliczu oskarżeń, które rzucają mroczny cień na ich działalność. Choć we wrześniu 2025 roku Sąd w Hajnówce uniewinnił ich od zarzutów pomocy przy nielegalnym przekraczaniu granicy (argumentując to brakiem korzyści majątkowej), prokuratura nie odpuściła. I, jak się okazuje, miała ku temu poważne powody.
Z nowych ustaleń Prokuratury Krajowej wynika, że jedna z uniewinnionych, Kamila M., oraz jej współpracownicy, usłyszeli zarzuty dotyczące udziału w międzynarodowym przemycie ludzi. Analiza danych z zabezpieczonych telefonów ujawniła wiadomości, które trudno uznać za odruch serca: „Cześć, tu M z Grupy Granica. Słyszałam, że potrzebujesz transportu do Białegostoku. Mogę coś dla ciebie zorganizować”. Prokuratura twierdzi, że materiał dowodowy wskazuje na ścisłą koordynację transportów z organizatorami przemytu.
Takie działania, prowadzone pod płaszczykiem altruizmu, są skrajnie niebezpieczne dla mieszkańców Podlasia. Zorganizowany przemyt ludzi to woda na młyn dla reżimu Łukaszenki i bezpośrednie uderzenie w bezpieczeństwo nas wszystkich. Jeśli „aktywiści” faktycznie współpracowali z siatkami przemytniczymi, to nie tylko złamali prawo, ale przede wszystkim zdradzili zaufanie lokalnej społeczności, która przez lata starała się odnaleźć w tej trudnej sytuacji. Za organizowanie nielegalnego procederu grozi im do 8 lat więzienia. Bezpieczeństwo granicy to nie jest kwestia światopoglądu – to fundament spokoju mieszkańców, którego nikt nie ma prawa wystawiać na szwank.
Przemysław Sarosiek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze